Historyczno-przygodowe opowiadanie erotyczne

Alan właśnie przygotowywał się do wyjścia na łowy. Był Ciepły, bezwietrzny dzień wręcz wymarzony do polowania. Alan z niecierpliwością Czekał na tę chwilę przez Kilka dni. JeJ Ojciec był Myśliwym, jednym z nielicznych w wiosce Vera. Chłopak był dumny że Ma takiego Ojca z którym liczyli się nawet najważniejsi Mieszkańcy wioski a Chłopak sam Cieszył się dużym poważaniem wśród rówieśników. Jak nakazywała Rodzinna tradycja, Ronn od mała Uczył syna tropienia, garbowania skór, Przygotowania Mięsa, Strzelania z Łuku czy podkradanie się do ofiary i innych przydatnych umiejętności. Chciał jak najlepiej przygotować Go do roli MyśliweGo. Alan Zawsze wyruszał na wspólne polowania z Ojcem dwa Razy w Tygodniu. Miał około piętnastu lat, Ciemne Gęste Włosy Sięgające do ramion, był Dobrze Zbudowany jak na Swój wiek A Jego Piwne, wyraziste oczy i Bystre spojrzenie, Sprawiały iż Wyglądał na nieco starszeGo niż w rzeczywistości. Zawsze był pewny Siebie a Jego Cechą, która Go Wyróżniała Była niezwykła odporność psychiczna. Jego Matka zginęła gdy Miał 10-lat i razem z Ojcem wiele już doświadczyli.
— Alan wręcz Uwielbiał wyprawy Myśliwskie z Ojcem i zawsze czuł motywujący DreszcZ Podniecenia podczas podróży. To Tak Naprawdę zawsze Chciał zostać wojownikiem i Poszukiwaczem przygód. Wiedział że Jego Przeznaczeniem będzie zapewne łowiectwo, Jednak nigdy Nie Stracił nadziei i dużo ćwiczył Nie Tylko Strzelanie z Łuku, ale Także zapasy, rzucanie do celu, walkę wręcz i bronią co Zresztą nieźle Mu Wychodziło. Tym razem Jednak Ta wyprawa Miała Być szczególna, ponieważ Alan wybierał się do lasu bez Ojca, co nieczęsto się zdarzało. Wszystko Wcześniej Dokładnie zaplanował z kolegami. Wszyscy Trzej Mieli spotkać się za Niewielkim Laskiem na Polanie pod dębem – ulubionym Miejscem ich spotkań. W wiosce niewiele było Ciekawej roboty Toteż w Wolnych chwilach wspólnie z Danielem i Gilbertem zwanym Dzikim, wymyślali różne zajęcia i zabawy.
— Chłopcy zdawałi Sobie sprawę z Tego że W lasach w najbliższej okolicy czaiło się wiele Niebezpieczeństw. Wyprawa Była dość ryzykowna, Jednak chłopcy doskonale znaLi okoliczne lasy i Nie sposób było się zgubić a dzicy ludzie zamieszkujący Puszczę i grasujący w lasach nigdy Nie Przekraczali Swoich wyznaczonych granic.
— Vera Była wioską Położoną w południowo-wschodNiej CzęśCi prowincjonalnej wyspy królestwa. Wyspa Ta Była jednym z jedenastu okręgów królestwa. Była niewielka, ale słynęła z DużeGo Zrobióżnicowania zarówno pod względem urzeźbienia Terenu jak i klimatycznym, na Południu od osady Rozciągały się pola uprawne, zdradliwe bagna oraz droga prowadząca do drugieGo co do wielkości Miasta Rohanu, na Północy zaś Znajdował się obszar porośnięty Gęstymi, bukowymi lasami a dalej na Północ Leżały Tereny należące do Dzikich.
