Czuł że za chwilę uśnie, w ułamku sekundy wszystko wydało mu się obojętne i takie dalekie. * KONIEC *
- Była trzecia rano, kiedy udało mu się przysnąć. Leżał na brzuchu z głową skierowaną do ściany. Miał zaciśnięte pięści, jakby kurczowo trzymał się czegoś niewidzialnego.
- Nie spał długo. O czwartej dwanaście obudziły go czyjeś kroki w przedpokoju swojego mieszkania. Długo nasłuchiwał, bo nie był pewien, czy dobrze słyszy. Ale nie mylił się. Ktoś był w jego mieszkaniu. W dodatku to musiała być Anita, tylko ona miała klucze. Ona i jego rodzice, ale ci wyjechali w zeszłym tygodniu do Kołobrzegu, do sanatorium i nie mieli wrócić wcześniej, niż za jakieś dwa tygodnie. Otworzył szeroko oczy, ale w tych egipskich ciemnościach, panujących w jego pokoju nie mógł nic dostrzec. Nie poruszył się, tak jakby nie chciał wywołać najcichszego nawet szelestu swojej pościeli.
- Anita - wyszeptał, ale odpowiedziała mu cisza. Słyszał jedynie własny oddech i łomotające w klatce piersiowej serce. Wypowiedział jej imię ponownie, tym razem głośniej, ale znów cisza. Przestraszył się. Sam nie wiedział czego, po prostu nagle zrobiło mu się zimno i jego ciało przeszyły lodowate dreszcze. Nie czuł się tak od czasów podstawówki, kiedy to zgubił się w lesie w środku nocy, będąc na wycieczce klasowej. Spędził sam ładnych kilka godzin, zanim opiekunowie zorientowali się że zaginął i wyruszyli na poszukiwania. Ale teraz nie był już szczeniakiem z siódmej klasy, a przerażenie, jakiego doznał było o wiele większe niż wtedy. Co się dzieje - pomyślał.
- Kochanie, proszę - powiedział, niepewnie siadając na łóżku. Ukradkiem zerknął na budzik z podświetlaną tarczą. 4:18 nad ranem. To musiała być Anita. Bo któż by inny . Włamywacz . Szybko jednak przestał o tym myśleć, gdyż znowu usłyszał kroki. Tym razem nadzwyczaj wyrażnie. Czuł że drży na całym ciele, nie potrafił tego powstrzymać. Ktoś właśnie wchodził do jego pokoju i była to ona. Chciaż panował mrok, rozpoznał jej chód i poczuł zapach perfum Diora, których zawsze używała, a z chwilą, kiedy jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności, zdołał dostrzec również jej sylwetkę. W milczeniu podeszła do łóżka i stanęła nad nim. Wtedy zapalił nocną lampkę. Trochę się uspokoił widząc ją, ale nie zdołał się odezwać.
- Ubrana w długą, białą suknie wyglądała olśniewająco. Spojrzał na jej twarz i dekolt, nie wiedział co ma powiedzieć, nie po tym co zaszło wczoraj między nimi. Ostro sie pokłócili i to z jego winy. Nie spodziewał się ujrzeć jej w pierwszą noc po tym, jak powiedziała mu że przprowadza się do matki. Ale była tutaj; stała obok jego łóżka i była całkiem realna. W dodatku prezentowała się ślicznie. Jej długie czarne włosy pokryte były brokatem, podobnie jak górna część sukni. Miała pełne usta, które kusząco rozchyliła, wiedziała że to działa na niego, jak marchewka na królika.
- Uniósł się z łóżka, ale popchnęła go i opadł na nie z powrotem. Wyczuł że miała zimne dłonie. Patrzyła na niego wzrokiem wygłodniałego wilka, w sposób, jaki nigdy wcześniej tego nie robiła. Nie miał pojęcia, co się za moment stanie. Czuł się lekko skrępowany i bezradny patrząc na nią. Nie wiedział, jak się zachować, co powiedzieć, czuł w sobie silne pragnienie pocałowania jej i przez chwilę zastanawiał się, jak by na to zareagowała.
- Wstał z łózka i drapiąc się po tyłku poszedł do kuchni po wodę mineralną. Kiedy wrócił, Anita cały czas stała w tym samym miejscu.
- Napijesz sie wody. - spytał, po czym wlał sobie do gardła prawie połowę butelki.
- Nie, dziękuję - odparła głosem, który niemal go poraził. Czyli nadal gniewała sie na niego że nie wrócił do domu na noc. Jak miał jej wytłumaczyć że było to konieczne. Musiał przeciez napisać obszerny raport ze śledztwa w sprawie rzekomego podłożenia bomby w szpitalu na Przybyszewskiego. Tego feralnego dnia ewakuowano stamtąd wszystkich pacjentów tylko po to, aby dowiedzieć się że był to fałszywy alarm. Namierzono jednego gościa, który podobno mieszkał na osiedlu Kosmonautów, ale to również okazało się jedną wielką pomyłką. Spędził pół nocy na pisaniu o tym, jak on i jego partner przez ponad godzinę dobijali się do mieszkania numer czterdzieści na dwunastym piętrze tamtejszego wieżowca. W końcu otworzyła im osiemdziesięcioletnia kobiecinka, która momentalnie zadzwoniła na komendę ze skargą że "para zidiociałych gliniarzy zakłuca jej spokojny sen".
- Kiedyś, dokładnie cztery lata temu miał skok w bok z dziewczyną, której wlepił mandat za zbyt szybką jazdę. Całą noc nie było go w domu, a kiedy wrócił nad ranem, pachniał jeszcze damskimi perfumami. Jego małżeństwo z Anitą zawisło wtedy na włosku. Rozstali się na całe trzy miesiące, przez które usiłował ją przeprosić i wytłumaczyć że to, co zrobił było pod wpływem impulsu. Zrozumiał wtedy bardzo wiele, przede wszystkim to, jak bardzo kocha Anitę. Po jakimś czasie zadzwoniła do niego i powiedziała że jest gotowa dać mu szansę. Zamieszkali razem, a podobna sytuacja nie wydarzyła się więcej.
- Po części rozumiał zatem jej obawy.
- Skarbie, myślisz sobie że odwiedzam inne panie. Ze chodzę do nich po nocach i co robię - czuł się lekko zdenerwowany, jednak sposób, jaki okazał jej swoją złość nie był zbyt poprawny i po dłuższych przemyśleniach zadzwonił do niej z przeprosinami
- Poniosło mnie, okay. Na prawdę nie powinienem był mówić że jeśli ci coś nie pasuje, to możesz się wyprowadzić, ale posądziłaś mnie o to że wychodzę na nocne ekapady do niewiadomo kogo ! Już mi nie ufasz, prawda.
- Zauważył że Anita wcale nie ma ochoty z nim rozmawiać. Sprawiała wrażenie obojętnej na to, co mówi. Wpatrywała się chłodno w jakiś bliżej nie określony punkt nad głową Dawida. Znowu chciała go zdenerwować. Jakby nie dość miał problemów w pracy. Nałożył porannik, ale w tym momencie Anita podeszła do niego i z powrotem go z niego ściągnęła. W jednej sekundzie zsunęła na podłogę białą suknie. Nie miała nic pod spodem. Stała przed nim całkiem naga, a wyraz jej twarzy mówił; chcę się z tobą kochać. Podeszła pod same łóżko tak, aby Dawid mógł dotknąć skóry jej delikatnych, jędrnych piersi. Były zimne jak lód. Spojrzał na nią i zobaczył że przymknęła oczy. Czyli jednak go pragnęła i wybaczyła mu jego zachowanie. Ta myśl bardzo go pocieszyła. Zaczął całować jej płaski brzuch, a dłońmi pieścił jej biodra. Usłyszał, jak jęknęła, miała zamknięte oczy i rozchylone wargi, co bardzo go podnieciło. Objął ją i zaczął całować i lizać jej szyję. Popchnęła go i oboje runęli na łóżko.
