.:: QUIZ ::: GRZEGORZ Korzeniecki ::: Lomza ..:: www.korzeniecki.za.pl ::.. KG
_* Listy można z grubsza podzielić na te, które układamy w myśli całymi dniami, a potem piszemy na 12 stronach całą noc, oraz te, których nie chce nam się napisać, a wypadałoby.
Serce w kopercie
Listy miłosne nie mają reguł i posługiwanie się jakimkolwiek wzorem byłoby bezsensowne. List uczuciowy jest jak wiersz, powstaje w męce, ale i natchnieniu. Mam na myśli listy pisane przez osoby kochające się wzajemnie. Wszystko jest w nich ważne: i co ci się śniło, i jaka jest pogoda, i co robiłeś wczoraj po południu, gdyż każda informacja przyjęta zostanie z rozczuleniem. Naturalnie, postaraj się nie nudzić, nic smutniejszego jak 12 stron drobnym maczkiem, przez które nie ma się siły przebrnąć. List miłosny powinien być czytelny (na cóż wyznania, gdy niezrozumiałe?) oraz pozbawiony błędów ortograficznych, bo to zraża. Jest naprawdę bardzo smutno, kiedy wśród wyznań przystojnego bruneta czytamy, że „pszyszed", „wuwczas", „wzioł" i tak dalej. Jeszcze bardziej czarujące są błędy w językach obcych, których znajomością chcemy się popisać. Jest to chęć chwalebna, popisywać się wiedzą należy, zanim jednak machniemy w natchnieniu: by, by may sweat hard - lepiej sprawdzić w słowniku.
Wyznanie
Najtrudniej jest napisać list do kogoś, kogo kochamy, a co do wzajemności, to niestety nie wiadomo. Rozsadza nas jednak (tak już jest) chęć wyznania swoich uczuć, gdyż liczymy, że to spowoduje wzajemność. Przez cały miesiąc wakacji (kolonii, obozu, wycieczki, zimowiska itp.) nie zdobyliśmy się na rozmowę (jest to sprawa trudna), nie zauważyliśmy zachęty ze strony przeciwnej, czuliśmy onieśmielenie. Wymieniliśmy jednak adresy i oto możliwość: napisać! W piśmie czujemy się mocniej, tu się można zastanowić, można sprawę rozegrać. Jak? Rozważcie. Oto kilka wariantów.
Wersja romantyczna
Długi, romantyczny list, pełen wspomnień (zwłaszcza z nocnych spacerów), pełen słowików, blasku księżyca, szumu fal i bicia serca.Ewentualny skutek :
Optymalny.On (ona) doznaje głębokiego wzruszenia, tak, tak, na to właśnie czekałem(am), ziściły się moje marzenia, cudownie, ona(on) mnie kocha. Adresat siada i nie zwlekając pisze długi, romantyczny list. Sielanka, happy end, ciąg dalszy jak wyżej.
Nie najgorszy. Adresat(ka) przyjmuje list z radością (zawsze to miło), ale niestety, nie podziela uczuć (tu znów dwie możliwości - kocha kogoś innego albo nie, lecz nas też nie), chcąc jednak postąpić uczciwie i grzecznie nie pozostawia takiego listu bez odpowiedzi. Dziękuje zatem, pisze, że to wzruszające, ale przecież właściwie się nie znamy. Bardzo cię lubię, spotkasz z pewnością dziewczynę (chłopca) bardziej niż ja zasługującego na twoje tak pięknie wyrażone uczucie. Pozostańmy dobrymi kolegami, pozdrowienia itp. Trzeba wysokiej kultury, aby zdobyć się na taki list (ale trzeba, bo tak wielki dar, jakim jest uczucie, nie powinien zostać zlekceważony). Częściej jednak trudno się zdobyć, nie wiadomo jak zacząć, koniec końcem...
Niedobry. Milczenie. Autor(ka) listu czuje się wówczas fatalnie, dotknięty do żywego. Żałuje, że czasu nie da się cofnąć, nie pisałby tego listu wcale. Jeszcze miewa jakieś przebłyski nadziei - a może list nie doszedł? Może adresatka wyjechała ?