— Jeśli wszystko poszłoby zgodnie z planem, Alan wraz z Towarzyszami Mieli sprzedać w Mieście upolowany łup oraz po kiLku wyprawach zakupić za zdobyte pieniądze nową, wymarzoną broń o której Alan zawsze Marzył a Że O TeJ porze roku w lesie roiło się od zwierzyny, Nie było mowy aby Coś poszło Nie Tak.
— Hej, Daniel, Krzyknął Alan, Jesteś gotowy ?
— Tak, ale za To Ty się Spóźniłeś ! Czekamy Tutaj z Dzikim już od paru Ładnych chwil.
— Nagle zaszeleściło Coś wysoko Na drzewie. Alan Dostrzegł Jakiś ruch w koronie dębu. Odruchowo Złapał za Łuk i przyjął Pozycję do oddania Strzału.
— Eejj To Tylko Ja spod Gęstych, zielonych liści wyłonił się Młody Szczupły chłopak. Był dość wysoki, Miał długie kończyny i Obfite owłosienie i trochę Przypominał małpę. Dziki zawsze Lubił wspinać się na Różne wysokie Obiekty.
— No Dobra, złaź z Tego drzewa i wyruszamy, Nie Ma się co ociągać Odparł Alan i w Tym samym Momencie parę metrów od chłopców zza krzaków na Polanę Weszła Szczupła, niewysoka osoba. Pewnymi Ruchami ścinała krzaki zagradzające JeJ drogę. Oczy chłopców od razu Skierowały się w JeJ stronę.
— Misza, co Ty Tutaj Robisz ? Wykrzyknął zdziwiony Alan. Wiedział że Dziewczyna Chciała iść z Nimi na wyprawę i Nie Miał zamiaru brać JeJ Ze sobą. Nie Cierpiał Robić Za Niąńkę i Nie Miał Ochoty dzielić się Z Nią łupami. Tym bardziej że las To nie Miejsce Dla dziewcząt.
— Chodźmy chłopaki, idziemy zbierać Te jagody póki Jeszcze słońce jasne i do Tego Potrzebna wam broń ? Odpowiedziała Zdecydowanym dziewczęcym głOsem. Miała długie kasztanowe Włosy, gładką, Opaloną cerę i Piękną, nieskazitelną Twarz, na dodatek Była Całkiem Atrakcyjna A JeJ Zgrabne, kobiece kształty Skutecznie Przyciągały wzrok chłopców. Sam Dobrze wiesz że strzelam z Łuku celNiej nawet od Ciebie. Idę z wami ! Sami się Przekonacie jak Pierwsza Ustrzelę ofiarę, w JeJ głosie słychać było nutę irytacji.
— Ha, chyba Sama Nie wierzysz w To co mówisz. Jak pójdziesz z nami To cała zwierzyna z pobliskich lasów Ucieknie prędzej niż zdołasz pomyśleć ! Ironicznie Dołożył JeJ Alan, Chociaż Wiedział że Misza Naprawdę Całkiem nieźle Strzela z Łuku.
— Taak ? Widzę że wątpisz w Moje Możliwości. Zróbmy zawody łucznicze. Jeśli wygram To idę z wami, jeśli Nie, To więcej Nie będę zawracać wam głowy.
— Nie Ma sprawy Odparł cwanie Dziki, który z pewnością Miał najpewniejsZą Rękę z nas wszystkich. Możesz Strzelać Pierwsza.
— Nie. Ja To Załatwię. Alan Chociaż Nie był pewny wygranej, To chciał Udowodnić Mi Swoją Rację w każdej sprawie. W Jakiś sposób satysfakcjonowało go, gdy wykorzystywał okazję aby JeJ dopiec. Alan zawsze Lubił ryzyko.
— Noo Dobra skrzywił się Dziki, ale jak przegrasz To Ty dzielisz się Z Nią Swoją CzęśCią łupu a więc o To chodzi ? Mogłam się domyśleć że nie macie zamiaru się dzielić. OK. Pierwszy Raz Nie Muszę, zgoda - Przerwał JeJ bez namysłu Alan, Chociaż sam Nie Wiedział do Końca dlaczego. Może wyprawa będzie Ciekawsza w czwórkę, ale najpierw musisz wygrać ze Mną zawody. Uśmiechnął się ironicznie Jakby był pewny wygranej.
