.:: QUIZ ::: GRZEGORZ Korzeniecki ::: Lomza ..:: www.korzeniecki.za.pl ::.. KG
_*   Słowo „honor" ma wiele znaczeń: „wziął za punkt honoru", czyli ambicji. „Honor (czyli duma) mi nie pozwala", nie będę byle kogo prosił, nie będę się płaszczył. „Splamił honor rodziny", inaczej mówiąc - naruszył nienaganną opinię o cnotach rodu. Niekiedy opinii strzeżono pilniej niż cnót i honor był uratowany, jeśli jakaś ciemna sprawa nie wyszła na jaw. „Dług honorowy" to był przeważ­nie dług karciany, przegrana na wyścigach, czyli pieniądze puszczone dla rozrywki. Istniał jednak obowiązek spłacenia tego typu zobowią­zań, nawet gdyby to miało zrujnować rodzinę. W przypadku nie­wypłacalności elegancko było strzelić sobie w łeb. Honor zatem nie zawsze kojarzy się z rozsądkiem, zawsze ma jednak jakąś szlachetność, dumę, poczucie własnej wartości. Dziś mało używamy tego słowa w odniesieniu do spraw codziennych. Częściej jest w użyciu zbliżone znaczeniem słowo „godność". Oba te pojęcia wyznaczają ludziom sposób zachowania i wobec innych, i wobec siebie. To ważne! Człowiek powinien mieć poczucie własnej godności, gdyż wówczas nie pozwala, aby inni traktowali go źle, obrażali, pomiatali nim, lekceważyli. Człowiek powinien mieć po­czucie honoru, które nie pozwala mu postępować „jak byle kto", schodzić poniżej poziomu, wdawać się w podejrzane afery. Inni kłamią, ale nie ja, inni tchórzą, ale nie ja, inni zwalają swoje winy na kolegów, ale nie ja. I tak dalej. Taka postawa bywa wykpiwana jako naiwna, mało praktyczna (kwestia, czy uczciwość kalkuluje się czy nie, nie należy do rozważań o bon tonie, każdy musi odpowiedzieć sobie sam). Z pojęciem honoru wiązały się tradycyjnie takie cnoty, jak :
- prawdomówność (stąd „słowo honoru", czyli słowo murowane);
*słowność, rzetelność („polegaj na mnie jak na Zawiszy", czyli - możesz mi wierzyć tak, jak rycerzowi Zawiszy Czarnemu); - odwaga (tchórzostwo plamiło honor bezpowrotnie);
- wierność (wobec króla, księcia. Ojczyzny, idei, wiary, damy serca);
- gotowość do obrony (Ojczyzny, ojcowizny, rodziny, zwłaszcza kobiet i dzieci, a także ludzi powierzonych opiece, poddanych, podwładnych, chorych, słabszych; dla wielu pokoleń dorastających chłopców wzorem honoru był dzielny Staś Tarkowski nie tylko dlatego, że zabił lwa i oswoił słonia, ale że ocalił Nel).
Jak widać, honor obejmuje głównie cnoty wojenne, które w obliczu zagrożenia miały znaczenie nie tylko moralne, ale i praktyczne. Są one jednak ponadczasowe, uniwersalne. Do postaw honorowych nie związanych z wojną należy odwaga cywilna. Odwaga cywilna jest to: po pierwsze - gotowość do ratowania życia i zdrowia ludzi w momencie pożaru, katastrofy, powodzi, epidemii, do ratowania tonących, po drugie - gotowość do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny (przyznania się), do wystąpienia w czyjejś obronie, do podjęcia trudnej sprawy, czyli bezinteresowne narażenie się na kłopoty w imię ważnych celów. Świat byłby nie do zniesienia, gdyby nie było na nim ludzi zdolnych do tego typu czynów. Bez nich życie każdej zbiorowości jest przykre i zniechęcające, natomiast grupa ludzi słownych, odważnych i lojal­nych może dokonać wspaniałych rzeczy. (Nie można wyobrazić sobie na przykład wyprawy badawczej na koniec świata czy szczyty gór z udziałem ludzi bez honoru.) Także w miłości i przyjaźni ważne jest, z kim mamy do czynienia. Dawniej mówiono - człowiek honoru. Brzmi to staroświecko, ale nieźle, prawda ?