- Jesteś cudowna - wymamrotał, nie przestawając jej lizać. Zszedł niżej i pocałował jej piersi. Bawił się przez chwilę językiem sterczącymi sutkami, a póżniej skierował się na sam dół. Delikatnie drażnił jej łechtaczkę, jednocześnie masująć rękoma jej płaski brzuch. Wydała z siebie głośne westchnienie i wyprężyła ciało wzdłuż całego łóżka w spażmie rozkoszy. Poczuł że dłużej nie wytrzyma podniecenia i wślizgnął się na nią, usiłując trafić penisem do jej pochwy. Za drugim podejściem poczuł jej ciepło na nim i jęknął głośno. Powoli zaczął wchodzić w nią coraz głębiej. Pocałował jej usta. Odwzajemniła pocałunek. Po kilku minutach zmienili pozycję. Usiadła na nim okrakiem, chwyciła do ręki jego twardego penisa i przyłożyła go sobie do warg sromowych, powoli je sobie nim masując. W końcu wbiła go sobie głęboko w siebie i zaczęła ujeżdzać. Pieścił dłońmi jej plecy, ramiona i w pewnym momencie dotknął jej pośladków. Nagle poczuł że coś załaskotało go w rękę. Nie zwrócił na to większej uwagi, pochłonięty stosunkiem, ale sytuacja się powtórzyła. Tym razem chcąc mocno ścisnąć pośladek Anity, ścisnął jednocześnie coś długiego i włochatego.
- Wrzasnął na całe gardło i natychmiast wyszedł z niej. To, co zobaczył spowodowało że osłupiał.
- Dziewczyna zwinnie zsunęła się z łóżka i w jednej chwili wybiegła nago z pokoju. Między jej pośladkami zwisał czarny długi, jak u pantery ogon pokryty ochydnym twardym włosiem. Patrzył na niego w stanie kompletnego oszołomienia dopóki Anita nie znikła mu z oczu. Usłyszał jak wybiega na klatkę schodową i jak zbiega po schodach na sam dół.
" Co to, do cholery było. " - pomyślał oszołomiony, wstał, założył z powrotem porannik i wyszedł do przedpokoju. Już jej nie było. Nie słyszał nawet trzaśnięcia drzwiami. W tym momencie zadżwięczał telefon. Kiedy odebrał rzucił sucho:
- Strzałkowski, słucham.
- Poruczniku, przepraszam że dzwonię tak wcześnie, ale dostałem telefon o rzekomym podłożeniu bomby, tym razem w szkole podstawowej - to był komendant posterunku, jego ton głosu świadczył o tym że nie jest w najlepszym humorze.
- Podłożeniu bomby w szkole podstawowej. Przecież to znowu kawał jakiegoś cholernego dzieciaka.
- Zapewne tak, ale pojedż tam, na miejscu są już ludzie od bombek.
- " No świetnie, tego mi jeszcze trzeba " - pomyslał Dawid i powiedział niechętnie;
- Okay, zaraz przyjadę, co to za szkoła ?
- Podstawówka na Dmowskiego, numer 77. Dostaliśmy telefon od dyrektora, facet jest nieżle przerażony.
- Dawid zapisał adres w notesie, po czym burknął :
- Już wyruszam, a jak dorwiemy tego pieprzonego debila to osobiście się nim zajmę.
- Na pewno - odparł komendant, po czym dodał niepewnie - Wszystko w porządku, Strzałkowski ?
- Dawid nie był pewien o co mu chodzi po tym, co wydarzyło się kilka minut temu w jego mieszkaniu, czyżby jego głos brzmiał, jak głos faceta, który właśnie zobaczył ogon wystający z tyłka swojej żony. Prawie się uśmiechnął na tą myśl i odpowiedział z przekonaniem:
- Wszystko w najlepszym porządku komendancie.
- To świetnie, jeszcze raz przepraszam za pobudkę, ale było to konieczne.
- Oczywiście, rozumiem, zatem ubieram się i za piętnaście minut będę na miejscu - odłożył notatnik na stoliku przy łóżku i zaczął błądzić wzrokiem w poszukiwaniu spodni.
- W takim razie do zobaczenia na komisariacie - rzekł komendant i rozłączył się.
- Dawid rzucił bezprzewodowy telefon na łóżko i zaklął głośno. Wpakował się w niezłą kaszanę z tymi bombami. Jakiś szczeniak miał zapewne niezły ubaw, ale niedługo miało się to skończyć. Jeszcze wczoraj na komisariat zadzwonił anonimowy informator i podał nazwisko dwudziestoletniego chłopaka, który ponoć dzwonił ze swojego liceum informując że w szpitalu na Przybyszewskiego podłożona jest bomba. Nie trudno było się domyślić że tym informatorem zapewne był portier szkoły, skoro właśnie obok portierni znajdował się telefon.
- Kiedy znalazł spodnie stwierdził że są w opłakanym stanie; wygniecione i poplamione, więc poszukał innych. Pomyślał że zadzwoni do Marka, który był jego partnerem w policji, jednak zrezygnował z tego pomysłu. Facet pewnie jeszcze śpi i nie ma potrzeby go budzić. Sam pojedzie na Dmowskiego, porozmawia z dyrektorem szkoły, a z Markiem spotka się na komisariacie.
- Zapinając koszulę zobaczył na łóżku coś czarnego. Podszedł bliżej i nie dotykając tego, zaczął się przypatrywać. Bez wątpienia był to kawałek sierści. Miał zamiar wziąść go do ręki, ale zdmuchnął go powiew wiatru wpadający do mieszkania przez otwarte okno. Poczuł bardzo nieprzyjemny zapach bijący od strony łóżka. Kiedy spojrzał na pogniecione prześcieradło, zobaczył szarawą plamę. Dotknął jej palcem, który po chwili przyłożył sobie do nosa. Obrzydliwie cuchnął. Nie potrafił stwierdzić co to za zapach, ale bardzo przypominał woń odchodów.
- Dopinając koszulę, Dawid udał się do łazienki odświeżyć, po czym założył buty, marynarkę i wyszedł z mieszkania.
----- Jechali zatłoczoną Aleją Niepodległości, kiedy odezwał się Marek:
- Jeśli się okaże że to rzeczywiście ten czubek, wypruję mu flaki.
- Dawid prowadził w skupieniu, co chwila przeklinając uliczny korek i sygnalizację świetlną.
- Powiedziałem to samo komendantowi, kiedy do mnie dzwonił rano - odparł.
- Chcesz pączka. - spytał Marek, wyciągając z papierowej torby dwa pączki, jednego podając partnerowi.
- Dzięki.
- Jesteś jakiś zamyślony dzisiaj, to przez Anitę.
