.:: QUIZ ::: GRZEGORZ Korzeniecki ::: Lomza ..:: www.korzeniecki.za.pl ::.. KG
_* Kiedy jesteś sam jeden wśród dorosłych, czujesz :
- tremę (oglądają cię i nie jesteś pewien, czy wypadniesz najlepiej),
- nudę (ich sprawy nic cię nie obchodzą, są odległe i egzotyczne),
- rozdrażnienie (zupełnie nie rozumiesz, dlaczego musisz tu z nimi tracić czas),
- nic szczególnego nie czujesz (Jesteś przyzwyczajony, w domu też się przecież żyje między dorosłymi).
Zapewne nikt z was nie może wybrać zdecydowanie tylko jednej z wymienionych tu możliwości. Doznajemy przecież różnych uczuć przy różnych okazjach. Proponuję jednak pomyśleć trochę nad kwestią naszych wzajemnych stosunków. Czasem, obserwując życie odnoszę wrażenie, że stanowimy - my i wy - dwa odrębne światy, w których myśli się i mówi o czym innym. Wygląda na to, że nawet nie widzimy się nawzajem, bo ulegamy często złudzeniu, że strona przeciwna to jednolita masa. Stąd też zamiłowanie do określania się jednym przymiotnikiem: młodzież jest rozbestwiona, a starzy sztywni. Rozsądek wszakże wymaga, aby się nawzajem zobaczyć, dostrzec twarze w tej masie, zauważyć podziały inne niż pokoleniowe. Niestety, to trudne. Częściej więc spoglądamy na siebie z obawą - spięci i niepewni nadrabiamy minami i popełniamy (pewnie dlatego) mnóstwo błędów. Rośnie z tego piramida wzajemnych pretensji.Spróbujmy zatem wymienić najczęściej popełniane wzajemne grzechy przeciw bon tonowi. Nietakty dorosłych wobec młodych
- Strofowanie własnych dzieci przy ludziach obcych lub przy ich kolegach.
- Opowiadanie krewnym i znajomym o swoich dzieciach jak o egzotycznych stworach. Bawienie towarzystwa opowieściami o ich wpadkach lub pomyłkach.
- Zdradzanie sekretów, zwłaszcza powierzonych im w zaufaniu. Nie zawsze jest to zła wola, czasem tylko zapomnienie, roztargnienie, świadczące jednak o tym, że zobowiązań wobec „dzieci" nie traktuje się poważnie.
- Nadmierna troskliwość, demonstrowanie opiekuńczości w sposób przesadny, a nawet ośmieszający.
- Brak zaufania do możliwości i umiejętności młodych; czasem dorośli nie pozwalają im na dokończenie prostej czynności, „bo zepsujesz", „bo nie potrafisz", „bo się poparzysz", „bo się skaleczysz".
- Niedotrzymywanie obietnic, obiecywanie na odczepnego, zapominanie o przyrzeczeniach, odwoływanie ze względu na ważniejsze sprawy, sytuacje, okoliczności.
- Brak czasu na normalną rozmowę.
- Rozmawianie wyłącznie w tonie pedagogiczno-umoralniającym, z nieustannymi wtrętami typu : „a nie mówiłem", „bo ty zawsze", „bo tobie się nie chce", „sam widzisz, do czego to prowadzi".
Zapewne nie potrafię wyliczyć wszystkich grzechów, jakie my, dorośli, popełniamy wobec młodzieży. Większość nietaktów wynika - jak widać - z potrzeby podkreślania charakteru naszych wzajemnych stosunków, z bezwiednej czasem potrzeby podkreślania swojej przewagi, a waszej zależności.
Co począć, jeśli sytuacja jest przykra ? Jedynym sposobem wydaje mi się próba zawarcia umowy na zasadzie: „Mamo, nie będziesz mi wciąż zwracała uwagi, a za to ja...". W życiu zwykle mamy coś za coś i trzeba do tego przywyknąć. Umowa taka może zawierać klauzulę, że w razie czego mama będzie wygłaszała uwagi na stronie lub na ucho, w każdym razie nie publicznie.