Fair play
Fair play to czysta, dosłownie - szlachetna gra. Zasady jej wywodzą się od cnót rycerskich. Te piękne zasady, którymi należało się kierować wobec słabszych i bezbronnych, nigdy nie straciły mocy obowiązującej. Z pewnością znamy je z lektur i filmów: nie atakować z tyłu, nie strzelać w plecy, nie bić leżącego. Na wszystkich filmach szlachetny rycerz (oraz kowboj) rzuca przeciwnikowi broń, aby stoczyć z nim pojedynek, a nie zarżnąć go jak zwierzę. Rycerz walczy, bandyta zabija śpiącego, związanego, rannego. Te zasady weszły potem do obyczaju sportowego w postaci jai'r play - szlachetnej gry. Kto chce je stosować, niech się stara:
*Traktować partnera z szacunkiem, bez zacietrzewienia i agresji. O to chyba bardzo trudno. Zwłaszcza kibice zachowują się tak, jakby nigdy o fair play nie słyszeli. Socjologowie porównują ich zachowanie z zachowaniem udających się na wojnę plemion pierwotnych. Rytualne ryki, wojownicze wymachiwanie symbolami, zajadłość wobec stronników wroga, potrzeba niszczenia to główne podobieństwa.- Grać według reguł, nie oszukiwać, nie stosować dopingu (honor nie pozwala!).
*Traktować tych, co przegrali, jak równorzędnych. Bez pogardy, bez szyderstw, z uznaniem za wysiłek i udział. Brzmi to nieco księżycowe, ponieważ dzisiejszy sport światowy to gigantyczne widowisko i nieprawdopodobny biznes. Ale grając z kolegami na boisku, a także startując w konkursach, na przykład w olimpiadach przedmiotowych, możemy chyba stosować i oczeki­wać fair play. (Tair play w życiu polega na tym, żeby nie oszukiwać, nie wygrywać cudzym kosztem, nie dokopywać innym, nie wykorzystywać swojej przewagi. Najprostsze, dziecięce fair play zabrania bić młodszych i mniejszych, chłopcom zaś zabrania bić dziewczynki. Obserwując życie podwórkowe, widzę, że nie wszystkie dzieci o tym słyszały. Fair play nakazuje także dostosować tempo marszu podczas wycieczki do najmłodszych i najsłabszych, którzy powinni iść przodem. Zimno się robi, kiedy widzi się coś wręcz przeciwnego: pokrzykiwanie na zmordowanych, ledwo wlokących się na końcu. Fair play nakazuje także odstępowanie lepszych (wygodniejszych) miejsc (w namiocie, na widowni) bardziej zmęczonym, gorzej widzącym, mniejszym, po­szkodowanym itp. Przeciwieństwem fair play jest pchanie się, odpychanie i roz­pychanie się łokciami, kopanie i tratowanie leżących.
Obraza
Obraza i obrażanie się są to dwa różne pojęcia. Zacznijmy od sprawy poważniejszej. Obrazić kogoś to znaczy naruszyć jego godność osobistą, wyśmiać to, co ma świętego, ważnego, nienaruszalnego. Zatem uwaga, tabu !
Nie wolno
*Kpić z czyjejś rodziny, zwłaszcza z rodziców, nazwiska, zwyczajów i tradycji domowych, sytuacji materialnej, zawodu, urządzenia mieszkania. Rodzina i dom rodzinny stanowią tabu, którego obcym nie wolno wyśmiewać, którego nie należy krytykować, choćby się nie wiem jak miało ochotę. Nawet jeśli przyjaciel wylewa przed nami żale, narzeka, pomstuje na swoich bliskich, pozwól mu się wygadać, ale nie dodawaj nic od siebie. Wystarczy, że wysłuchasz, a jeśli umiesz poradzić, jak powinien się zachować, zrób to, starając się znaleźć dobre strony. Nie krytykuj sam z siebie. Kolega, choć zły na rodziców, twoją krytyką może się poczuć głęboko urażony.
*Wyśmiewać się z wierzeń i przekonań innych niż nasze. Nie trzeba sądzić, że tylko to, w co my wierzymy i co czcimy, jest święte i godne szacunku, wszystko inne zaś to głupota, przesąd lub zakłamanie. Cudze przekonania i wierzenia możemy albo przyjąć do wiadomości, albo o nich dyskutować, ale spokojnie, rzeczowo, z szacunkiem. Kpiny, docinki, przezywanie - niedopuszczalne.
