.:: QUIZ ::: GRZEGORZ Korzeniecki ::: Lomza ..:: www.korzeniecki.za.pl ::.. KG
_* Są imieniny pani profesor, klasa składa się na bukiet. Wiesz z doświadczenia, że kilka gorliwych osób przyniesie też kwiaty od siebie indywidualnie, może i ty powinnaś to zrobić ? Chyba nie, takie indywidualne kwiaty to przecież wywyższanie się, chęć zwrócenia na siebie uwagi, zaskarbienia sobie szczególnej sympatii, zatem wobec reszty klasy to nie jest w porządku. Odradzam.
*
Pani profesor prosiła o pomoc w odniesieniu do domu dużej paczki. Pod domem dziękuje i mówi: „A może wejdziecie, napijemy się herbaty ?". Jesteście zaskoczeni. Co robić ? Jeśli nie macie czasu albo ochoty, wystarczy ukłonić się grzecznie i powiedzieć: „Bardzo dziękujemy za zaproszenie, ale spieszymy się i musimy już iść". Jeśli macie czas i ochotę, trzeba powiedzieć: „Bardzo chętnie, z przyjemnością", po czym zachowywać się normalnie, nie jak w szkole, ale jak w zaprzyjaźnionym domu. Zaproszenie oznacza, że pani profesor chce z uczniami utrzymywać kontakty także towarzyskie, chce ich poznać. Jest zatem okazja do rozmowy bardziej otwartej niż w szkole. Proponuję unikać wyrażania niekorzystnych opinii o kimkolwiek, o nauczycielach i kolegach, choćby nie wiadomo jak się ich nie lubiło. Taka wizyta nie powinna trwać dłużej niż 30, 40 minut, najwyżej godzinę. Na pożegnanie mówimy, że było nam miło, dziękujemy bardzo.
*
Na gruncie neutralnym spotykamy profesora. Jesteśmy z rodzicami. Jak się zachować ? Jeśli teren jest rozległy i widzimy się z daleka - park, poczekalnia w kinie, dworzec - kłaniamy się tylko. Jeśli z sytuacji wynika, że będziemy koło siebie stać lub siedzieć (w teatrze, pociągu, sklepie), trzeba się przywitać. Jeśli profesor nie zna rodziców, musisz dokonać prezentacji. W tej sytuacji przedstawiamy rodziców profesorowi: „Pani (pan) profesor pozwoli, to moi rodzice". Chyba, że jesteś tylko z mamą, a profesor jest młodym mężczyzną, wówczas mówisz :
„Mamo, pozwól, że ci przedstawię pana profesora Wiśniewskiego" (a nie „pana od fizyki").
*
Startowałeś w olimpiadzie przedmiotowej, profesor dużo ci pomagał (ale nie były to korepetycje). Czy masz wobec niego jakieś zobowiązania ? Niektórzy uważają, że należy wręczyć jakiś prezent. Prezent dla nauczyciela nie może mieć charakteru zapłaty, tylko pamiątki. Po olimpiadzie, oczywiście, można dać wyraz swojej wdzięczności. Najlepsza byłaby poszukiwana książka, może z danej dziedziny. I kwiaty.
Szkoła
- Od pierwszej klasy, aż do matury, kłaniamy się całemu ciału pedagogicznemu oraz innym pracownikom szkoły. Ustępujemy także miejsca w drzwiach, na schodach, w windzie, podajemy płaszcz, pomagamy dźwignąć, zawiesić, przybić, przestawić - bez proszenia. To nie jest podlizywanie się, tylko elementarna grzeczność.
- Wstajemy, kiedy profesor się do nas zwraca, chyba że sam wprowadza inny zwyczaj i podczas lekcji rozmawia się siedząc.
- Podczas lekcji nieelegancko jest jeść, żuć gumę, spać na ławce, szczypać sąsiadkę, chichotać od rzeczy, dogadywać, rozśmieszać kolegów. To jest przeszkadzanie w pracy. W żadnym innym zawodzie człowiek nie jest narażony na takie idiotyczne przykrości.
- Nie ma sensownej odpowiedzi na wymówki nauczyciela. Polemika nic nie da, tym bardziej obrażonym tonem lub podniesionym głosem. Wzruszanie ramionami jako gest niegrzeczny odpada. Milczymy więc, na koniec mówimy „przepraszam" i siadamy. Dalsze ewentualne pertraktacje w sprawie dodatkowego przepytania zaczynamy po lekcji albo na drugi dzień.