- Dawid nie chciał opowiadać mu o tym, co przytrafiło się w nocy, dlatego niepewnie przytaknął, nie odzywając się słowem. Ugryzł kawałek pączka i włączył po cichu radio. W aucie rozległa się piosenka "Stairway to heaven" Led Zeppelin.
- Jestem pewny że się dogadacie, jeśli chcesz, zadzwonię do niej i powiem że przez całą noc mieliśmy masę papierkowej roboty. Może to pomoże.
- Dzięki, ale myślę że będę w stanie sam ją o tym przekonać. Pojadę dzisiaj do niej.
- Zatrzymała się u matki. - zapytał dociekliwie Marek z pełnymi ustami.
- Tak, wykrzyczała że musi pobyć sama że nie wie, czy mi ufać, trzasnęła drzwiami i już jej nie było. Dzwoniłem, ale nie odbiarała telefonu - Dawid zatrąbił widząc, jak kierowca przed nim nie ruszył, podczas, kiedy długi rząd aut posunął się do przodu o kilka metrów, bo dosłownie na kilka sekund zapaliło się zielone światło. Cały czas myślał o ostatniej nocy i coraz bardziej go to intrygowało. Zadawał sobie pytania, skąd u licha wziął się ten paskudny czarny ogon. I jeszcze ta paskudnie cuchnąca plama na prześcieradle. Westchnął i ugryzł pączka.
- Powinieneś jak najszybciej z nią pogadać - odezwał się Marek, wyciągając z kieszeni marynarki paczkę cameli i niesfornie, grubymi palcami próbując wydostać z niej jednego papierosa.
- Tak, myślę że dzisiaj to zrobię.
- Dlatego nie mam żony - odpalił nagle Marek - chyba bym dostał pierdolca słuchając zamiast współczucia wyrzuty że całą noc pisałem raport i porządkowałem akta.
- Taaa, tylko wiesz, jak to u mnie było kiedyś - Dawid rozmawiał niedawno z partnerem na temat zdrady, której sie dopuścił. Musiał z kims pogadać, czuł taką potrzebę mimo, iż wydarzyło się to kilka lat temu. Trafiło na Marka. Nie wiedząc jeszcze jakie ma poglądy dotyczące kobiet, wyżalił mu się i opowiedział to, czego póżniej trochę żałował, czyli całą historię poznania kobiety, która zaproponowała mu pójście do łóżka w zamian za zapomnienie o tym że swoim lekko uszkodzonym kadettem rozwinęła na ulicy Hetmanskiej prędkość ponad stu dwudziestu kilometrów na godzinę. Marek zdecydowanie nie przepadał za płcią przeciwną, nigdy nie mówił dlaczego, ale wywnioskować było można że nie bardzo układały się relacje między nim a kobietami. Co chwila puszczał jakieś bardzo nieprzyjemne komentarze pod ich adresem i na samą myśl o nich irytował się.
- Stary, każdy ma prawo do chwili słabości, takie jest moje zdanie, ale kobiety są inne.
- Co byś zrobił, gdyby twoja kobieta cię zdradziła. - spytał niespodziewanie Dawid, spoglądając w oczy partnera, który najpierw wcisnął sobie do ust resztę pączka, po czym zaciągnął się papierosem.
- Ja. - spytał - Myślę że wybaczyłbym jej że nie potrafiła się oprzeć przystojniejszemu ode mnie.
- "No tak, jeśli o to chodzi, to raczej napewno by nie potrafiła" - pomyślał Dawid, spoglądając znowu na Marka, wielkiego, prawie dwumetrowego faceta z ogromnym brzuszyskiem i wąsem ala Adolf Hitler.
- Hm, nie każdy chyba ma podobny punkt widzenia do twojego.
- W aucie roległa się wesoła melodyjka z telefonu Dawida. Zobaczył że to Anita. Pośpiesznie wrzucił niedojedzonekgo pączka do schowka w desce rożdzielczej, po czym odebrał.
- Możemy spotkać się dzisiaj o osiemnastej. - spytała od razu - uważam że musimy porozmawiać.
- Oczywiście, najwyżej zwolnie się wcześniej z pracy. Gdzie ?
- Nie wiem, może w McDonaldzie na Głogowskiej ?
- Nie ma sprawy, będę o osiemnastej, powiedz mi, czy to, co wydarzyło się dzisiejszej nocy, wydarzyło się naprawdę.
- Przez chwilę Anita nie odezwała się, ale potem zapytała zapytała:
- A co niby wydarzyło się dzisiejszej nocy ?
- Dawid znowu osłupiał. Przed nim nagle zapaliło się czerwone światło i z początku myślał że uda mu się przejechać, ale spostrzegł że z prawej strony pędzą już dwa auta, więc wcisnął hamulec do samej podłogi. Samochód z piskiem opon zatrzymał się na pasach, a telefon wypadł mu z ręki. Kiedy go podniósł i przyłożył do ucha usłyszał;
- Słuchaj, nie mam teraz czasu rozmawiać, będzie na to czas o osiemnastej - i wyłączyła się.
- Marek lekko zdenerwowany tym że jeszcze chwila i walnąłby głową w przednią szybę, wymamrotał coś pod nosem i wypalił:
- Jedyne co kobieta potrafi, to wpędzić faceta do grobu.
---- Okazało się że informacja o chłopaku podkładającym bomby była kolejnym dowcipem. Informatorem była zapewne ta sama osoba, która wydzwaniała z ostrzeżeniem o podłożonej bombie. We wskazanym lokalu nie mieszkał żaden chłopak, tylko młode małżeństwo zaskoczone nagłą wizytą policji.
- Ktoś ewidentnie robi sobie z nas idiotów - powiedział Marek, kiedy zjeżdżali windą na parter, ale Dawid był zamyślony i wydawał się nie słyszeć głosu kolegi.
- Pojechali na komisariat, gdzie Marek opowiedział komendantowi o całej sytuacji. Kiedy skończył, usiadł na krześle i rozłozył ręce.
- Czyli nadal nic nie mamy - burknął komendant i podrapał się po głowie. Miał pięćdziesiąt lat na karku, bujne siwiejące włosy i bokobrody. Przypominał starzejącego się Elvisa Presleya.
- Kompletnie nic - dodał Marek, spoglądając na Dawida. Ten przytaknął niepewnie, jakby nie miał pojęcia o czym jest mowa.
- W gabinecie komendanta na wszystkich ścianach wisiały obrazy przedstawiające kobiece akty, na jednym z nich Dawid skupił swój wzrok i nie oderwał go, dopóki Marek nie klepnął go w ramię i nie powiedział:
- Idziemy, nic tu po nas, mamy jeszcze trochę papierkowej roboty.
- Kiedy wyszli z gabinetu, Marek spytał niepewnie:
- Wszystko w porządku. - Dawid pokiwał głową i rzucił przelotne spojrzenie na drzwi od swojego biura.
- Jakoś nie mam dzisiaj siły pracować, zapytam komendanta, czy mogę sobie zrobić wolne.
- Jestem za. Na pewno nie będzie miał nic przeciwko. Uważam że na prawdę powinieneś trochę odpocząć, wyglądasz jakby ci ktoś sprawił pożądne lanie.
- Myślę że muszę przemśleć sobie kilka spraw, a poza tym mam spotkanie z Anitą za dwie godziny.
- Idż i o nic się nie martw. Zajmę się wszystkim.
- Dawid uśmiechnął się nieznacznie i podziekąwał partnerowi.
- Dzwoń, jakby co.
- Jasne.