Fatalny. Adresat(ka) pokazał(a) list koleżankom, kolegom, sympatii, czytał(a) na głos. Nie jest to rzadkie, niestety. Tak fajnie jest pochwalić się powodzeniem, prawda? No, właśnie. Dlatego odradzam powierzanie listom wyznań. Jest to ryzyko. Papier jest cierpliwy, ale pozostaje jako dowód, o czym traktuje cała literatura światowa. Ile to zabiegów, ile kłopotów, aby odzyskać swoje stare listy! Ale wracajmy do punktu wyjścia. Otóż zamiast listu romantycznego mamy jeszcze parę innych możliwości.
Wersja koleżeńska, dziarska
„Cześć Łukasz, co u Ciebie? U mnie" (tu szczegółowe informacje typu urzędowego o egzaminach, zawodach, treningach, zbiórkach itp.). Dalej plotki o znajomych. Pod koniec jakieś zdanie typu: „Czasem wspominam nasze rozmowy przy księżycu i wiesz, chętnie pogadałabym jeszcze". Na koniec pozdrowienia i nie zobowiązujące pytanie: „Kiedy będziesz w naszym mieście? Koniecznie zadzwoń". Jeśli adresat równie często myśli o tych spacerach przy księżycu, to odpisze bardzo prędko też w tonie koleżeńskim z domieszką sentymentu. I tak powoli z listu na list być może coś się rozwinie.
Wersja żartobliwa
„Łukaszu kochany, ogromnie za Tobą tęsknię. Śniło mi się, że znowu mamy razem wartę przy księżycu. Och, jaki to był wspaniały sen! Niestety, obudziłam się o cały kwadrans za późno i już daruję sobie opis kłopotów, w jakie tym samym mnie wpędziłeś. Proszę, następnym razem przyśnij mi się z soboty na niedzielę. A w ogóle co słychać?". Jeśli podziela uczucie, odpisze w podobnym stylu i tak z listu na list -jak wyżej. Jeśli nie podziela - uśmiechnie się, odłoży i pomyśli, że trzeba odpisać. Potem zapomni. Ale kiedy znajdzie tę kartkę za parę lat, robiąc porządki w papierach, znowu się uśmiechnie. To też coś warte.
List mówi nie tylko tekstem
Papeterie ozdobne, zwłaszcza zdobione kwiatkami, jabłuszkami, zwierzaczkami i biedronkami, służą do listów prywatnych do osób bliskich, z którymi nasze kontakty są ciepłe i .nieoficjalne. Biały papier bez ozdób lub papeteria elegancka i oszczędnie ozdobiona - do listów bardziej oficjalnych, na przykład do profesora, do dalekiej cioci, lekko drażliwej, do rodziców sympatii itp. Niektóre listy miłosne, a także listy do przyjaciół, nawet nieco starszych, do redakcji ulubionych pism bywają ozdabiane w różny sposób, kolorowymi podkreśleniami, wyklejankami, rysunkami. Jest to zwyczaj bardzo młodzieżowy, fajny i serdeczny. Wyraża chęć sprawienia adresatowi przyjemności, daje okazję do zaprezentowania swoich talentów i poczucia humoru. Chyba rodzice, w ogóle rodzina, też chętnie otrzymywaliby takie listy. Wygląd listu jest świadectwem naszego stosunku do adresata. Napisany niewyraźnie, na skrawku papieru wyrwanym z byle jakiego zeszytu, świadczy o lekceważeniu. Owszem, czasem nic innego nie ma pod ręką, ale wtedy zaczynamy od wyjaśnień: „Wybacz, że gryzmolę na takim śmieciu, ale piszę w pociągu, bo chcę Ci przekazać wrażenia jeszcze ciepłe...".