- Strój szkolny zależy od miejscowych zwyczajów. Wygląd ucznia od wieków (zapewne) jest przyczyną konfliktów, gdyż ścierają się tu dwie tendencje. Nauczyciele chcieliby mieć porządek, ład i jaką taką jednolitość. Łatwiej im się pracuje z grupą, która wygląda spokojnie.Uważają także, że szkoła to nie jest miejsce do kokietowania wyzywającym wyglądem. Uczniowie prezentują potrzeby i chęci prawie zupełnie przeciwstawne. Chcą podkreślić swoje świeżo odkryte indywidualności, zwracać na siebie uwagę. Dla wielu z nich szkoła jest nie tylko miejscem nauki, ale i jedynym życiem towarzyskim (po południu siedzą w domach i kują), chcą więc także błysnąć urodą, wdziękiem, seksem. Jak to pogodzić? To jest możliwe, ale trzeba się trochę wysilić. Ubiór szkolny może być twarzowy, można stworzyć pewien styl. Szkoła to nie kabaret ani dyskoteka, więc głupio tu wyglądają koła w uszach, błyszczące ozdoby, dekolty, rozcięcia spódnic. Bardziej pasuje elegancja typu sportowego, koszulowe bluzy, kieszenie, paski, patki, klamry, guziki. Jeśli biżuteria to dyskretna, ledwo widoczna. Jeśli makijaż - także. Uczesanie typu sam wdzięk, a nie sam seks. Radzę wziąć pod uwagę także to, żeby nie zasłaniać tablicy uczesaniem powiększającym głowę. Myślę, że jest w interesie ucznia niezrażanie nauczycieli do siebie samym wyglądem. Obrońcy idei szkolnych mundurków zwykle używają ważnego argumentu: strój szkolny nie powinien podkreślać różnic majątkowych. Ja też uważam, że nie powinien, ale można ten postulat spełnić niekoniecznie mundurując się. Czy ktoś nosi na sobie wszystkie pieniądze rodziców czy nie - to naprawdę kwestia kultury.
Grzechy szkolne
- Zwalić na kogoś swoją winę metodą „to nie ja, to on mnie namówił". Wstrętne, tchórzliwe, nierzadkie także w dorosłym życiu.
- Uwziąć się na kogoś, zrobić z niego ofiarę czy ofermę,' wyśmiewać, podpuszczać, poszturchiwać.
- Bić młodszych, słabszych, dziewczyny.
- Skarżyć.
- Podlizywać się. Uwaga ! Podlizywania nie należy mylić z normalnym, życzliwym czy nawet serdecznym odnoszeniem się do profesorów.
Podlizywanie to schlebianie, popisywanie się, podkreślanie, jaki to ja jestem pilny, jaka to ja jestem zdolna itp.
-Pogrążać kogoś. Ktoś czegoś nie umie, duka i jąka się przy odpowiedzi, ale ja (ja!) wiem, więc zgłaszam się, rękę wyciągam, aż nogami z niecierpliwości przebieram.
- Popisywać się cudzą wiedzą, pracą, wygłaszać cudze myśli, zadawać tzw. inteligentne, świadczące o myśleniu pytania jako swoje.
- Przezywać kogoś w sposób obraźliwy.
- Popisywać się swoimi wpływami, chwalić się możliwością załatwienia każdej sprawy lub przekupienia każdego.
- Wyśmiewać lub przedrzeźniać to, co w zachowaniu nauczyciela wynika z choroby lub wieku.
- Wpisz to co sam(a) zauważyłeś(aś). Drzwi urzędowe
Uczeń, nawet obyty już z gmachem szkoły, zwykle czuje się niezbyt pewnie, gdy ma otworzyć jakieś urzędowe drzwi z obezwładniającymi napisami: dyrektor, sekretariat, pokój nauczycielski, gabinet lekarski itp. Trzeba jednakże pamiętać, że wszystko, co jest w szkole, ma służyć uczniom, zatem wszędzie są oni u siebie. Zamiast klucza używamy kindersztuby (zwłaszcza „pięciu słów"). Jeśli nie wiemy, czy •zapukać czy nie, na wszelki wypadek pukamy. Każde wejście zaczyna się od „dzień dobry", każda kwestia od zwrotu grzecznego, ale rzeczowego: „Czy mógłbym dowiedzieć się...", „Chciałam prosić...", „Przysłała mnie pani profesor po...", „Mam skierowanie do...". Każdą sprawę lub uzyskaną informację obowiązkowo kwitujemy podziękowaniem, wychodząc mówimy „do widzenia" i delikatnie zamykamy drzwi.Jeśli sprawa, którą załatwiamy, jest trochę skomplikowana, przed wejściem przez urzędowe drzwi trzeba ją uporządkować we własnej głowie tak, aby jasno ją przedstawić, zaczynając od istoty rzeczy.