— No i Stało się. Obydwaj oddaLi na zmianę po trzy Strzały do drewnianej, zawieszonej Na drzewie Tarczy. Misza uzyskała Minimalnie lepszy wynik i Sama Wydawała się Być nieco Zaskoczona wygraną, Jednak Nie kryła SwojeGo zadowolenia, wszyscy czterej przemierzali las, podążając za tropem zwierzyny. Dużo czasu Minęło odkąd opuścili wioskę i zeszli z bezpiecznej ścieżki prowadzącej do pobliskich wiOsek. Rozmowy ucichły już Jakiś czas Temu i wszyscy w Milczeniu i skupieniu podążali za Alanem. Zmęczenie i zniecierpliwienie coraz bardziej dawały się We znaki. Alan uważał że Trop był jeszcze świeży i jeśli zachowają Ostrożność To niedługo powinni Zobaczyć samice Daniela lub NiewielkieGo samca. Mimo obaw chłopców Misza Nie narzekała i Nie ględziła zbyt wiele. Teraz Wystarczyło już Tylko czekać aż znajdą zwierzynę i oddać celny Strzał, ale wytropić i Ustrzelić jelenia To jedno a dociągnąć do wioski dziewięćdziesięciokilogramowe Zwierzę To już Całkiem inna sprawa, ale już kiedyś Taka akcja się Udała, więc Uda się i drugi raz.
— Jest. Szepnął Alan Pokazując Ręką Widzicie ? Zaczynamy !
— Wszyscy Przykucnęli i przygotowali Łuki do Wystrzałów. Dziki zakradną się od drugiej strony otaczając ofiarę i Dyskretnie Wdrapał się Na drzewo. Nieświadomy Niebezpieczeństwa Daniel przeżuwał spokojNie Trawę. Był To Młody samiec z Niewielkim porożem. Jako Pierwszy oddał Strzał Daniel niemal równocześnie z Alanem. Strzała Daniela Minimalnie chybiła Celu i wystraszyła jelenia, Jednak Alan Trafił w samą PIERŚ. Następnie Strzała Miszy przebiła JeJ Udo. Jeleń Nie Upadł od razu, lecz zszokowany podjął próbę ucieczki. Kulejąc Zaczął biec w przeciwną stronę. Nagle, niewiadomo z której strony nadleciała Strzała Przebijając krtań ofiary i kładąc Ją Na ziemię.
— Świetna Robota Oświadczył Zadowolony Dziki, takiej akcji dawno Nie Widziałem.
— Tak. I co Nie było aż Tak źle, prawda ? Misza także Wydała się Być usatysfakcjonowana.
— Teraz trzeba przywiązać To i przytargać do wioski. Będzie Ciężko, ale damy radę. Poza Tym Słyszałem że w Mieście, urwał Alan.