- Podali sobie ręce, po czym Dawid podszedł do drzwi od gabinetu komendanta i cicho w nie zapukał.
---- Wybrał się do Parku Wilsona, gdzie usiadł na ławce przy brzegu niewielkiego stawu, w którym pływały kaczki i łabędzie. Nieopodal młoda kobieta rzucała gumową piłkę swemu dziecku, które wrzeszcząc w niebogłosy biegało w tą i z powrotem, co jakiś czas wybuchając śmiechem. Niebo było bezchmurne, a pogoda upalna. Jakos nie zanosiło się na długo oczekiwany przez wszystkich deszcz. Dawid co chwila ocierając pot z czoła, myślał o dziwnym incydencie, który wydarzył się w nocy, o tym jak wielkie czuł wtedy podniecenie i jak dobrze mu było z Anitą w łóżku. Miał przed oczyma jej rozchylone usta, prawie czuł dotyk jej chłodnej dłoni na jego członku. Poczuł że ma erekcje. Kompletnie nic z tego nie rozumiał. Zastanawiał się teraz na poważnie, czy to wszystko mu się nie przysniło, ale w końcu nie był idiotą i nie postradał jeszcze zmysłów, aby pozostać przy tej wersji. Nie spał i co do tego jednego był pewien. Nie przewidziało mu sie także że widział i czuł w swojej ręce ogon wystający między pośladkami Anity. Jeszcze godzina i porozmawia z nią o tym. Czuł lekkie zdenerwowanie, nie wiedział jak zacznie konwersację, jak się ona potoczy. Anita chciała mu coś powiedzieć i nie miał pojęcia co takiego. Czuł się niepewnie.
- Siedział w parku do siedemnastej trzydzieści. Wtedy wstał i powoli ruszył alejką w kierunku żelaznej bramy wyjściowej. Gdy wyszedł na ulicę, zobaczył sznur przjeżdzających samochodów i grupkę ludzi na przystanku tramwajowym. Na niebie zagrzmiał ogromny samolot podchodzący do lądowania.
- Kiedy doszedł pod restaurację, zatrzymał się na moment i poczuł znowu zdenerwowanie. W końcu pociągnął za drzwi i wszedł do środka.
- Zobaczył ją od razu siedzącą przy stoliku, zaraz obok okna na samym tyle lokalu. Podszedł do niej i zobaczył że pije herbatę.
- Zamówić ci coś do jedzenia. - zapytał.
- Nie, jadłam obiad niedawno, także dziękuję.
- Poszedł sobie kupić sok pomarańczowy i hamburgera. Kiedy wrócił do stolika zobaczył że Anita usmiecha się do niego.
- Jak było w pracy. - spytała i upiła trochę herbaty z kubka.
- Nieciekawie, ktoś ciągle wydzwania na posterunek z wiadomością o podłożonej bombie. Dzisiaj brygada antyterrorystyczna zawitała do szkoły podstawowej. Oczywiście nie było tam żadnej bomby - Dawid ugryzł kawałek hamburgera i popił sokiem - A co u Ciebie. - zapytał
- W porządku - odparła.
- Dawid nie wytrzymał i w końcu zdobył sie na odwagę poruszenia kwestii, która na sama myśl napawała go niepokojem.
- Chciałem o coś spytać - zaczął niepewnie jak uczeń wywołany do odpowiedzi.
- Slucham.
- Kiedy dzwoniłaś do mnie, zapytałem o dzisiejszą noc.
- Tak, bredziłeś coś o tym, co rzekomo się wydarzyło. Nie bardzo tylko wiem, co masz na myśli - spojrzała na niego i dopiła swoja herbatę - może mi to wyjaśnisz.
- Dawid krząknął głośno i rzekł:
- Myślałem że ty mi to wyjasnisz.
- Ja - zaśmiała się - a co ja niby mam ci wyjaśniać. O ile się nie mylę, to noc spędziłam na spaniu razem z psem mojej matki, który sapał jak lokomotywa i co chwila budził mnie jakimś dziwnym skomleniem.
- Oparł się na krześle i sięgnął ręką do tylnej kieszeni spodni po husteczkę higieniczną. W restauracji było chłodniej, niż na dworze, ale i tak czuł że jest cały spocony.
- Słuchaj, nie mam pojęcia, co wydarzyło się dzisiejszej nocy - zawahał się - nie wiem jak to powiedzieć, ale
- Kompletnie cię nie rozumiem, zacznij wyrażać się trochę jaśniej, ta twoja praca chyba nie wpływa na ciebie zbyt korzystnie, co ?
- Tu nie chodzi o moją pracę.
- A o co. - Anita spojrzała na niego pytająco.
- Nie wiem.
- Dawid wytarł spocone czoło i spytał wprost:
- Czy jestes pewna że nie było cię dzisiejszej nocy w moim mieszkaniu w naszym mieszkaniu. - dodał po chwili.
- Słuchaj, o co ci chodzi. Gadasz jak niespełna rozumu ! - prawie krzyknęła, ale na jej twarzy malował się usmiech - Już ci mówiłam, spałam u swojej matki ! O co ci chodzi, co.
- Nie wiedział, co ma jej odpowiedzieć. Zdecydował że nie opowie jej tego, co się wydarzyło. Pomyślał że może to była halucynacja. Może zabardzo sie wszystkim przejmował i jego umysł płatał mu figle. Cały czas jednak miał przed oczyma nagą Anitę, która z pasją kochała się z nim niemal jak zwierzę, widział długi, czarny ogon wystający spomiędzy jej kształtnych pośladków, czuł zapach łajna.
- Ostatnio jestem bardzo przemęczony - stwierdził wymijająco.
- Zauważyłam - burknęła niewyrażnie, po czym dodała głosno - słuchaj, chciałam się z toba spotkać aby porozmawiać o nas, o tym że jestem gotowa wrócić do ciebie.
- Dawid spojrzał jej w oczy i odetchnął z ulgą. Zdobył się na uśmiech. Anita upiła trochę soku męża i kontynuowała :
- Wiele sobie przemyślałam i doszłam do wniosku że byłam dla ciebie za surowa. Nie okazywałam ci ostatnio zbyt wiele zrozumienia i chciałabym to zmienić.
- To wspaniale - szczerze się ucieszył.
- Jeśli nie masz nic przeciwko, to wprowadzę się z powrotem już jutro, dzisiaj popakuję swoje rzeczy tak, aby jutrzejszą noc spędzić już w domu.
- Był bardzo zaskoczony tym, co powiedziała, nie spodziewał się że usłyszy dzisiaj te słowa. Chwycił jej dłoń i pocałował czule.
- Tak bardzo sie cieszę - powiedział i dotknął jej włosów. Była bardzo atrakcyjną kobietą, mimo swoich trzydziestupięciu lat. Czarne kręcone włosy opadały jej na plecy, a brązowe oczy wydawały się wprowadzać człowieka w trans, kiedy patrzyła nimi tak jak teraz: uważnie, w skupieniu. Miała bardzo delikatne dłonie i długie, pomalowane na czerwono paznokcie. Nie mogł się powstrzymać od powiedzenia jej że wygląda ślicznie. Pachniała jego ulubionym perfumem J'adore od Christiana Diora, którego kupił jej na urodziny.
- Mam nadzieję że między nami się ułoży - dodała po chwili, ściskając mocno jego dłoń, po czym zapytała:
- Mógłbyś mi teraz zamówić Big Maca i podwójną porcję frytek. Jestem głodna jak wilk.