Imieniny, święta, dni
Do imienin w szkole można podejść rozmaicie. Można nie obchodzić ich wcale. Można potraktować je tradycyjnie, składając uroczyste życzenia, wydając pieniądze na prezenty, co z kolei zobowiązuje solenizanta do wydania pieniędzy na ciastka, wiadomo zaś, że są to pieniądze rodziców i nie każdego na to stać. Można też (co polecałabym) podejść do sprawy młodzieżowo, tj. z pomysłem i poczuciem humoru - solenizantowi wręczyć prezent własnoręcznie wykonany; może to być wszystko : cylinder, medal za zasługi, placek w formie serca. Można mu odśpiewać pieśń dla niego ułożoną, odegrać koncert dla niego skomponowany, odtańczyć balet, wygłosić mowę, wyrecytować wiersz ku jego czci itp. Jeśli ludzie się lubią i potrafią się bawić, takie imieniny są najlepsze. Imieniny nauczycieli obchodzimy nie tak bezpośrednio. Jest sprawą wyczucia, czy wypada czy nie dołączyć do kwiatów dowcipną laurkę. Myślę, że wielu nauczycieli cieszyłoby się z takiego objawu sympatii. Żart jest przecież dowodem szczerości. W dniu imienin nauczyciela wypada podkreślić wagę chwili także bardziej odświętnym strojem, choć w stylu szkolnym. To samo dotyczy Dnia Nauczyciela i Dnia Kobiet, rozpoczęcia i zakończenia roku szkolnego. Miejscowe zwyczaje są różne, każda szkoła ma swój styl. Najsmutniejszy polega na tym, że nauczyciele organizują Dzień Nauczyciela, pani wychowawczyni urządza składkę na kwiatki dla pań profesorek z okazji 8 Marca i tak dalej. Odrobina samodzielności i inwencji - to warunek szkolnego bon tonu.
Zabawa szkolna
Jest wiele odmian zabaw szkolnych; zabawy w swoim gronie, zabawy z gośćmi zaproszonymi zbiorowo, hurtem (Liceum Ogólnokształcące zaprasza Technikum Mechaniczne, Liceum Medyczne - Technikum Samochodowe, Odzieżówka - Budowlankę itp.). Bywają też zabawy, na które wolno (trzeba) przyjść z „własną parą". Każda odmiana ma swoją specyfikę. Zabawy w swoim gronie, najczęściej w szkołach podstawowych, są najmniej oficjalne, przecież sami swoi, nikt przed nikim się nie popisuje, wszyscy się znają, tańczy się przeważnie dyskotekowe, bufet organizuje Komitet Rodzicielski. Zabawy dwóch szkół na ogół poprzedza atmosfera oczekiwania, przygotowań, ostrzeżeń, wymagań (gdyż chodzi o to, aby się szkoła nie skompromitowała). Wszyscy są sztywni przez pierwsze pół godziny. Strona męska zwykle usiłuje przemycić jakiś alkohol, żeby gdzieś w kącie łyknąć dla dodania sobie odwagi. Zwykle, jeśli do tego dojdzie, dochodzi też do jakiejś efektownej afery - spadanie ze schodów pod nogi dyrekcji, wymiotowanie na stół, bijatyka - kończącej się wzywaniem rodziców, obniżaniem stopnia z zachowania itp. Zabawa z zaproszonym partnerem wyzwala dużo emocji, gdyż chodzi o to, aby on, po pierwsze - był (ale skąd go wziąć !?), po drugie - żeby był godny zazdrości, po trzecie - żeby umiał się zachować. Zachowanie na balu jest sztuką, nauczyć się jej można na lekcjach tańca. Kto tańczyć nie umie, nie będzie się dobrze bawił. Szkoda, taniec to ogromna przyjemność, która ponadto nadaje wdzięk ruchom, co jest bezcenne. Na przykład, kłaniać się damie można niezgrabnie, a można przepięknie i tego ja was tu, na piśmie, nie nauczę. To trzeba podpatrzyć w telewizji, na filmie, w teatrze.
