Wyszłam od Mamy. Nie Miałam Najlepszego humoru. Padał deszcz, a Ja Nie Miałam żadnej kurtki. Do tego wszystkiego Czułam w podbrzuszu Znajomy, tęskny Ból. Tak bardzo Cię Pragnęłam. Wściekła na Siebie, że Mieszkam na drugim końcu Polski szłam na Przystanek. Wiedziałam, że tą Tęsknotę mogę Zaspokoić Tylko w jeden sposób, Wiedziałam też, że Znowu pozostaje Mi Tylko Mój gumowy Przyjaciel. * KONIEC *
— Zaczęło być Chłodno, na Rękach Miałam gęsią skórkę. Wsiadłam w autobus i Patrzyłam się w okno. Za Mokrą szybą Przesuwał się obraz ponurych, szarych ulic. Jak zwykle, w niedzielny deszczowy wieczór Miasto było opustoszałe. Wysiadłam z autobusu i Poszłam do tramwaju. na Przystanku Stałą grupka chłopaków, zmierzyli Mnie wzrokiem i Coś Zaczęli gadać. Olałam to. Dopiero, gdy Zaczęli Głośno komentować jak Wyglądam, Dotarło do Mnie co widzą. Mokry podkoszulek przylepił Mi się do Ciała, Podkreślając i Tak dość widoczny Biust. Sterczące Twarde Sutki, które wyraźnie mówiły o Tym, że Mi zimno i że Czuję się samotna, przykuwały wzrok.
— Krótka Spódnica, którą cały czas szarpał wiatr, Nie zasłaniała zbyt Mocno Pośladków. Spuściłam głowę w Dół. "Jeszcze tego by brakowało" Pomyślałam - "żeby ZobAczyli Moje oczy". Wiedziałam, że mógli by tam Zobaczyć Tęsknotę i Pragnienie. Odwróciłam się do nich Tyłem. Z dwojga złego wołałam, żeby patrzyli na Mój Tyłeczek niż na Biust. Deszcz padał coraz Mocniej. W pewnym Momencie Poczułam czyjeś Ręce w talii i Pocałunek na Szyji. Odwróciłam się wściekła. "Rude włosy są, a gdzie smoczyca ? "A, Tutaj !" i dłoń tego bezczelnego Typa sięgnęła po Mój ukochany wisiorek. Podniosłam Zaskoczona wzrok. Mało kto znał określenie "ruda smoczyca". Patrzyły na Mnie Ciemne rozbawione oczy, należące do wysokiego, Dobrze Zbudowanego bruneta. "Radek" szepnęłam "Co Ty Tu robisz".
— Roześmiałeś się. "Nie Tylko Ciebie Znam w Tym Mieście. Przyjechałem wczoraj do kumpla. Szukałem Cię na czacie, ale Cię Nie było, a dzisiaj Uciekłaś Tak Szybko. ".
— Przytuliłeś Mnie do Siebie. Poczułam Twardość Twojej Męskości.
— "Radek, idziecie ?" zawołał jakiś głos. Odwróciłeś głowę w Jego kierunku i odkrzyknąłeś "Moment". Spojrzałeś na Mnie. "Nie wrócisz maleńka Tak Szybko do domu. Idziesz z nami". Popatrzyłam się na Siebie i Spytałam "Tak ? Chyba Muszę się przebrać ?" "Nic Nie musisz. Wyglądasz Świetnie, a zmarznąć Ci Nie dam. " Zaczęłam się śmiać. "Trzymam Cię za słowo".
— Objąłeś Mnie i Poszliśmy do Twoich kumpli. "To jest Ania. Moją Ania" Popatrzyłeś się na nich "I wara". Uśmiechnęłam się. "Cześć". "No To idziemy". Poszliśmy do pobliskiego pubu. Popchnąłeś Mnie w najdalszy kąt loży i sam Usiadłeś koło Mnie, zupełnie Jakbyś Chciał Mnie odgrodzić od innych. Zaczęłam się śmiać. "Nie Wiedziałam, że taki z Ciebie Zazdrośnik". Skrzywiłeś się. "Mogę wypić z kolesiami piwo na spółkę, ale torty zawsze Jem sam. " Kelner przyniósł piwo. Wziąłeś szklankę i Chciałeś Mi nalać. "Wolę z butelki" Wzięłam Swoją Redsika i Otworzyłam. Był chyba zbyt Mocno wstrząśnięty, bo Momentalnie wylała się z Niego piana. Zanim Pomyślałam co robię, Zaczęłam Ją zlizywać. Usłyszałam Jak Głośno Bierzesz oddech. "Niezła Jesteś" Stwierdził jeden z kolesi. Popatrzyłeś się na Niego niechętnie i chyba niechcąco zrzuciłeś Podstawkę od piwa pod stół. "Sięgniesz kotku ?" Spytałeś. "Jasne".
— Schyliłam się pod stół. Zanim się Spostrzegłam, Wyciągnąłeś Swoją zołnierza i Podsunąłeś Mi Go do Ust. W Górze toczyła się normalną Rozmowa, a Ja Lizałam i Ssałam Twój SKARB. Poczułam jak Drżysz. Odsunąłeś Mnie i gęstem Pokazałeś, że Mam wyjść "Nie mogę Go znaleźć. Może Ty Poszukasz ?" Uśmiechnąłeś się i już po chwili Czułam Twój Język jak Wciska się pod Moje koronki. Z trudem Opanowałam Jęk. Drżącymi rękoma Wzięłam papierosa i przypaliłam. Twoi kumple patrzyli się Porozumiewawczo. Udawałam, że Nie widzę ich Uśmiechów. "Radek" Krzyknął jeden "zostaw ten wafelek Jak Go Tak Potrzebujesz, To Ci Załatwię jeszcze drugi". Zaczęli się śmiać. Poczułam Jak Odsuwasz się od Mojej Szparki i Zaczynasz Całować Moje Uda. Byłam już gotowa. Kazałbyś się Położyć Mi na stole, aby Mnie Zerżnąć Tak przy wszystkich, Zrobiłabym to. Zrobiłabym wszystko, Byle Tylko Poczuć Cię w Sobie. Tymczasem Ty Wyszedłeś spod stołu Trzymając ręku Podstawek. "Ten Mi Wystarczy" Powiedziałeś. Spojrzałeś Mi w oczy.