---- Było kwadrans po dwudziestej pierwszej, kiedy zaparkowal swoje bązowe volvo przy starej odrapanej kamienicy na ulicy Matejki. Przez chwilę myślał że zgubił klucze od mieszkania, bo nie mógł ich znależć w żadnej z kieszeni, ale kiedy wrócił się do samochodu, aby tam poszukać, zobaczył że leżą na desce rożdzielczej nad kierownicą. Wieczór był bardzo gorący i duszny, ale na niebie zawisły ciemne chmury zwiastujące deszcz. "Nareszcie" - pomyślał Dawid i wszedł na klatkę schodową. Tutaj niewątpliwie było chłodniej i przez chwile stał w bezruchu, napawając się owym przyjemnym uczuciem.
- Kiedy wszedł na trzecie, zarazem ostatnie piętro, duchota stała się nie do wytrzymania. Otarł pot z czoła i zaczął przekręcać zamek w drzwiach. Wtedy dostrzegł że skrzydło drzwi jest podrapane, jakby ostrymi pazurami na samym dole, zaraz nad posadzką. Przykucnął i oszacował głębokość zadrapania. Było naprawde spore, długie na dobre cztrerdzieści centymetrów i głębokie na conajmniej półtora. "Kto mógł coś takiego zrobić" - zastanawiał się przez chwilę, po czym wstał i odkluczył całkowiecie zamek. Coraz więcej spraw było niezrozumiałych. Czuł przeszywający ból głowy i wydawało mu się że zaraz zwymiotuje.
- Wszedł do mieszkania i udał się do kuchni po szklankę zimnej wody mineralnej. To nie pomogło. Nachylił się nad zlewem i zwymiotował hamburgerem, oraz sokiem pomarańczowym.
- Kurwa - wymamrotał i odkręcił kurek aby opłukać twarz.
- Chwiejnym krokiem udał się do sypialni, gdzie wygniecione prześcieradło z szarą plamą leżało bezwładnie na łóżku, razem z poduszką i kołdrą. Na ścianie wisiało oprawione w srebrną ramkę zdjęcie Anity czarująco uśiechającej się do niego. Za nią mienił się w śłońcu warszawski hotel Marriot. Fotografia została wykonana wiosną roku dwutysięcznego podczas ich wspólnego urlopu. Pojechali wtedy do stolicy odwiedzić nieżyjącą już od ponad roku ciotkę Anity. Obok fotografii wisiał czerwono czarny gobelin przedstawiający śpiącego kota, a poniżej gobelinu drewniana kolorowa maska jakiegoś azteckiego demona szczerzyła swoje zęby prosto na Dawida.
- Usiadł na łóżku i zdjął skarpetki. Miał zawroty głowy i znowu zaczynało mu się zbierać na wymioty. Jakos udało mu się podejść do okna i zaczerpnąć świeżego powietrza. Zrobiło się jakby trochę chłodniej i zaczął kropić deszcz.
- Usiadł z powrotem na łóżku i przyłożył palec do szarej plamy. Nie cuchnęła juz tak bardzo jak rano. Włączył telewizor, ale jego dżwięk zaczął go drażnić, wywołując jeszcze intensywniejszy ból głowy. Zgasił go odkładając pilota na dywaniku obok łózka, wzdłuż którego się położył, nawet nie ściągając spodni.
- Zasnął niemal od razu jak zamknął oczy.
- Spostrzegł że stoi na zielonej polanie otoczonej ze wszystkich stron drzewami. Potrafił nawet rozpoznać ich gatunek. Były to olbrzmymie dęby, które swym majestatem i potęgą niemal go przerażały. Ich grube gałęzie wydawały się tworzyć kształt pajęczyny. Były nadwyraz wysokie, zdawały się mieć grubo ponad sto metrów. Co jakiś czas zrywał się silny wiatr, lecz one nawet wtedy pozostawały nieruchome.
- Nagle zagrzmiało. Posępne niebo koloru śliwkowego przecięła błyskawica. Dawid zobaczył jak piorun z przerażliwym hukiem uderza w jedno z drzew przecinając je niemal w pół. Zaczął biec, czując, jak w stopy wrzynają mu się kamienie. Nie miał na sobie butów. Czuł że zamiast trawy z ziemi wyrastają ostre jak szpilki kolce. Zaczął lać deszcz, a niebo nagle poczerniało. W jednej chwili zrobiła się noc. Świszczący wiatr wzmógł się. Biegł przed siebie mając nieodparte wrażenie że goni go jakaś mroczna, drapieżna bestia. Słyszał jej charczący oddech tuż za plecami. W oddali usłyszał skowyt wilka.
- Jego stopy obficie krwawiły, gdy biegł pozostawial za sobą czerwone ślady. Wkraczając w królestwo ogromnych dębów potknął się o wystającą gałąż i upadł, uderzając głową w pomarszczony pień. Krew spływająca po jego czole i policzkach do ust miała gorzki smak. Chciał wstać, ale jego ciało nagle odmówiło mu posłuszeństwa. Nie był w stanie wykonać żadnego ruchu. Leżał bezwładnie na plecach, słysząc teraz wyrażnie charczącą bestię, która stała na czterech kudłatych łapach przed nim.
- Chciał krzyknąć, lecz z jego gardła wydobył się jedynie pisk, jaki wydają głodne szczury. Czuł paniczny lęk przed tym, co miało za chwilę nadejść. Wtedy bestia nachyliła się nad nim. Zobaczył jej ogromne białe kły, wykrzywione na kaształt litery S. Miała żółte jak ropa oczy i cuchnęła odchodami. Deszcz lał nadal jak oszalały, a niebo przecinały błyskawice. Pioruny trzaskały w czubki jednego drzewa po drugim.
- Rozległo się warczenie bestii, która stanęła przednimi łapami na ciele Dawida. Nic nie poczuł, był kompletnie sparaliżowany. Stwór nie przypominał żadnego znanego mu zwierzęcia. Był czarny, groteskowo wielki i wpatrywał się martwo w twarz przerażonego Dawida. Z czarnego jak sama śmierć pyska kapała piana. Jego ostre i długie, jak sztylety pazury wbijały się Dawidowi w brzuch. Trysnęła fontanna krwi. Kreatura rozcięła skórę od żeber, aż do krocza. Dawid nie czując bólu mógł zobaczyć, jak bestia wyżera jego wnętrzności. Jej pysk lśnił krwią, która mieszała się z pianą i spływała prosto w rozdartą jamę brzuszną.
- Potwór wydawal się usmiechać.
- Nagle poczuł przeszywający każdą cząstkę ciała ból, jakiego nigdy wczęśniej nie doświadczył. Mógł się poruszać, lecz na niewiele się to zdało. Kiedy użył resztek swych sił, aby wyswobodzić się z piekielnych szponów bestii, jej pazury wbiły się głęboko w jego wnętrze, czuł jak rozszarpują żołądek, jak tną wątrobę, dwunastnicę i jelita. Potem zanurzyła w nim swój włochaty pysk i jednym szarpnięciem powyrywała trzewia, trzymając je przez kilka sekund między kłami, po czym usniosła łeb do góry i przełknęła swoją zdobycz.
- Obudził się zlany potem, gwałtownie siadając na łóżku. Był pewien że wcześniej krzyczał, gdyż bolało go gardło.