Napisany list składamy najpierw wzdłuż, potem wszerz, pierwszą stroną do wewnątrz. Adresujemy tak, jak nas uczą na każdej skrzynce pocztowej. Pozostaje kwestia tytułu. Do koleżanki lub kolegi wystarczy: Monika Kowalczyk, chyba że ona lepiej się będzie czuła, kiedy dodamy : Panna. Trochę to jednak przestarzałe (choć nigdy nie wiadomo, kiedy mody wracają). Do dorosłych piszemy: Pan, Pani. Do dorosłych utytułowanych :
Pan
prof. Julian Kowalski Pani
red. Alicja Kowal Pani
dr Helena Kowalik Pan
dyr. Tomasz Kowalczuk
Do osób starszych (do dziadków):
Sz. Pan
Adam Kowalewski lub jeśli chcemy cioteczną babunię uczcić szczególnie:
Szanowna Pani
Zofia Kowalenko
Tytuł dodajemy, jeśli list ma z nim jakiś związek lub jeśli wiemy, że sprawimy tym przyjemność (na przykład w rodzinie). Są jednak osoby, o których wiemy, że tytułowanie w prywatnych listach uważają za zbędne. Magister (mgr) jako masowy jest używany wyłącznie w korespondencji służbowej lub kiedy chcemy zrobić przyjemność świeżo upieczonemu.
Listy, które trzeba napisać
- Do rodziców z wakacji - co najmniej jeden na tydzień, bo oni się denerwują.
- Do dziadków z wakacji - co najmniej raz, bo czekają. Do dziadków w ciągu roku - na imieniny (list, nie pocztówka!), na święta pocztówki, od czasu do czasu list bez okazji. Koniecznie !
- Do reszty rodziny -jako małoletni jeszcze tylko podpisujemy się na wspólnych kartkach świątecznych.
- Do osób, u których byliśmy w gościnie - parę dni po powrocie, z podziękowaniem, wspomnieniami, informacjami o podróży itp. „Zawsze będę wspominała spacery na Parkową Górę i wspaniałe jeżyny.
Mama dziękuje za przepis na błyskawiczną szarlotkę, jedną już upiekłyśmy...").
- Do osób, które przyczyniły się do naszego wyjazdu, na przykład do pani profesor z ostatniej fazy olimpiady, do dyrektora szkoły z wycieczki.
- Do osób, od których braliśmy adresy, obiecując napisać. Listy te trzeba pisać nie zwlekając, zwłoka jest niegrzeczna. Czy podczas wakacji pisać do profesorów ? Czy nie będzie to potraktowane jako podlizywanie się ? Nie jest to obowiązek. Jeśli jednak ktoś z profesorów w jakiejś sytuacji o to prosił (interesował się nami czy też jakąś częścią naszych wakacji), trzeba napisać, bo czeka. Jeśli lubimy nauczyciela i chcemy coś mu opowiedzieć, list jest dobrym sposobem. Powinien być przyjęty normalnie, gdyż nie jest niczym szczególnym. Piszemy do wszystkich, którzy na nasze listy czekają lub do nas napisali.
Anonim
Nikt uczciwy nie pisuje anonimów, jest to tchórzostwo - napluć na kogoś i schować się w krzaki. Nie wiadomo dlaczego wiele osób anonimowo pisuje do redakcji w sprawach całkiem obojętnych, na przykład zabierając głos w dyskusji na temat nawet nie kontrowersyjny. Mogę powiedzieć, jak się to traktuje: niechętnie, jak objaw infantylizmu i braku zaufania. Redakcje mają obowiązek dyskrecji. Gwarantuje ją prawo prasowe, nic więc nie grozi autorowi listu. Brak adresu uniemożliwia także udzielenie pomocy. Listy anonimowe typu: ratuj, odpowiedz w rubryce - są listami donikąd. Pisma kolorowe drukuje się długo, rubryka ukaże się za dwa, trzy miesiące. Anonimów nie piszemy, ale może się zdarzyć, że dostaniemy. Najlepiej byłoby spalić nie czytając, ale zwykle nie możemy się powstrzymać. Natomiast przeczytawszy, musimy stłumić w sobie te uczucia, które autor anonimu chciał wywołać. Chciał, abyśmy kogoś znienawidzili, przestali mu wierzyć. Nie poddawajmy się. Anonim to tekst, którego nie było. Zatem drzemy go na strzępki i wyrzucamy, i - co najważniejsze - nie mówimy nikomu, ani osobie, o której mowa, ani innej. Niech będzie tak, jakby list nie doszedł. To bardzo trudne, ale jedyne wyjście. Milczenie będzie dowodem, że autor anonimu przegrał.