— Coś zaszeleściło w krzakach skupiając ich uwagę. Niespodziewanie Szybkim Tempem nadbiegło dwóch dziwnych, Ubranych w wilcze skóry Mężczyzn. To, co najbardziej rzucało się w oczy Była ich Ciemna, brązowa skóra. Obydwaj Mieli linę obwiązaną na barkach i uzbrojeni byli w oszczep i Coś w rodzaju Niewielkiej Maczugi. Pierwszy z nich Podbiegł do Alana i Uderzył Go drewnianą Pałką w głowę. Zaskoczony chłopak Nie Wiedział do Końca Co się dzieje i jak Ma zareagować, Nie Zdążył, więc Uchylić się przed ciOsem i padł bezwładnie na ziemię. Daniel Dostał od drugieGo drzewcem oszczepu pod żebro, zwinął się i Został popchnięty na ziemię. Leżał Tak zwijając się na ściółce. Dziki Zdążył wycelować i Trafił Mężczyznę w prawą PIERŚ. Strzała przedostała się przez Twarde odzienie i utkwiła w Mięśniu Dzikusa. Drugi z nich wytrącił Mu Pałką z Rąk Łuk i zadał Mocny cios w tors. Misza Nie Zdążyła naciągnąć Łuku, bowiem ranny murzyn jeszcze z ułamaną Strzałą w PIERSI, Złapał Ją Obiema Rękoma i wywrócił na ziemię. Był ranny, ale Zdecydowanie Silniejszy od Niej i dużo starszy. Unieruchomił JeJ Ręce i Czekał aż Jego Towarzysz Skończy z Gilbertem. Jednak Przestraszony i osamotniony w walce Dziki Miał już dość. Stał naprzeciwko wysokieGo i SzczupłeGo murzyna w średnim wieku z Pałką w Ręku. Nie chcąc ryzykować Zaczął Uciekać w las. Murzyn Nie przejął się Nim i pomógł koledze związać Ręce unieruchomionej Dziewczynie. Misza szarpała się na wszystkie strony, Jednak bezskutecznie. Murzyn Uderzył Ją Kilka Razy na wpół zgiętą Pięścią w Twarz, aby Ją Uspokoić. Następnie Zarzucił pętlę na Szyję martweGo jelenia i Powoli Ciągnąc Go za sobą, oddaLili się z Miejsca walki razem ze Skrępowanym Miszą, Pozostawiając leżących na ziemi chłopców.
— Alan czuł się okropnie. Wiedział co się Stało, Jednak Nie Podniósł się Wcześniej i Nie zapobiegł Temu a mógł przecież spróbować. Sparaliżował Go strach i Teraz czuł się Odpowiedziałny za To, co się wydarzyło. Nie mógł WybaCzyć Sobie że pozwolił iść Miszy z Nimi. Wszyscy musieli Być śledzeni już od Jakiegoś czasu, bowiem akcja murzynów Była dobrze zaplanowana i bardzo Zdecydowana. Alanowi Zdawało się Wcześniej że Czuł na Sobie czyjeś spojrzenie. Tym razem To oni Stali się zwierzyną i Mieli dużo Szczęścia że dzicy Zostawili ich i odeszli Nie Robiąc im Większej krzywdy. Widocznie uznali ich za Niewielkie zagrożenie, Chociaż z pewnością Zaskoczył ich Strzał DzikieGo i co Teraz Zrobimy ? Spytał Daniel Powstrzymując łzy. Zrobimy To samo co oni. Wytropimy ich i zaatakujemy. Musimy się pośpieszyć i dogonić ich Za Nim dojdą do wioski. Wtedy już ich Nie odbijemy.
— No, ale Ciekawe, dokąd Pobiegł Dziki ? Może wrócił do wioski ? W dwójkę będzie Nam Trudniej. Naprawdę Chcesz iść Za Nimi ?
— Taak a masz lepszy pomysł ? Nie Przekroczyliśmy przecież Stałej granicy Dzikusów. Oni staJą Się coraz bardziej pewni Siebie. Niedługo mogą stanowić zagrożenie dla wioski. Pośpieszmy się lepiej, bo zastanie nas noc.
— Dobra, Tylko Musimy się jakoś lepiej przygotować. Daj Mnie nóż, zaraz Zrobię Sobie oszczep.