*Wyśmiewać i poniżać z powodu narodowości, wyglądu, koloru skóry. Świat jest coraz mniejszy, ludzie podróżują, w Polsce studiują, pracują i bywają tysiące cudzoziemców, między nami żyją także kolorowi Polacy. Czy potrafimy zachowywać się wobec nich normal­nie?
*Obrażać ukochanej dziewczyny. Chłopiec, który kocha, nic może pozwolić, aby ją obgadywano, znieważano, krzywdzono. W obecności dżentelmena nikt nie ma prawa obrażać kobiety. Są wśród nas chłopcy, którzy potrafią ująć się za koleżanką, a nawet za nieznajomą. Co to znaczy „ująć się" i czym to grozi? I czy ja tu namawiam do czynów niebezpiecznych? Proszę, rozważcie to sami.
Obrażanie się (nie mylić z obrazą!)
Obrażanie się, dąsanie o byle co, nadwrażliwość, „muchy w nosie" to mało elegancki (a przy tym nudny!) sposób załatwiania porachunków z innymi. Charakteryzuje egocentryków, lubiących podporządkowy­wać sobie ludzi, trzymać ich w napięciu, karać i nagradzać swoim łaskawym odezwaniem się. Z punktu widzenia bon tonu - mało eleganckie.
Odmawiam
Żyjąc między ludźmi, bywamy wmanewrowywani w sytuacje, na które wcale nie mamy ochoty. Tradycja nasza przekazała nam na przykład przymuszanie do picia („A kto nie wypije, tego we dwa kije, łupu cupu po kożuchu, niech po polsku żyje"). Wieki minęły, zwyczaj został i daje się obserwować na bardzo wielu towarzyskich spotkaniach, z pewnością na większości, choć są już środowiska, które nauczyły się bronić. Nie ma jednak wątpliwości, że każdy kiedyś zetknie się z odzywkami w rodzaju: „A pani Jadzia jakoś się zaniedbuje", „Wiesio dziś słabo ciągnie" itp. Spotkać się również można z namawianiem do pieszczot z osobą wcale nie kochaną, na przykład podczas zabawy, na zasadzie, „co ci zależy", do „zmiany lokalu" na czyjąś „wolną chatę", do przejażdżki czyimś samochodem w niewiadomym kierunku. Inną metodą, bardziej szczenięcą, ale czasem stwarzającą niebezpieczną sytuację, jest podpuszczanie: „co, boisz się?". Żeby udowodnić, że się nie boją, niektórzy gotowi są skręcić kark albo ulepić siebie i osoby towarzyszące. Trzeba umieć odmawiać, czasem z uśmiechem i żartem, czasem twardo i stanowczo. Zawsze - bez podania powodu. Nie i już, bez dalszych dyskusji. Czasem można - mimo odmowy - bawić się dalej, niekiedy jednak należy opuścić towarzystwo. Myślę, że nie trzeba się bać zerwania znajomości czy ośmieszenia. Ujawnienie charakteru, uporu, woli budzi raczej uznanie. Na dłuższą metę bycie sobą i umiejętność mówienia „nie" pomagają wyrobić sobie pozycję w środowisku.
Nie mów nikomu
Dyskrecja, umiejętność zachowania tajemnicy jest nieodłączna od pojęcia honoru, polega przecież na dotrzymaniu danego słowa. Ujawnianie cudzych tajemnic, wdzieranie się w czyjeś prywatne sprawy to naruszenie godności osobistej tej osoby. Jak widać zatem, sprawa jest bardzo poważna. Przyznajmy jednak, że nie zawsze traktujemy cudze sekrety z należytą delikatnością. Ileż to razy zdarza się wypaplać tajną informację przez nieuwagę, tylko dlatego, że się zapomniało, że jest to tajemnica. Czasem znów trudno wytrzymać, bo wiadomość jest zbyt atrakcyjna, język sam po prostu ucieka. Bywa, że rozgłasza się ją dlatego, iż dotyczy kogoś, kogo nie darzymy sympatią (a może w tym momencie nie lubimy?) i nie czujemy się wobec niego zobowiązani. Przeciwnie, niech się rozniesie, niech się wszyscy dowiedzą. Zdradzanie sekretu, zależnie od jego wagi, jest winą średnią lub dużą. Warto przy tym pamiętać, że to nie my decydujemy o wadze sprawy, tylko osoba, której sekret dotyczy. To, co dla nas nieważne, dla kogoś może być szalenie istotne. Ludzie zbyt gadatliwi na ogół dosyć szybko zostają zdemas­kowani. Nie tak trudno jest wykryć, jaką drogą sekrety wyciekają; w efekcie nie dopuszcza się osób niedyskretnych do prawdziwych tajemnic i prawdziwych przyjaźni.