Telefon
Sądząc po wyglądzie ściany, na której wisi automat w sieni naszego domu, rozmawiając musimy kopać, pluć, drapać, rysować, smarować, Niekiedy zaś demolować. Ale to inna historia. Telefonujemy :
Źle : - Czy jest Mariusz ?
- Kto mówi ?
- Koleżanka.
- Mariusz wyszedł.
Bez słowa odkładamy słuchawkę.
Dobrze :- Dobry wieczór, mówi Jola Dąbrowska. Czy zastałam Mariusza ?
- Dobry wieczór, nie, nie ma go w domu.
- Kiedy pani się go spodziewa? Chciałabym jeszcze raz zadzwonić, jeśli można.
- Po ósmej powinien już być.
- Dziękuję pani bardzo.
W wersji „złej" - nie dość, że niczego się nie dowiedzieliśmy, to jeszcze zrobiliśmy złe wrażenie i „spaliliśmy most" -już nie zadzwonimy. W rozmowie „dobrej" matka Mariusza nie tylko udzieliła informacji, ale i nabrała przekonania, że rozmawiała z osobą kulturalną. Zwracam uwagę na pierwsze zdanie: powitanie i - zawsze! - przedstawienie się. To znaczy, że nie mamy nic do ukrycia.
Źle :- Urszula ?
- Nie, matka Urszuli.
- O...
Rzucamy słuchawkę, bo nie wiemy, co z nią zrobić, za to wiemy, że więcej nie zadzwonimy.
Dobrze :- Urszula? Cześć !
- Cześć. Mówi matka Urszuli.
- Och, przepraszam, ma pani dokładnie taki sam głos. A czy mogę prosić Urszulę ?
Zwracam tu uwagę, że często peszą nas zupełnie drobne błędy lub pomyłki, zachowujemy się wówczas zupełnie nieracjonalnie, uciekamy, trzaskamy drzwiami, udajemy, że kogoś nie znamy itp., podczas kiedy zupełnie wystarczy zwykłe przepraszam, pomyliłem, przepraszam, nie poznałem, bardzo przepraszam, ja niechcący.
Źle : - Halo, Anka ? Cześć. Nie zgadniesz kogo spotkałam. No, tego wiesz, tego czarnego, tak, no nie masz pojęcia, aż mnie zamurowało, bo ja weszłam na pocztę, żeby nadać list do ciotki i wchodzę, i patrzę, a on stoi, jakby nigdy nic, przy okienku telegraf telefon. To ja wiesz, bez namysłu też stanęłam... i tak dalej trutu-tutu, a tymczasem Anka stoi przy telefonie z mokrą głową albo stygnie jej kolacja, albo bardzo się spieszy. Zatelefonować i bez oddechu nadawać to nie tylko niegrzeczność, to powód, żeby kogoś takiego unikać, wyłączać telefon lub, poznawszy, mówić grubym głosem :„Pomyłka, tu centrala PCW".
Dobrze :- Anka? Cześć. Masz chwilę czasu ?
- Ojej nie teraz. Jesteś w domu? To ja zadzwonię. Przepraszam cię. Dłuższej pogawędki nie należy zaczynać bez takiego pytania. Przecież telefonując, nie widzimy, co się tam dzieje, nasz dzwonek wdziera się w czyjeś życie. Nie można więc obrażać się, kiedy ktoś zgodnie z prawdą powie, że w tej chwili nie może rozmawiać albo że ma tylko dwie minuty.
Dobrze Uwaga ! Jeśli powie, że zadzwoni, to istotnie zadzwonić musi. Jeśli nie - jest to wielka gafa i można się uznać za zlekceważonego.