— Pewnie, Pokażemy Tym Dzikusom że z nami się Nie zadziera, Powiedział Dochodzący z Góry. To Dziki Znowu wspinał się po drzewach, wróciłeś! No, Taka postawa Mi Się podoba, Odparł Alan i razem w Trójkę poszli za tropem murzynów w końcu usłyszeli Jakieś głosy Dochodzące z daleka zza krzaków. Skuleni chłopcy Ostrożnie skradali się w ich stronę. Alan Przykucnął jeszcze bardziej i Powoli Zbliżał się w stronę dziwnych głosów. Odgarnął Ręką krzaki i Zobaczył Światło oraz trzy Postacie siedzące wokół Niego. Gdy Podszedł nieco bliżej, Dostrzegł iż byli Te dzicy odpoczywający przy żarzącym się ognisku. Rozmawiali Podnieceni o czymś w dziwnym, niezrozumiałym Językiem składającym się z prostych, krótkich Dźwięków. Ich mowa Była prymitywna a zdania krótkie i brzmiały dla Alana nieco śmiesznie. Ciało ofiary Leżało tuż obok ogniska a Misza Była przywiązana długim sznurem do drzewa kilka metrów od ogniska.
— Jeden z murzynów Podszedł do Niej i odwiązał Ją. Drugi z nich Podszedł Ją Przytrzymać i w Tym czasie TeN Pierwszy wykręcił JeJ Ręce do TyŁu i Mocno związał. Stojący naprzeciwko Niej murzyn był najwyższy i najlepiej Zbudowany, był chyba także najważniejszy wśród nich. Położył Rękę na JeJ Obfitym biuście. Włożył Obie Ręce pod Ubranie i Zaczął Masować JeJ PieRSIĄTKA i Ściskać Palcami. Dziewczyna Była Przestraszona, Jednak Nie Miała szans się bronić. Za Chwilę Podszedł do nich trzeci z Dzikusów, TeN który Został raniony przez Gilberta. Wszyscy Trzej Stali Blisko Niej, otaczając Ją i uniemożliwiając JeJ Ucieczkę.
— Mężczyzna Stojący Za Nią Także Wsunął Rękę pod JeJ Ubranie i Włożył Palce w JeJ Krocze, Tak że Dziewczyna aż się wzdrygnęła i zajęknęła. Tymczasem trzeci z nich Zaczął LIzać Ją Językiem po Szyji, Ssać i gryźć JeJ skórę. Biedna Misza Nie Była W stanie nawet protestować. Największy z murzynów opieszale Ściągnął wilCzą skórę i był Ubrany już Tylko w same spodenki. Murzyn Stojący z TyŁu Miał charakterystyczną szramę na Twarzy, Ciągnącą się od leweGo Ucha prawie do Ust, Była To zapewne blizna Po dawnym pojedynku. Z pasją Masował Krocze Dziewczyny i rozciął JeJ spodenki Ostrym, Zrobionym z brązu nożem. Zapewne należał kiedyś do Jakiegoś MyśliweGo. Rozcięte szmaty Osunęły się na ziemię odsłaniając intymne CzęśCi Ciała Dziewczyny. Jego Ręka Coraz bardziej energicznie Wsuwała się do POCHWY. OblIzał Palce drugiej Ręki i Złapał Ją Za Pośladek a następnie Włożył dwa Palce na Raz w Odbyt. Wkręcił Je do końca, Wyciągnął i Powtórzył tę czynność parę razy i Za Chwilę Włożył już cztery Palce. Na JeJ Twarzy widać było przerażenie, wstyd i chęć ucieczki. Ranny murzyn Całujący Ją Po Szyji Złapał Ją Za długie, rozpuszczone, brązowe Włosy i Brutalnie Odchylił JeJ głowę do TyŁu. Ich dowódca zakrzyknął Coś Kilka Razy w ich dziwnym Języku i Ściągnął spodenki.
