Eteryczna opowieść

Czekałaś na mnie jak odkładana rozmowa
— Jak plama zakrzepłej krwi.
--- ETERA siedziała przed komputerem. Z prawą ręką na myszce i lewą ręką na myszce przeczesując swoją szkatułkę, mogła tak przesiadywać godzinami podczas czytania i pisania.
— Z wielką ochotą robiła to codziennie, mimo że mama często niespodziewanie zaglądała do jej pokoju.
-- Może herbaty ?
— Mamo !
--- Każdy mój dzień jest podobny, bezpieczny. Natychmiast po powrocie z gimnazjum zamykałam się w łazience zrzucałam z siebie wszystkie ciuchy, ubierałam miękkie luźne szorty i czarny bawełniany podkoszulek. Mogłam tak paradować po kuchni, po całym domu.
— A latem po ogrodzie.
— Uwielbiała ten powiew buszujący w jej włosach a jeszcze bardziej, gdy bezwstydnie wdzierał się w szorty i muskał tak przyjaźnie.
— Tak przyjaźnie.
— Frywolnie przelatywał na wskroś rozbudzając w niej nadzieje wciąż - niespełnione.
— Nikomu nawet przez myśl nie przeszło, jaką radość sprawiał jej dotyk miękkiej tkaniny z każdym krokiem muskającej pośladki Uda i ulubioną jedwabną puszystość, tuż w samym kroku. Jednak najbardziej lubiła wspinać się po schodach doprowadzało ją to niemal do drżenia.
— Bądź trochę dziewczyną, nosisz ubranie jak ze starszego brata - śmieje się mama.
— Mamo !
— Nie mam brata - a szkoda !
— Tak okrywam moją niespokojną nagość, w pozorne otulenie w pozorną, lecz bezpieczną szatę.
— Idę się uczyć !
— Zamykam za sobą drzwi mojego przybytku.
— Pokój urządzony raczej skromnie.
— Biurko, komputer, regał w nim słowniki encyklopedie. Trochę klasyki.
— Byle jak zasłany tapczan z miękkim pluszowym łosiem.
— Na parapecie dwa kaktusy, no i okno, okno z widokiem, tędy przychodzi i odchodzi moja prawdziwa tęsknota. Codziennie, każdego dnia.
— Jeszcze niedawno mój tapczan porządkowała mama, Gdy zaczynałam dorastać stało się to krępujące.
— Przecież po przespanej nocy mogłam zapomnieć na pościeli maleńki fragment miłego snu, czy też okruch własnej intymności.
-- Siadam wygodnie.
— Zaraz pojawi się życie !
— Mój FLATRON jak kochanek Heloizy niewinny, czysty i bezbolesny.
„ULUBIONE” – ciach, o klepsydra. Zaraz się załaduje.
--- Podciąga wysoko luźną fałdę obu nogawek tak by dłoń, nie budząc żadnych skojarzeń, mogła swobodnie droczyć się, zbliżając to oddalając, wędrować.
— Zawsze uwielbiała takie wędrówki po internetowych stronach, z jednoczesnym odkrywaniem tajemnic, cichych zakątków swojego ciała, siedząc samotnie otoczona półmrokiem zapadającego wieczora.
— Czasem tak myślę czy to nie jest chore ?
--- W wolne dni często spotykam się ze „swoim” chłopakiem
— Kamil. Miły i sympatyczny grzeczny, mądry, interesuje się wszystkim tym co go otacza. Poznałam go bliżej na dyskotece szkolnej.
— Wszystko tam się zaczęło. Wszystko. Nie znaczy tu wszystko !
— Mimo że od tamtego czasu upłynął ponad rok, Kamil jest bardzo nieśmiały.
— Nie to że by milczał, ale jest nieśmiały jako chłopak dla dziewczyny.
— Nigdy nie próbował mnie pocałować. Nigdy nie powiedział że mnie kocha.
— Wielokrotnie widzę dziwność jego w zachowaniu, gdy włóczymy się wieczorami. Niby od niechcenia ściska moją dłoń, dostrzegam wtedy jego zakłopotanie jego wypukłość.
— Którą stara się ukryć.
— Ciekawa jestem czy jest kochankiem niewinnej czystej Heloizy.
— Czy też się dotyka ?
— Od innych chłopaków trzymam się z daleka.
— W naszym gimnazjum tylko Kamil jest bez grzechu ...


* KONIEC *

© Grzesio, 2021.

PoprzedniNastępny

` Strona Główna `