Teleekspres
Wszyscy narzekają, że nastolatki blokują telefony godzinami, ale przecież przez telefon tak wspaniale się gada! Jednakże proponuję czasem spoglądać na zegarek. Pół godziny to doprawdy aż za wiele. W radiu lub telewizji półgodzinna emisja to ogromna audycja, jak „Wiadomości". Więc czasem zróbmy sobie teleekspres. Rozmowę kończy ten, kto zadzwonił. A co robić, jeśli skończyć nie jest w stanie? Po upływie pół godziny możemy wrzucić zdanie w rodzaju: „to jutro wszystko obgadamy, bo właśnie mnie wołają" albo „muszę kończyć, mama chce zatelefonować", albo „przepraszam, kończę, ktoś dzwoni do drzwi".
Żarty
W pewnym wieku, mniej więcej między 12 a 15 rokiem życia, może trochę wcześniej lub trochę później, bardzo się lubi zbiorowe telefonowanie do osób płci przeciwnej. Włazi więc pięć panien do budki, pękają ze śmiechu, bo mają dzwonić (cha, cha) do takiego jednego, którego kochają z widzenia. Nakręcają numer, ale nie wiadomo, kto będzie mówił, więc wyrywanie i odpychanie słuchawki, wreszcie najodważniejsza startuje: „Sławek ? Tu mówi wielbicielka. Wielbicielka twojej urody (przestańcie chichotać, bo pęknę). Sławku, naprawdę jedna tu koleżanka kocha się w tobie...". I tak dalej.
Nic w tym złego, ostatecznie, pod warunkiem, że wszyscy mają poczucie humoru. Dowcip jest stary jak telefon, ale wciąż przecież dorastają nowi dowcipkujący. Proponowałabym tylko :- nie dręczyć osób obdarzanych miłością głuchymi telefonami,
- nie mówić rzeczy, które mogą stać się przedmiotem plotek; nie zdradzać cudzych tajemnic,
- żartować na jakim takim poziomie, w stylu co najmniej „bezmięsnym". Telefony urzędowe
Jako ludzie niewprawni, zanim zaczniemy telefonować w sprawach urzędowych i jąkać się bez sensu, spróbujmy sobie przepowiedzieć, o co chcemy pytać i co uzyskać.
- Dzień dobry, czy to Urząd Stanu Cywilnego? Chciałam się dowiedzieć, czy mogę korespondencyjnie uzyskać odpis aktu urodzenia i jak to trzeba załatwić. Tak? I znaczki skarbowe? Za ile? Dziękuję bardzo.
Przed sobą mamy oczywiście notes i zaraz zapisujemy co trzeba, gdyż z emocji łatwo zapomnieć informację, którą właśnie zdobyliśmy.
*
- Dobry wieczór. Czy mogłabym rozmawiać z panią profesor ? Proszę wybaczyć, że dzwonię do domu, ale...
*
-Dzień dobry, czy to administracja? U nas nie grzeją kaloryfery. Do kogo mam się zwrócić? Dziękuję. A czy mogłaby mi pani podać numer telefonu? Dziękuję.
Uwaga ! Pożądane są zwroty w rodzaju : „czy mogę prosić", „chciałabym zapytać", „czy byłaby pani taka miła" itp.
Ludzie potraktowani uprzejmie są uprzejmi. Sprawdzone !
Telefon u sąsiadów
Korzystamy z niego umiarkowanie, tylko w ważnych sprawach, nie prowadzimy długich pogawędek, lecz jedynie wymieniamy zasadnicze informacje. Numeru telefonu sąsiadów nikomu nie podajemy, chyba że nas do tego upoważnią. Wówczas też nie rozdajemy go na prawo i lewo.
Co wolno, a czego nie
Zadzwoń do mnie o trzeciej w nocy, a powiem ci, kim jesteś. Nie telefonujemy :
- Po godzinie 22, chyba że do osób, które wyraźnie na to zezwoliły. Do mniej znanych staramy się nie dzwonić po 21.
- W niedzielę rano przed 930.
- W dzień powszedni przed 8.
Pora obiadowa i kolacyjna nie nadaje się na pogawędki, dopuszczalne są krótkie rozmowy; pora powszechnieoglądanych audycji - ryzykowna.
Zawsze, zanim zaczniemy rozmowę, pytamy, czy rozmówca ma dla nas chwilę czasu.
*_