Zaproszenie do tańca
Zapraszamy dziewczynę, której nie znamy: podchodzimy, kłaniamy się mówiąc: „Czy mogę prosić?" (w życiu dorosłym brzmi to: „czy mogę panią prosić ?"; do znajomej dziewczyny powiemy: „czy mogę cię prosić ?"). Ona odpowiada skinieniem głowy albo coś także mówi, na przykład, że chętnie. Tańcząc można rozmawiać, nie jest to jednak obowiązek, lepiej milczeć niż dukać. Ale jeśli to miła dziewczyna (miły chłopiec), można przecież spytać o imię, o klasę, o muzykę, jaką lubi, i już rozmowa zaczyna się toczyć. Taniec się kończy i mamy trzy możliwości: odprowadzić dziewczynę na miejsce, ukłonić się, dziękując (ona też odpowiada „dziękuję"), poprosić o następny („zatańczymy jeszcze raz ?"), zaprosić do bufetu, na spacer po korytarzu, przysiąść gdzieś i pogadać. Wszystkie trzy wyjścia są dobre i do przyjęcia. Jeśli wybierzemy możliwość pierwszą, nie musi to być wcale koniec znajomości, może spotkamy na balu jeszcze inne ciekawsze partnerki, a może po chwili zapragniemy dokończyć tę rozmowę ? To jest bal - nieoczekiwany rozwój wypadków należy do programu. Jeśli zabawa toczy się w grupach lub bawimy się parami, zaproszenie do tańca jest mniej ceremonialne, choć ukłon przy zaproszeniu i podziękowaniu mile (nader mile) widziany jako znak uprzejmości, sympatii i szacunku (właściwe słowo, naprawdę!). Zaproszenie do tańca dziewczyny z innego towarzystwa wymaga uzyskania zezwolenia jej partnera czy też grona: „Czy mogę prosić?" - zwrócone jest więc nie tylko do niej. Dalszy rozwój wypadków okaże, czy można się do tego towarzystwa przyłączyć czy lepiej odprowadzić dziewczynę, podziękować i znikać. Bale są wielkim egzaminem w dziedzinie, w której nie wszyscy czują się pewnie. Może dla dodania sobie odwagi warto pomyśleć, że tremę czują prawie wszyscy, oprócz lwic i lwów salonowych. Ale ileż to tych wspaniałych postaci mamy w środowisku ? Na palcach można policzyć. Nie warto więc zanadto przeżywać, a zwłaszcza dezerterować lub stosować sztuczny doping. Należy wprowadzić się w dobry nastrój, a nawet troszeczkę na początku udawać. Dobre wyniki uzyskują na balowym egzaminie osoby, które ćwiczyły w domu modne tańce, a także starożytne, jak charleston czy tango. Najbardziej stylowy na balu szkolnym byłby wygląd panny „wiośniany", czyli eksponujący młodość, a nie ukrywający ją suknią typu sexy i ostrym makijażem. Zanim uznacie, że wygłaszam morały, weźcie z łaski swojej pod uwagę, że kiedyś później będziecie z pewnością próbowały wyglądać wiosennie, a to już nie będzie to, bo przyjdzie lato.
Eleganckie wyjście
Pójście do teatru czy na koncert jest wydarzeniem towarzyskim troszeczkę uroczystym, co podkreślamy strojem. Wprawdzie teraz są w tej sprawie dwie szkoły i spotykamy w teatrze ludzi także swetrowych, przyjemniej jednak ubrać się elegancko, dla własnej i własnego towarzystwa satysfakcji. Jeśli do teatru idzie dziewczyna z chłopcem, chłopiec przychodzi po nią do domu (odpowiednio wcześniej, żeby nie pędzić i nie spóźnić się), potem odprowadza ją. Ten stary, ale miły zwyczaj oznacza, że bierze pannę pod swoje skrzydła, czyli otacza opieką. Cała ta celebra podnosi znaczenie wydarzenia i wzmaga przeżycia. Drzewiej kawaler musiał do teatru brać dla panny (i jej mamy) pudełko czekoladek. Dziś zwyczaj ten wydaje się mało realistyczny. W teatrze się nie jada, bo to okropnie przeszkadza. Szelesty podczas przedstawienia (a tym bardziej podczas koncertu) to duża gafa. Nie wolno także skrzypieć, kaszleć, rozmawiać. Oddychać wolno. W szatni chłopiec pomaga dziewczynie (mamie, cioci, babci) zdjąć i nałożyć okrycie. Okropną gafą jest wychodzenie przed końcem sztuki lub tuż po opadnięciu kurtyny, aby galopować do szatni. Oklaski to przecież część wieczoru, należny artystom hołd, wyraz uznania, okazanie zachwytu, okazja do przyjrzenia się im raz jeszcze. Nic nie usprawiedliwia zakłócania tej chwili. Podczas koncertów muzyki poważnej osoby mniej zorientowane powinny się starać naśladować stałych bywalców, nie ma bowiem zwyczaju klaskania po zakończeniu części utworu, lecz dopiero po zakończeniu całości. Na kogoś, kto się wyrwie nie w porę, zwracają się wszystkie oczy i nie wiadomo, gdzie się wówczas schować razem ze swoim brakiem obycia. Kino traktujemy bardziej powszednio, ale i tu obowiązuje zasada - nie przeszkadzać gadaniem, szelestem, kręceniem się. Zdejmujemy czapki i przygładzamy włosy, żeby nikomu nie zasłaniać. Jeśli się zdarzy, że film nam się nie podoba, wymykamy się cicho, jak myszki. Komentować będziemy potem.
Niedopuszczalne : kazać czekać osobie, która ma dla nas bilet lub dla której my mamy bilet. Do kina, teatru, na koncert wybieramy się zawsze trochę za wcześnie, żeby nie przeszkodziły nam nieprzewidziane okoliczności.
*_