Dorosłych czytelników, którzy mają w ręku tę książkę, uczulam na nadwrażliwość osób w wieku lat nastu. Wynika ona między innymi z braku pewności siebie. Nastolatek, ugodzony w ambicję i poczucie
własnej wartości, cierpi potępieńczo, gdyż swojej wartości wciąż nie jest pewien. Drodzy państwo, zanim uznacie tę kwestię za nadmiernie subtelną, przypomnijcie sobie samych siebie. Nietakty młodych wobec dorosłych
- Arogancja wobec dorosłych, których się nie boją, którzy im nic nie mogą zrobić, okazywana słowami, minami, gestami.
- „Odpyskiwanie", często wynikające z nieobycia, z zaskoczenia, z braku refleksu. Zamiast przepraszam, kończącego sprawę, odpowiada się na jakąś uwagę obraźliwym burknięciem.
- Odmawianie pomocy, wykręcanie się sianem, zmęczeniem, lekcjami itp., na przykład gdy chodzi o przyniesienie szklanki wody, co trwa parę sekund i nic nie kosztuje.
Nie do wybaczenia :niegrzeczne zachowanie wobec rodziców przy ludziach.
Nie do pomyślenia :lekceważące wyrażanie się o rodzicach przy kolegach w rodzaju: „O, mój stary się wlecze" albo „Stara się wścieknie".
- „Wywlekanie brudów", czyli opowiadanie o tym, co się złego dzieje w domu.
- Wyśmiewanie tego, co wcale nie jest śmieszne - czyjaś ułomność, niesprawność, skleroza.
- Udawanie głuchego jako reakcja na polecenia lub prośby, zwłaszcza demonstrowanie tego rodzaju niezależności przy obcych lub przy kolegach.
- Reagowanie otrząsaniem się, odepchnięciem na serdeczniejsze słowo, pieszczotę, gest.
- Obiecywanie na odczepnego, wykręty, piętrowe kłamstwa, słowem to, co w języku prawniczym nazywa się malowniczo „matactwo".
- Niesłowność, nieodpowiedzialność. Dorosły widzi w młodym kandydata na człowieka, w tym też człowieka pracującego. Jeśli widzi go rozlazłego, nie pozbieranego, ogromnie się martwi (jeśli go lubi) i oburza (jeśli nie lubi). Rodzic i nauczyciel obawiają się o przyszłość : Jak toto będzie żyło, skoro takie nieprzytomne?".
- Niepunktualność. W życiu młodzieżowym czas nie odgrywa szczególnej roli. Choć nikt - nie lubi na nikogo czekać, jednak nie zwraca się na to uwagi. Im człowiek bardziej dorosły, tym jego punktualność jest coraz ważniejsza życiowo. Ten, kto się spóźnia, zraża do siebie ludzi, jeszcze zanim ich zobaczy. Kandydat do szkoły czy pracy, który na umówioną rozmowę spóźnia się choćby pięć minut, już ma „tyły", zanim otworzy usta i oczaruje komisję zaletami swojego umysłu. Czego Oni nie lubią ?
Oni są wymagający, rażą ich nie tylko nietakty i niegrzeczności, ale także wszystko, co im przeszkadza. Należy tu od razu powiedzieć, że przeszkadza im dużo, niemal wszystko i trzeba ten fakt przyjąć do wiadomości, gdyż na razie jeszcze dosyć długo (co najmniej do trzydziestki) będzie to nie do pojęcia. Jest jednak faktem, który każdy człowiek ze zdumieniem odkrywa, że z biegiem lat życie staje się coraz bardziej kostropate i coraz bardziej uwiera. „Parę lat temu morze było cieplejsze" - powiedział z gorzkawym uśmiechem starszy pan. Otóż im dalej w życie, tym trudniej się skupić (do pracy) i odprężyć (po niej) w warunkach nie sprzyjających. Zakłócenia wywołują gwałtowne reakcje. Piszę to dlatego, że młodzi nie pojmują, dlaczego dorośli usiłują, na przykład, ograniczyć natężenie dźwięków, które ich atakują. Młodzi sądzą, że chodzi tu o zwykłe postawienie na swoim, okazanie władzy. Tymczasem dorosły dostaje bicia serca albo bólu głowy od krzyków, perkusji, motorowerów, trzaskania drzwiami, łomotania butami itp. Dźwięki są potężną bronią w walce pokoleń, używaną nieraz z nieświadomym okrucieństwem. Czasem bywa to zemsta lub chęć odgrodzenia się od nie lubianego świata. Nawiasem mówiąc: słuchanie muzyki zbyt głośnej naprawdę powoduje osłabienie słuchu. Niektórzy młodzi opanowali do perfekcji sztukę oficjalnej grzeczności, taką fałszywą przymilność służącą do zmylenia przeciwnika. To prawda, że dorośli łatwo się na to nacinają, na te słodkie: „Och, pani profesor! Jak pani pięknie dziś wygląda!" Na te dygi, te miny niewinne, te uśmiechy zdawkowe, na tę ogładę bez życzliwości. Człowiek, który chciał potraktować młodszego jak człowieka, czuje się wówczas oszukany.