—— Jego Oczom Ukazał się Ogromny, Wyprężony, Ciemnobrązowy PTASZEK, Mierzący spokojnie ponad 25 cm. Dziewczyna nigdy Wcześniej Nie Widziała CzeGoś takieGo. Człowiek Trzymający Ją Za głowę Przestał Ją LIzać i Pochylił Dziewczynę do przodu. Widząc Wielkiego PTASZKA ZbliżająceGo się do JeJ Ust, Zaczęła szarpać się i Mocno Zacisnęła Usta. Dowódca Uderzył Ją Kilka Razy z pięści po Twarzy i kopnął w Brzuch. Dziewczynka Straciła dech w PIERSIĄTKACH i przez chwilę Nie Mogła zaczerpnąć powietrza a z Nosa poleciała JeJ Cieńka struga krwi. Wielki murzyn Jedną Ręką Delikatnie GłAskał Ją Po Włosach a drugą złapał za Twarz, Naciągając Policzki i otwierając JeJ Usta. Ogromny, Soczysty PTASZEK ledwie Mieścił się w JeJ Ustach. Misza skrzywiła się Tylko i już więcej Nie Próbowała się szarpać. Z JeJ Oczu poleciały łzy. Podczas, gdy ich lider Powoli Wsuwał Go do Ust Dziewczyny. Murzyn ze szramą na Twarzy rozciął resztę JeJ Ubrania, odsłaniając pełne, Jędrne i Kształtne PIERSIĄTKA.
— Chłopcy patrzyli ze strachem, oburzeniem i Podnieceniem Na Całe widowisko, wchodzimy ? Zapytał DzikieGo, Alan.
— Nie. Poczekamy aż bardziej się wczują. Wtedy łatwiej damy Sobie radę i lepiej ich Zaskoczymy.
— Alan Nie mógł Uwierzyć w słowa kolegi. Popatrzył z poirytowaniem Na DzikieGo domagając się wyjaśnień.
— No przecież Sama Chciała iść i Wiedziała że Tu Nie jest bezpiecznie. Poczekamy Trochę, popatrzymy i Wejdziemy w najbardziej Odpowiedniej chwili.
— No może i masz RacJę. Może To Ją CzeGoś w końcu nauczy Włączył się do rozmowy Daniel.
— No Dobra, skoro Tak mówicie To niech Tak będzie, Odparł po Cichu Przekonany Alan i chłopcy powrócili do Podglądania Miszy i murzynów Zabawiających się Z Nią.
— PTASZEK dowódcy Wchodził coraz Głębiej i Mocniej. Ruchami całego Ciała Wsuwał Go do JeJ Ust Tak Głęboko że Misza Zaczęła się już dławić. Rękoma zaś Trzymał Ją Za Włosy i Rytmicznie przysuwał Ją do Siebie i w przeciwnym kierunku. W Miarę jak Wkładał i Wyciągał PTASZKA, Dziewczyna Czuła ogrom JeGo Wielkości i zasmakowała słoneGo Nasienia murzyna. Z Ust Obficie Ciekła JeGo Biała, Ciągnąca się SPERMA. W końcu Mężczyzna wepchał JeJ całego olbrzymieGo PTASZKA w przełyk, Penetrując JeJ Gardło i Powodując iż Misza Zwymiotowała na Jego Krocze aż trudno było Uwierzyć że w ogóle To jest możliwe przy Tych Rozmiarach. Zakrztusiła się i Próbowała zaczerpnąć powietrza, lecz w Tym Momencie murzyn znów wepchał obrzyganeGo jeszcze PTASZKA do JeJ Ust i dalej Wślizgnął Go do Gardła. Tym razem Mocno Trzymał Ją Za głowę a Drugą Ręką za szczękę i Szybkimi, krótkimi Ruchami kopulacyjnymi pchał Ją W Gardło. Dziewczyna Próbowała się Wyrwać, lecz Trzymana Była przez dwóch Pozostałych murzynów. Z oczu Ciekły JeJ łzy i Próbowała Krzyczeć. Oczywiście było To niemożliwe. Murzyn Rżnął Ją Tak przez Przeszło Minutę a potem Obficie Spuścił się JeJ CzęśCiowo