List, rzecz święta
Cudza korespondencja jest nietykalna, podobnie jak cudza szafa, szuflada, kieszeń, torebka, pamiętnik, notes. Tylko służbowe szafy i biurka są mniej tajne. Jeśli koniecznie musimy zajrzeć do czyichś urzędowych papierów pod jego nieobecność, robimy to „komisyjnie" w obecności innych osób, które o to prosimy.
Nie do wybaczenia :otwieranie cudzych listów i grzebanie w cudzych rzeczach. Takie zdarzenie może być powodem zerwania znajomości.
Nie do pomyślenia :wygrzebać coś z cudzych rzeczy i wyśmiewać. Odczytać publicznie czyjś list czy pamiętnik i komentować. Pokazywać i wyszydzać pamiątkowe zdjęcia, zasuszone kwiatki itp. Winni są nie tylko ci, którzy czytają, pokazują, wygłupiają się, ale i ci, którzy słuchają, śmieją się i nie protestują.
Sekrety pod kluczem
Miss Manners, prowadząca rubryki savoir-vivre'u w pismach amery­kańskich, twierdzi, że najlepszym schowkiem na miłosną korespondencję jest płonący kominek. I ja ją popieram, choć wiem, że są pamiątki, z którymi nie umiemy się rozstać. Z pewnością jednak nie należy niczego naprawdę tajnego trzymać w otwartych szafach, wozić ze sobą na wakacje, zabierać do internatu i tym samym narażać na ujawnienie. Odradzam zwłaszcza noszenia całej sercowej dokumen­tacji wraz ze zdjęciami i suszonym kwieciem w szkolnej teczce, pisania listów miłosnych pod ławką, chyba że wcale nam na tajemnicy nie zależy, a w gruncie rzeczy mamy ochotę się pochwalić.
Straszne dzieci
Scena wczasowa: ojciec wykręca się od udziału w składkowej libacji, tłumaczy, że jest po zawale. Parę dni potem syn jakby nigdy nic komunikuje towarzystwu: „Jaki tam zawał, tata jest zwyczajnie po odwyku i nie wolno mu ani kropli...". Przemiły dzieciak, prawda? A jaki bezpośredni. O ile wiem, młodzi zwykle bardzo się interesują historią rodziny, jest to zainteresowanie miłe i godne pochwały. Jednak zgłębiając dzieje familijne natrafiamy także na takie zdarzenia, o których zainteresowani wolą zapomnieć. Dla młodych wszystko, co się wydarzyło przed ich urodzeniem, to tak jak przed potopem. Dawno i nieprawda. Tymczasem dla starszych to wcale nie są zwietrzałe, martwe zabytki historyczne. To ich życie, ich dzieciństwo, ich młodość, ich ukochani, ich minione szczęście, ich zabliźnione rany. Nie wolno włazić z butami! Nie wolno bezmyślnie opowiadać kuzynkom o świeżo odkrytej sensacji: kto był pierwszym mężem cioci Małgosi i dlaczego dziadek Józek nie rozmawia z wujem Mietkiem. Ani prywatna przeszłość, ani teraźniejszość nie nadają się do publicznego omawiania. Rodzice rozmawiają w domu o wielu sprawach, nie o wszystkich musi wiedzieć twoja przyjaciółka. Nie jest tematem dla naszych przyjaciół pożycie rodziców, a także ich opinia o miejscu pracy, współpracownikach i zwierzchnikach. Świat jest mały, nie róbmy plotek. Zdarza się także, że konflikty czy kłótnie rodzinne zaogniają się dlatego, że ktoś coś o kimś powtórzył i rozgłosił. („Jest to cnota nad cnotami trzymać język za zębami".)
  *_