Jak zrazić ciocię Basie ?
Gdyby ktoś zamierzał zrazić do siebie ciocię Basie (sytuacja czysto teoretyczna, gdyż ciocia Basta jest w porządku), niech zastosuje poniższy, gwarantowany przepis: Pożyczamy od cioci Basi „Dzień skorpiona", a następnie gubimy lub puszczamy w dalszy kurs. Ulubiona książka, część większej całości, jest nie do odnalezienia. Pamiętaj, dorośli lubią swoje rzeczy ! Wchodzimy do pokoju w ośnieżonych botach i z miejsca produkujemy pod stołem małe, brudne jeziorko. Umyka nam, że ciocia Basta niedawno za ciężkie pieniądze wycyklinowała parkiet. Pamiętaj, dorośli dbają o swoje podłogi ! Cały czas żujemy gumę, od czasu do czasu wydmuchując duży balonik. Ciocia Basia (nie ona zresztą jedna) brzydzi się balonami, a żucie uważa za objaw lekceważenia rozmówcy (chyba słusznie, bo przecież tak jest). Nam się wydawało, że w rodzinie można sobie pozwolić na swobodę, ale jeśli kogoś to przyprawia o dreszcze, to lepiej się opanować. Pamiętaj, dorośli mają trochę inny gust! Przyglądamy się obojętnie, jak ściąga z pawlacza walizkę. Reagujemy dopiero na wyraźną prośbę o pomoc. Im mniej zręcznie pomagamy, tym gorzej, rzecz jasna. Ciocia Basia ceni w ludziach właściwe odruchy, to znaczy gotowość do pomocy bez proszenia.
Niechlujny manicure - to coś, co przyprawia łagodną ciocię Basie o furię. Zwłaszcza brudne, lecz polakierowane paznokcie. Podobnie - wszelkie próby przykrycia niechlujstwa „elegancją". Prosimy ciocię Basie o jakąś przysługę, wymagającą, na przykład, pójścia dokądś razem. Umawiacie się zatem, ale ty spóźniasz się o cały kwadrans albo - co gorsza - nie masz czasu, przekładasz terminy. Jeśli ktoś coś robi dla nas, niech ma z tym jak najmniej zawracania głowy.
Jak zrazić profesora, urzędnika, milicjanta ?
Nie proponuję wcale, aby wobec osób urzędowych zachowywać się uniżenie albo pokornie. Proponuję grzeczność i przytomność umysłu. W sytuacjach urzędowych bardzo liczy się nasza kompetencja, to znaczy: czy wiemy, czego chcemy się dowiedzieć, czy wiemy, o co zabiegamy, czy wiemy, do jakiej szkoły chcemy zdawać i po co. Zrazić zatem rozmówców może : Pokrętne i chaotyczne wyjaśnianie, z czym przyszliśmy. Zaczynanie od pieca, powoływanie się na nieznane rozmówcy osoby itp. Osoba urzędowa nie ma ani czasu, ani zrozumienia dla skłębionych informacji. Trzeba je podać krótko i rzeczowo. Idąc załatwić jakąś sprawę, układamy w głowie kwestię, którą wygłosimy.
Plątanie się w zeznaniach, zaprzeczanie, zwalanie na innych: „Nie, nie widziałem, że tu jest znak stop", „To kolega mnie namówił, żeby tędy przejść, ja nie wiedziałem, że nie wolno", „Kowalski mi powiedział, że tego nie trzeba się uczyć". Dziecinny, z podwórka wyniesiony nawyk zasłaniania się kimś innym. Kto nie potrafi wziąć na siebie własnej pomyłki czy błędu, może zostać potraktowany jako niesumienny i nieodpowiedzialny.