- Co za koszmar - wybełkotał i spojrzał na zegarek. Była 2:10. Spał dobre cztery godziny. Musiał się bardzo miotać podczas snu, gdyż zarówno kołdra, jak i poduszka leżały na podłodze, a prześcieradło zwinięte było w kłębek.
- Wstał i chwiejnym krokiem poszedł do łazienki. Stanął przed lustrem i spojrzał na swoją niewyspaną twarz. Miał podkrążone oczy i potargane włosy. Odkręcił wodę i opłukał twarz, następnie przyłożył usta do kranu i napił się. Mimo, iż nie bolała go już głowa, czuł nadal zmęczenie i otępienie. Wytarł mokrą twarz ręcznikiem i opuścił łazienkę, udając się z powrotem do sypialni, gdzie zapalił światło i sprawdził, czy nikt nie zostawił żadnej wiadomości na jego telefonie komórkowym.
- Położył się przecierając zaspane oczy dłońmi. Słyszał padający za oknem deszcz i co jakiś czas silnik przejeżdzającego samochodu.
- Kiedy zaczął zastanawiać się nad koszmarem sennym stwierdził że niewiele z niego pamięta. Widział tylko straszliwą bestię stojącą na nim przednimi łapami, oraz jej oszałamiająco długie kły. Czuł jednak jeszcze lęk, a jego plecy przeszywały lodowate dreszcze. Było mu zimno.
- Wtedy usłyszał kroki w przedpokoju. Znieruchomiał. Odwrócił głowę w kiernku drzwi od sypialni i ujrzał w nich Anitę. Stała w progu uśmiechając się do niego.
- Anita. - spytał niepewnie, podtrzymując kołdrę wysoko przy szyii.
- Anita weszła do sypialni i podeszła do niego, po czym pocałowała go w usta.
- Tak Dawidzie, zdecydowałam się spędzić tę noc już z tobą.
- Gdzie masz torby z ubraniami. - zapytał, niepewnie spoglądając żonie w oczy. Była ubrana w czarne dżinsy i golf, który jednak od razu zdjęła i Dawid zobaczył że pod spodem ma jedynie stanik.
- Po torby pojadę jutro, jestem już spakowana, jednak chciałam jak najszybciej tu przyjechać.
- Co się stało ?
- Stęskniłam się - odparła, odkładając swój golf na oparciu niewielkiego skórzanego fotelika w którym zawsze przesiadywała i czytała książki.
- Zaparzyć ci herbaty. - Dawid niezdarnie wstał z łóżka i dość niepewnie oczekiwał odpowiedzi, która padła natychmiast:
- Nie, dzięki, piłam kawę przed wyjazdem od mamy - po czym dodała - Boże, jak tu gorąco, kiedy tu ostatnio wietrzyłeś. - podeszła do okna i otworzyła je szerzej.
- Wszystko w porządku. - Dawid nie wiedział co ma powiedzieć, bardzo zaskoczyła go swoją obecnością i czuł nawet lekkie skrępowanie.
- Oczywiście że wszystko w porządku, skarbie. Za to ty wyglądasz na dość zmęczonego. Nie mam nic przeciwko, abyśmy od razu położyli się do łóżka - wypowiadając te słowa odpięła guzik w spodniach, rozpięła zamek i zwinnie je ściągnęła. Zaskoczył go widok, jaki rzucił mu się w oczy. Nie miała na sobie majtek, a wzgórek łonowy był perfekcyjnie wygolony.
- Podeszła do niego i owinęła swoje ręce wokół jego szyi.
- Bardzo tęskniłam i nie mogłam doczekać sie tej chwili - wyszeptała, zaczynając powoli odpinać guziki koszuli w której spał. Pachniała perfumami Diora. Dawid cały czas myślał o tym, co przytrafiło się poprzedniej nocy. Był poddenerwowany.
- Anita zdjęła z niego koszulę, po czym na chwilę odwróciła się, aby odłożyć ją na fotelu. Wtedy Dawid zobaczył jej kształtne pośladki. Nic z pomiędzy nich nie wystawało, żaden czarny, kudłaty ogon. W dodatku czuł podniecenie i chęć kochania się z nią.
- Kiedy odpinała mu spodnie, jęknął. Dotykała delikatnie skóry na jego udach i pieszczotliwie drapała po brzuchu. Sciągnęła mu majtki i chwyciła w dłoń jego twardniejącego penisa. Pociarała go i głaskała, aż wkońcu stwardniał jak kamień, wtedy włożyła go sobie do ust i zaczęła ssać.
- Prawie krzyknął z rozkoszy. Widok Anity spoglądającej na niego figlarnie i jednocześnie trzymającej jego członka w ustach podniecał go do granic wytrzymałości. Pomyślał że jeszcze chwila i się spuści, ale w tym momencie wyciągnęła penisa z ust i cały czas trzymając go w dłoni usiadła na łózku. Dawid podniósł ją, całując jej szyję poczuł jak oplata go nogami i wkłada sobie jego przyrodzenie głęboko do pochwy. Kochali się przez chwile na stojąco, po czym opadli na łóżko gdzie Anita rozsiadła się na nim i zaczęła go ujeżdżać.
- Słyszał jak jęczy z rozkoszy i jak pokrzykuje. Jej piersi unosiły się i opadały w rytm, jaki im nadawała. Co chwila odrzucała włosy do tyłu i przygryzała wargi. Poruszała sie szybko i bardzo nierównomiernie. Dawid nie wykonywal niemal żadnego ruchu. Czuł nadchodzący orgazm. Scisnął jej piersi i wiedział że za kilka chwil eksploduje w nią gorącym strumieniem spermy.
- Spojrzał raz jeszcze na twarz swojej żony i krzyknął przerażony, widząc jak z jej ust kapie ślina. Roześmiała się. Zabrzmiało to bardziej jak skowyt. Odepchnął ją z całych sił, ale była silniejsza od niego. Szrpnęła jego ręce rozkładając je za głową. Zobaczył że jej szczęka wyposażona była w ostre jak u rekina zęby. Takie zęby widuje się niekiedy w programach telewizyjnych, przedstawiających życie ludzi z buszu. Piłują je sobie, aby były ostre i wyglądały drapieżnie.
- Był przerażony. Ciało Anity na jego oczach zaczęło pokrywać się ciemną sierścią. Po całym pokoju rozsniósł się ochydny zapach łajna, który Dawid czuł już wcześniej. Nie mogąc wykonać najmniejszego ruchu, zaczął wierzgać nogami, próbując zrzucić Anitę z siebie, ale bezskutecznie. Znowu się skrzekliwie rozesmiała, jej oczy zmieniły kolor. Były złowieszczo żółte. Tak samo, jak oczy stwora, który przyśnił się Dawidowi niedawno. Przpomniał sobie, co się w tym śnie działo. Wrzasnął.
- Poczuł ból przeszywający jego całe ciało od stóp, aż do głowy. Anita machnęła gwałtownie dłonią wyposażoną teraz w długie, ostre szpony wbijając je w klatkę piersiową Dawida. Zawył. Wiedział że jeśli teraz czegoś nie zrobi że jeśli nie uda mu się oswobodzić, to zabije go. To nie był sen, to nie był koszmar. Jego własna żona przypominała bestię rodem z piekła. Była teraz cała pokryta sierścią, a jej oczy wydawały się świecić.
