.:: QUIZ ::: GRZEGORZ Korzeniecki ::: Lomza ..:: www.korzeniecki.za.pl ::.. KG
_* Podróżujemy, zmieniamy skórę, bywamy gdzie indziej i czasem wydaje się nam, że jesteśmy kimś innym. Zapewne przez te dwa cudowne miesiące wakacji obowiązują jakieś inne, przyjemniejsze prawa, a świat jest bardziej kolorowy.
Historyjki kolejowe
Może nieco światowego życia? Oto wsiedliśmy do pociągu, który jedzie z Reggio Calabria przez Neapol, Rzym, Florencję do Mediolanu, wzdłuż całej cholewy włoskiego buta, z południa na północ. Północ jest bogata i tam można się dorobić, jedzie więc tym pociągiem siła robocza z biedniejszego południa. Zaduch, ciemności, tłok. Na korytarzu koczują rodziny. Czujemy się jak w kraju, czyli swojsko, i drzemiemy, wbiwszy się w kąt przedziału. Obok sapie góra mięsa, takiego brzucha nie widuje się co dzień. Właściciel ma twarz młodą, ale okropnie niesympatyczną. Góra mięsa jest spocona i trochę nas brzydzi. Ktoś otwiera drzwi przedziału. Jest to kobieta w towarzystwie malutkiej, suchutkiej staruszki. Kobieta namiętnie i coś tłumaczy, oni tu mówią dużo, szybko i z emfazą, orientujemy się, l że należałoby posadzić staruszkę, czyli wstać. Decyzja nie jest prosta, l ponieważ w nogach mamy cały Neapol bez najmniejszej przesady. Tak więc dojrzewamy moralnie trochę zbyt długo, a tymczasem współtowarzysze podróży udają, że ich nie ma. Śpią twardo, choć głos ; kobiety jest ostry jak krawędź stłuczonej szklanki. Nieoczekiwanie podnosi się, postękując, góra mięsa. Pomrukuje przy tym coś, co niewątpliwie oznacza, że drobiazg, nie ma sprawy. Aż do świtu, budząc się co pewien czas, obserwujemy, jak drzemie na korytarzu, wsparty o okno, blokując przejście wzdłuż wagonu swoim ciałem. No i jaki stąd morał? Że nawet w paskudnym ciele tkwi czasem człowiek przyzwoity, że nie trzeba być „dobrze urodzonym", żeby zachować się lepiej od innych. Swoją drogą w pociągu, zwłaszcza zatłoczonym, wyjątkowo trudno jest być człowiekiem.
Ale spróbujmy.
- Wchodząc do przedziału mówimy „dzień dobry" i od tej chwili uważamy współpasażerów za znajomych. Dlatego widząc, jak ktoś z nich mocuje się z walizką albo z oknem i wyraźnie nie jest w stanie sobie poradzić, bez słowa, jakby nigdy nic, podnosimy się i pomagajmy, na podziękowanie odpowiadając „drobiazg", „proszę bardzo" lub coś w tym rodzaju. Bez namysłu pomagamy, zwłaszcza osobom trudniejszej sytuacji : matkom z dziećmi, kobietom w ciąży, staruszkom, chorym itp.
- Znajomość kolejowa nie upoważnia nas do zajmowania wszystkich tym, co nas obchodzi, toteż :
- jeśli rozmawiamy z koleżanką, to półgłosem lub ćwierćgłosem ;
- jeśli słuchamy radia, to cichutko ;
- jeśli mamy ochotę pogadać z nieznajomymi, to musimy wyczuć, l czy oni też mają na to ochotę, nie ciągnąć tematu z Warszawy do Krakowa, jeśli da się go zakończyć na odcinku Kielce-Sędziszów, po czym wtykamy nos w książkę ;
- jeśli musimy przejść przez czyjeś nogi, mówimy „przepraszam" ;
- jedząc staramy się nie ciamkać i nie śmiecić; mając katar, nie fyrkać nosem; jednym słowem - w każdej sytuacji zachowywać się tak, żeby innych nie skręcało z obrzydzenia.
- Znajomości kolejowe są niezobowiązujące. Pewnie dlatego właśnie w pociągu ludzie chętnie opowiadają obcym to, czego nie opowiadaliby znajomym. Jest to jednak ryzykowne, gdyż w gruncie rzeczy świat jest mały, jeśli więc skusi cię zbyt szczera rozmowa, prawdziwe tajemnice, zwłaszcza cudze, zostaw przy sobie. Historyjki z życia opowiadaj bez nazwisk i bliższych danych, pozwalających na zlokalizowanie bohaterów.
- Romanse i flirty kolejowe to temat na całą powieść, której jednak nie napiszemy. Nawiązują się łatwo ze względu na chwilową bliskość, atmosferę podróży, chęć przeżyć. Zwykle przynajmniej jedna ze stron ma świadomość, że przeżycia kolejowe kończą się na stacji docelowej i do niczego nie zobowiązują. Traktuje zatem rzecz całą jak zabawę dla zabicia czasu. Tylko naiwni, a zwłaszcza naiwne, biorą kolejową miłość na serio i potem miesiącami szukają przystojnego bruneta (który jechał w lipcu z Kutna do Łowicza w niebieskiej koszuli). Do poszukiwań angażuje się redakcje czasopism. Lato z Radiem i chyba także Papę Smurfa. Radzę serdecznie: jeśli ktoś nam się podoba, wymieńmy adresy. A może będzie z tego ciekawa korespondencja? Czy to wypada? Oczywiście, ale bez wielkich słów. Mówimy po prostu, że miło się rozmawiało i może dokończymy tę rozmowę listownie? Obie osoby powinny podać adresy, jeśli ktoś się ukrywa, to znaczy, że nie chce być nagabywany. No to trudno, ale nawzajem. I bez pretensji. Jeśli to my nie chcemy podać swego adresu, wystarczy powiedzieć, że nie wierzymy w korespondencję i lepiej, żeby ta rozmowa pozostała miłym wspomnieniem bez dalszego ciągu.
*_