— Twoje spojrzenie wyraźnie mówiło, że ten wieczór dopiero się Zaczyna. Siedzieliśmy Tak gadając i śmiejąc się ze Wszystkimi. Twoje palce Pieściły Moją Szparkę, było Mi coraz goręcej. Nie Wiem co Podniecało Mnie bardziej - To co Robiłeś, czy świadomość, że wszyscy przy stoliku wiedzą co robisz. Położyłam dłoń na Twoim Udzie. Pokręciłeś głową i Szepnąłeś: "Zostaw maleńka, ten wieczór należy do Ciebie. " Dziękowałam Bogu, że włosy Mi już wyschły i Nie widać Mojego rumieńca wypiłam piwo do końca.
— Podniosłam się i przeprosiłam towarzystwo. Przechodząc koło Twoich kumpli Czułam niemalże fizycznie, że Mnie Pragną. Poszłam do Łazienki. Spojrzałam się w lustro. To co Zobaczyłam, trochę Mnie przeraziło. Policzki Mi płonęły, oczy błyszczały Podnieceniem, PIERSIĄTKA Miałam Twarde, a Sutki Mi Stały jak żołnierze na warcie. Pomiędzy Udami Czułam Wilgoć i pożar, Czułam jak Pulsuje Mi Krew w żyłach. Pochyliłam się nad umywalką, żeby obmyć Twarz. Usłyszałam zamykane na klucz drzwi. Nie Zdążyłam się Wyprostować. Ktoś Rozsunął Mi Uda i Wsadził Swój Miecz. Chciałam Krzyknąć, ale Tylko Jęknęłam z ROZKOSZY. Usłyszałam Twój szept "Cicho Maleńka, Tutaj Musimy być Cicho". Pieprzyłeś Mnie Szybko i Mocno. Nasze oddechy były Szybkie, Gorączkowe. Szeptałam "Tak, Tak Radku. jeszcze, Raaaaaaaa". Twoje imię zamieniło się w Jęk.
— W tej samej chwili Poczułam jak Zalewasz Mnie Swoimi Sokami. Nie Wiedziałam gdzie Jestem. Wiedziałam Tylko, że Nie Chce stamtąd wracać. Raj, w jakim się Znajdowałam całkowicie Mnie pochłonął. Wyszedłeś ze Mnie. Odwróciłeś. Spojrzałeś na Mnie zamglonym spojrzeniem. Pochyliłeś się i Zacząłeś Mnie Całować. "Chodź stąd. Idziemy do Ciebie". "A Twoi kumple ?". Uśmiechnąłeś się. "To Nie do nich przyjechałem. ". Wyszliśmy z Łazienki i skierowaliśmy się do wyjścia. Czułam na Sobie rozbawione i Zazdrosne równocześnie spojrzenia.
— Wyszliśmy z lokalu i Poszliśmy w kierunku Mojego Mieszkania. Przystawaliśmy co parę metrów, Całowaliśmy się, a nasze Ręce Błądziły po naszych Ciałach. Czułam Jak Twój wojownik rośnie, gotowy do dalszej walki. Byłam Cała Mokra. Nasze Pożądanie było coraz Silniejsze. Minęliśmy jakąś ławkę. Spojrzałeś się na Mnie, Rozejrzałeś wokoło i Pociągnąłeś Mnie w JeJ kierunku.
— Usiadłeś i Rozpiąłeś Spodnie. Twój rycerz Wyskoczył, nęcąc purpurą Główki i kroplami Nektaru na Jego czubku. Uklękłam przed Tobą i Zaczęłam Go Całować, Pieszcząc Twoje Klejnoty dłońmi. Mój Języczek Zwiedzał każdą Żyłkę, zlizywał krople Nektaru, a Usta Ssały i Całowały Twoją Maczugę. Czułam jak Drżysz. Deszcz padał, ale nawet To Nie było wstanie nas ochłodzić. Podniosłeś Mnie i jednym ruchem ręki zerwałeś ze Mnie Stringi. Wbiłeś Mnie na Swój Gorący, Rozpalony Pal. Zaczęłam Cię Ujeżdżać, a Ty zlizywałeś krople deszczu z Mojej Twarzy i Szyji. Rozsądek był od nas odległy o lata świetlne. Nie obchodziło nas, że w każdej chwili może ktoś tędy przechodzić. Liczyła się Tylko nasza Namiętność. Twoje Biodra idealnie Odpowiadały na Mój ruch. Szaleńcza Jazda po ROZKOSZ trwała i trwała, aż Stało się. ROZKOSZ Jaką wraz, ze Swoim mleczkiem wlałeś We Mnie, Wypełniła Mnie Cała. Przed przymkniętymi oczami Miałam Tylko Ciebie.
— Drżeliśmy oboje, Nie Wiedziałam czy z ROZKOSZY czy dlatego, że deszcz padał coraz Mocniej. Siedzieliśmy tak, Ty na tej Ławce, Ja Na Tobie, czekając, aż Ostygnie Nam Krew. Twój żołnierz Opuścił posterunek w Moich koszarach. Wstaliśmy i przytuleni Poszliśmy do domu...