- Szarpnął gwałtownie prawą ręką i poczuł że puściła go. Momenatalnie, nie zastanawiając się nad niczym wyciągnął dłoń w kierunku pilota leżącego obok łóżka. Pochwycił go i zamachnął się, wbijając przedmiot prosto w oko kreatury, z którego zaczęła sączyć się żółtawa ciecz. W całym mieszkaniu rozległo się głośne wycie, a potem przejmujący kwik, jaki wydaje zarzynana świnia. To stwór zawył wymachując łbem. Przez chwile miotał się po łóżku z telewizyjnym pilotem, tkwiącym głęboko w jego oku, po czym najpierw uderzył całym cielskiem o ścianę, a potem z furią w błyszczących ślepiach niespodziewanie wyskoczył przez otwarte okno.
- W jednej chwili zapanowała mącona jedynie szaleńczym biciem serca Dawida cisza. Uniósł się z łóżka czując przeszywający jego krwawiącą klatkę piersiową ból. Rana nie była głęboka, ale wymagała natychmiastowego opatrunku. Spojrzał na nią i zobaczył trzy krwawiące szramy, jakie zadał mu stwór swymi ostrymi jak noże pazurami.
- W końcu udało mu się wstać z łózka. Był nagi i przerażony. Kiedy wyjrzał przez okno zobaczył szarą ulicę i mijających się ludzi. Było juz jasno, co bardzo go zdziwiło. Od momentu, kiedy obudził się z koszmaru minęło ładnych kilka godzin. Wynikało z tego że kochali się conajmniej przez godzinę, albo i dłużej. Kiedy spojrzał na swoją komórkę zobaczył że przed chwilą minęła siódma. Już dawno powinien być w pracy. Zobaczył także że otrzymał sms-a od Marka z pytaniem, czy wszystko w porządku i informacją że nie musi dzisiaj pojawiać się na komisariacie. Zerknął na przychodzące połączenia i dostrzegł numer telefonu Anity. Na ekraniku widniała dzisiejsza data i godzina 6.17, co oznaczało że dzwoniła do niego niedawno.
- Trzęsący się z zimna patrzył z lekkim niedowierzaniem na swój telefon, po czym rzucił go na łóżko i podszedł do wielkiej drewnianej szafy, stojącej w przedpokoju. Otworzył ją i od razu ujrzał w niej czarną berettę 96, leżącą na górnej półce. Wziął pistolet do ręki i zaczął rozglądać się za nabojami, gdyż magazynek był pusty. Chwilę póżniej broń była już nabita i leżała w salonie obok łóżka, a Dawid uśmiechnięty, martwo wpatrujący się w czarny ekran wyłączonego telewizora czekał, aż nadejdzie kolejna noc.
---- Równo w południe zadzwięczał telefon stacjonarny. Dawid posniósł słuchawkę i przyłożył ją sobie do ucha:
- Strzałkowski - rzucił.
- Kochanie, będę dzisiaj około dwudziestej, spakowałam już swoje rzeczy.
- To była Anita. Odruchowo zacisnął pięśc i odparł:
- Zatem czekam na ciebie.
- Szczerze mówiąc nie myślałam że zastanę cię o tej godzinie w domu. Co porabiasz. Nie jesteś dzisiaj w pracy.
- Dzisiaj mam wolne.
- To dobrze, bo będziesz wypoczęty wieczorem - powiedziała i cichutko się zaśmiała.
- O tak - odparł pewnie - będę dzisiaj bardzo wypoczęty - spojrzał jednocześnie na leżącą na stoliku, połyskującą berettę.
- Jak się czujesz. Masz bardzo przemęczony głos - spytała nagle Anita. Gdzieś w oddali Dawid usłyszał głos jej matki, jak mówi córce że jest niespełna rozumu, iż postanawia do niego wrócić.
- Wszystko w porządku kochanie, pozdrów mamusię.
- Mama twierdzi że nie powinnam wracać do ciebie, wiesz jaka ona jest, bardzo się zawsze troszczyła o mnie, ale ja wiem że chcę wrócić. Bardzo mi ciebie brakuje. I wiem że teraz już wszystko się ułoży, czuję to. Mam dobre przeczucia, stęskniłam się za tobą.
- Dawid nie chcąc przeciągać dłużej rozmowy, rzekł spokojnie:
- Na pewno się ułoży. Zatem do zobaczenia wieczorem, będę czekał na ciebie.
- Jesteś jakiś spięty, słyszę to - powiedziała z nutką niepewności w głosie, ale Dawid upewnił ją że czuje się dobrze i że nigdy nie czuł się lepiej.
- Czekam na ciebie - powtorzył i rozłączył się.
- "Odstrzelę ci łeb" - pomyślał i poszedł do łazienki. Zrobił sobie opatrunek z gazy nasączonej wodą destylowaną. Z początku strasznie piekło i szczypało, ale kiedy naklejał ostatni kawałek plastru na swojej podrapanej klatce piersiowej, poczuł ulgę.
- Myślał o żonie. Była bestią. Chciała go zabić. Nie pojmował tego. W drodze do kuchni znowu zadzwonił telefon wyrywając go z rozmyślań na temat planu dotyczącego kolejnej nocy. Tym razem załatwi sprawę raz na zawsze. Ta myśl trochę go przerażała, ale wiedział że podejmuje słuszną decyzję.
- Dzwonił komendant z zapytaniem czy wszystko u niego w porządku.
- Tak, komendancie, bardzo dziękuję, czuję się lepiej.
- Pamiętaj że jeśli będziesz potrzebował więcej odpoczynku nie wahaj się. Potrzebujesz odprężenia.
- Prosze się o mnie nie martwić, jutro będę gotów, aby wrócić do pracy - po drugiej stronie usłyszał trzask, po czym komendant odezwał się:
- Moja żona również mnie zostawiła na jakiś czas, co prawda było to dawno temu, ale wiem, jak się wtedy czułem.
- Dawid poczuł lekkie zdenerwowanie. Marek musiał opowiedzieć komendantowi o jego sytuacji. Nie był tym faktem uradowany. Miał tylko nadzieję że jak wróci do pracy, nie okaże się że wszyscy wiedzą już o nim wszystko. Zastanawiał się, co ma odpowiedzieć:
- Dziękuję za pocieszenie, komendancie - odparł - to bardzo miło że pan dzwoni, ale jestem pewien że jutro pojawię się w pracy.
- W takim razie życzę miłego dnia i do jutra.
- Jeszcze raz dziękuję.
- Odłożył słuchawkę na widełki i przez chwilę stał w przedpokoju z rękami w kieszeniach spodni. Myślami był już gdzie indziej, trzymał w ręku czarną berettę i celował nią w bestię.
---- Kiedy minęła 19:00, przebrał się w czyste białe dzinsy i jasną koszulę od Perre Cardin, którą lubił najbardziej ze względu na jej delikatność i idealny krój. ogolił się i spryskał Old Spicem, po czym udał się do sklepu po kilka butelek piwa. Kiedy wrócił, otworzył jedno i upił trochę bezpośrednio z butelki. Z każdą kolejną mijającą minutą był coraz bardziej spięty. Oczekiwał.