Oszukiwanie.Z sytuacji szkolnych wynosi się często nawyk ściągania, kręcenia i udawania. Przeniesiony na grunt urzędowy może nam narobić kłopotów. Unikajmy tych zwyczajów zawczasu, żeby się nie przyzwyczaić. Jeśli ściągamy na klasówce z polskiego, to brzydko. Jeśli podczas egzaminu na prawo jazdy - późniejszy błąd, wynikający z niedouczenia, może kosztować życie albo wielkie pieniądze. Ubiór świadczący o lekceważeniu osoby lub instytucji. To dosyć ważne, ludzie bywają na tym punkcie uczuleni. Okoliczności urzędowe wymagają wyglądu „rzeczowego". Mamy być umyci, uczesani, zapięci, ubrani bez ekstrawagancji, spokojnie. Co lubią dorośli ?
Co cenią w zachowaniu młodzieży? Wydaje mi się, że przede wszystkim :
- kindersztubę,
- naturalność, nie podrobione, niewymuszone objawy życzliwości,
- pogodę, zainteresowanie światem, żywość,
- umiejętność zajęcia się samym sobą. Wszystko jest dla ludzi
Nawet urzędy, choć trudno w to uwierzyć. Są młodzi ludzie, dla których nadanie paczki na poczcie jest problemem, ponieważ nigdy niczego samodzielnie nie załatwiali. Pora jednak zacząć. W urzędach najbardziej peszy nas własne nieobycie, ale ponieważ każdy urząd ma swoje zwyczaje, więc wszyscy w urzędach czują się jednakowo nie zorientowani. Nie przerażać się! Zwykle jest jakaś tablica informacyjna, okienko z napisem „informacja", portiernia, a poza tym tabliczki na drzwiach. To jednak nie wszystko wyjaśnia, zatem - uśmiech nr 5 i pytamy, gdyż mamy prawo: „Przepraszam, nie wiem, czy dobrze trafiłam? Chciałam się dowiedzieć, kiedy będą zapisy na..., przyjęcia do... To nie u pani? A czy mogłabym się dowiedzieć gdzie? Jestem tu pierwszy raz. Rozumiem, dziękuję". Czasem, gdy ktoś poświęcił nam więcej czasu, a my byliśmy mało pojętni, trzeba dodać: „Przepraszam za kłopot". Człowiek samodzielnie dowiadujący się o przyszłą szkołę, studia, lekcje języków obcych itp. robi jak najlepsze wrażenie. Jeśli wszystko załatwiają rodzice, rodzi się podejrzenie, że chcą przepchnąć niezbyt rozgarniętego potomka, który sam nie umie ruszyć ani rączką, ani nóżką.
Gafa
Gafa to zachowanie nietaktowne, wykroczenie przeciw bon tonowi raczej nie zamierzone, wynikające z nieuwagi, niewiedzy, roztargnienia, braku orientacji, nonszalancji. Typowa gafa na dużym przyjęciu: „O Boże, cóż ten mamut wygaduje! Nie wie pani, kto to jest?". „Wiem, naturalnie. To mój mąż". Gafy były niegdyś prawdziwymi nieszczęściami. Melchior Wańkowicz wspomina, że młodzieniec, który klękając przed panną, by się oświadczyć, wydał bezwiednie nieelegancki dźwięk, strzelił sobie w łeb, czując się skompromitowany na wieki. Dziś na gafy mniej zwraca się uwagi. Nastąpiło znaczne uproszczenie form towarzyskich, są one bardziej naturalne, mniej w nich sztuczności i ceremoniału. To, co kiedyś było straszną gafą, dziś jest śmiesznym, pechowym zdarzeniem. Uproszczenie, o którym mowa, nastąpiło nie wszędzie. To, co uchodzi w jednym towarzystwie, w innym może być uznane za skandaliczne. Na wszelki wypadek, zanim poznamy miejscowe zwyczaje, nie zachowujmy się zbyt swobodnie. Proponuję zwłaszcza panowanie nad językiem.
Jak wybrnąć ?
Jeśli zdarza nam się gafa, szybko przepraszamy, ale nie tłumaczymy się, nie omawiamy całej sprawy, nie analizujemy jej, nie szukamy winnych. Im krócej się o gafie mówi, tym lepiej, tym szybciej idzie w niepamięć. *_