- Już jutro wszystko wróci do normy. Albo nie wróci nigdy. Myślał o swojej żonie, która w jakiś dziwny sposób zamieniła się w żywego potwora. Miał w pamięci chwile, kiedy spędzali ze sobą mnóstwo czasu jako małżeństwo. Teraz nie mógł zrozumieć ogółu zaistniałej sytuacji. Prawie go zabiła. Przyłożył dłoń do klatki piersiowej. Kipiał w nim gniew, prawie furia. Czuł, jakby jakaś niewidzialna siła tkwiła w nim i manipulowała jego osobą. Jakby ktoś myślał za niego i namawiał go do najgorszego.
- Wziął do ręki pistolet i jeszcze raz sprawdził czy jest naładowany. Był. W magazynku znajdowało się dziesięć kul.
- Zatem był bezpieczny. Odstrzeli jej głowę. Potem będzie się zastanawiał, co zrobi z ciałem.
- Znowu odniósł nieodparte wrażenie jakby coś ciężkiego znajdowało się w jego głowie i cały czas podpowiadało mu, co ma robić. Nawet wydawało mu się że usłyszał jakiś szept, ale wytłumaczył sobie że to nerwy. Był mocno przestraszony tym, co niedługo się stanie, a jednocześnie zdeterminowany i gotowy na te chwile.
- Za oknem niebo robiło się coraz ciemniejsze, prawdopodobnie kropił deszcz.
- Dawid spojrzał na wiszący na ścianie potężny zegar. Takie zegary spotyka się w wielkich mrocznych domostwach. Wykonane z solidnego drewna prawie odstraszją samym tylko kształtem i głośnym dudniącym tykaniem. Zegar w salonie Dawida nie wydawał żadnych dzwięków. Wskazywał obecnie godzinę 19:46, a długa cieńka wskazówka pokazaywała szaleńczo upływające sekundy.
- Znowu usłyszał szepty gdzieś we wnetrzu swojej głowy. Były głośniejsze i wyrażniejsze, ale Dawid nadal nie potrafił zrozumieć słów. Czyżby to jakiś znak. - pomyślał. Niewątpliwie coś wisiało w powietrzu, coś ciemnego i złowrogiego.
- Upił jeszcze troche zimnego budweisera, po czym odłożył butelkę na stolik i spojrzał na błyszczącą berettę. Od tej chwili postanowił juz jej nie odkładać. Sciskał pistolet w dłoni tak mocno, aż zaczęły go boleć kłykcie palców.
- Był coraz bardziej spięty, a zarazem żądny krwi.
- W tym momencie usłyszał, jak drzwi od jego mieszkania otwierają się. Ktoś wszedł do środka i była to Anita. Usłyszał dzwięk obcasów na parkiecie.
- Czesć kochanie, już jestem - powiedziała zamykając za sobą drzwi - Jutro jeszcze pojade do mamy po reszte rzeczy, nie zdołałam zabrać wszystkiego.
- Weszła do salonu i uśmiechnęła się:
- Bardzo się cieszę że tu jestem. Bardzo za Tobą tęskniłam - podeszła do niego, ale odsunął się.
- Co się stało. - zdziwiła się.
- Nic takiego, wszystko wporządku - odparł, trzymając pistolet za plecami.
- Spojrzała na niego ostentacyjnie przymrużając prawe oko.
- Jesteś jakis dziwny, co tam trzymasz za plecami . - zdjęła swój biały sweterek i wtedy zobaczyła że obok łóżka leży czarny damski golf, damskie spodnie oraz stanik.
- Mam coś dla ciebie - rzekł nieznacznie się uśmiechając. Zadzwonił jego telefon komórkowy, ale nie odebrał.
- Co to za rzeczy. - spytała podnosząc jedwabny stanik, po czym rzuciła go na łóżko - czyżbym przyszła nie w pore ?
- Ależ skąd, przyszłaś w samą pore, nie poznajesz tego stanika. - skrzywił sie.
- Wybacz, ale nie, chyba jednak moja matka miała rację, ty sie nie zmienisz - zobaczył jak z jej policzka spłynęła jedna krzycząca ciszą i żalem łza. "Niezła z niej aktorka" - pomyślał i skrzywił się jeszcze bardziej.
- Och daj spokój i zachowaj sobie takie gadanie na póżniej, chociaż powiem Ci że nie będzie żadnego "póżniej".
- Wycelował w nią pistolet i z satysfakcją wypisaną na twarzy dodał:
- Nie wiem kim jesteś i gówno mnie to obchodzi, ale teraz nadszedł twój koniec.
- Co ty wyprawiasz, do cholery. - Anita spytała z przerażeniem, ale nagle głos utkwił jej w gardle, bo rozległ się strzał. Kula trafiła w jej głowę, która dosłownie eksplodowała. Trysnęła krew. Jasna koszula Dawida zbruzgana była cała prawie czarną krwią, podobnie z resztą jak twarz. Anita stała przez chwilkę na równych nogach jak duża lalka, której przed chwilą ktoś wyrwał głowę, po czym runęła na podłogę, zdobiąc krwią jasnozielony dywan.
- Zobaczył na nim różowawe kawałeczki mózgu, spojrzał na martwe ciało, a potem wystrzelił ponownie, tym razem w plecy.
- Zapanowała cisza.
- Patrzył z ogromną satysfakcją na ciało dopóki nie odwrócił się. Wtedy pomyślał że chyba śni najokropniejszy koszmar w swoim życiu, zrobiło mu się słabo, ale nie upadł.
- W salonie szczerzyła do niego swoje ogromne kły bestia. Miała ludzki kształt i mógł przysiąc że przypominała Anitę. Jej ciało porastała czarna jak smoła sierść, a ogromne żółte ślepia lśniły złowrogo. Zobaczył również że między jej pośladkami falował długi gruby, szczeciniasty ogon.
- Krzyknął i wystrzelił.
- Kula wbiła się w ramię bestii, która zawyła donośnie, po czym rzuciła się na otępiałego Dawida. Zdąrzył ponownie wystrzelić i tym razem trafił stwora w głowę. Huk ogłuszył go i kiedy odzyskał pełną świadomość zobaczył że pozbawił piekielnego przeciwnika połowy pyska.
- Stwór patrzył teraz na niego martwym wzrokiem, miał szczękę całkowicie na wierzchu, spływała z niej ślina i krew. Jeden z kłów był złamany.
- Strzelił po raz kolejny, Potem jeszcze raz, dopóki sierściaste ciało nie osunęło się na podłogę. Wtedy stanął nad nim i wymierzył broń prosto w klatkę piersiową kreatury. Niestety, nie miał więcej naboi w magazynku.
- Zbryzgany krwią odrzucił berettę na łóżko.
- Zadzwięczał telefon. Podniósł słuchawkę i natychmiast usłyszał:
- Co tam się kurwa u ciebie wyprawia, już trzecia osoba dzwoni i mówi że słyszy strzały ! Jedzie to ciebie Marek i Sebastian, co ty wyprawiasz.
- Dawid nie odzywał się przez kilka sekund. Wyglądał jakby przed momentem opuścił rzeżnię. Zakrwawiona słuchawka wypadła mu z rąk i trzasnęła o podłogę. Poczuł ból. Upadł na dywan i wykrzywił twarz w grymasie cierpienia. Jego oczy wydawały się wychodzić z orbit.
- Pękała mu głowa i miał wrażenie że za chwilę straci przytomność. Słyszał, jak jego serce łomocze mu w klatce piersiowej, oraz głos komendanta dochodzący z leżącej na podłodze słuchawki:
- Dawid. Do cholery, co się tam dzieje. Dawid. Halo. Dawid ? ...