do żołądka i Ust a CzęśCiowo na Twarz i Włosy Gestą, Białą SPERMĄ. Mężczyźni PołożyLi Ją Na Plecach na ziemi, obwiązując Ręce z przodu i kładąc Je nad JeJ głowę. Przywiązali także linę do JeJ Rąk a z drugiej strony do drzewa. Murzyn ze szramą na Twarzy Także Rozebrał się do Naga, Przykucnął obok Niej, Usiadł na JeJ Ręce i Położył niewiele MniejszeGo PTASZKA na JeJ Wciąż zaspermioną jeszcze Twarz. Ocierał Go po JeJ Czole, Oczach, Nosie i Ustach oraz Uderzał PTASZKIEM po Twarzy. Ich przywódca Tymczasem Usiadł na JeJ Torsie i Włożył PTASZKA Między Ogromne PIERSIĄTKA. Przytrzymując i Ściskając Sterczące PIERSIĄTKA Rękami z obu stron, murzyn Zaczął Ostro Jeździć PTASZKIEM Między JeJ PieRSIĄTKAMI. Jego PTASZEK był Tak duży że Sięgał JeJ aż do Twarzy i smyrał Ją Po Ustach. Tymczasem trzeci z nich Bawił się JeJ CIPECZKĄ. Masował Ją, Pieścił i Wkładał do Środka sporej średnicy patyk. Zbliżył Swoje Usta do JeJ Krocza i Wysuwając Język Szybkimi Ruchami GłAskał Ją Po POCHWie i wślizgiwał się do Środka. Jedną Ręką Wkładał w JeJ Odbyt cztery Palce, coraz bardziej Go Rozszerzając. Misza Nie Miała już siły Krzyczeć ani nawet błagać ich o To Żeby przestaLi. Zrezygnowała już z próby ucieczki, CzęśCiowo pogodziła się z LOsEm. Gdy najważniejszy Członek grupy Skończył Jazdę, To wepchał w JeJ Ospermione Usta Język, oblizując przy okazji PTASZKA SwojeGo Towarzysza. LIzał się z Nią Przez chwilę a gdy Spostrzegł że Dziewczyna Nie okazuje już oporu, Kazał rozwiązać JeJ Ręce. Murzyn, który Pieścił JeJ CiPECZKĘ Położył się obok Niej na ziemi, Podniósł Ją i Położył na Siebie Tak że Siedziała Mu na Brzuchu patrząc na JeJ Twarz. Rękoma Rozszerzył JeJ Odbytnicę i Powoli Wcisnął do Środka SwojeGo OkazałeGo PTASZKA. Jedną Ręką Masował JeJ CiPECZKĘ, aby przygotować Ją dla NajwiększeGo z nich a widać że Robił To Dobrze, ponieważ na JeJ Twarzy Pojawił się Cień Zadowolenia a nawet nikły Uśmiech. Pełnymi, Rytmicznymi Ruchami Podnosił Środkową część Swojego Ciała i Wkładał PTASZKA Głęboko w Dupę Dziewczyny. MisZa Cała drżała i Była podnoszona do Góry przez ruchy Dzikusa na którym Siedziała. Murzyn z blizną Tymczasem Dobrał się do JeJ Ust, Stojąc Miał pod sobą Twarz kolegi i podobnie jak Wcześniej ich przywódca, Rżnął Ją Mocno przez Gardło. Gdy Skończył i Spuścił się JeJ Na Głowę, przywódca Dzikusów Odsunął Go i Stanął na Jego Miejscu. Przykucnął, Rozszerzając Nogi i jednym Szybkim ruchem Ciała Włożył Ogromnego PTASZKA w POCHWĘ Dziewczynki. Misza zajęczała i Poczuła jak Coś WielkieGo Ociera się o Ścianki JeJ Wąskiej niegdyś CIPECZKI. Tymczasem Dzikus Zlizywał SPERMĘ z JeJ Twarzy a gdy skoczył To wypluł Całe Nasienie do JeJ Ust, niepozwalając JeJ Tego zwrócić. Złapał Ją Mocno za PIERSIĄTKA i gniótł Je, Targał z Całej siły. Posuwana Przez dwóch murzynów na Raz, Dziewczyna Poczuła niewątpliwą Przyjemność i w szale ROZKOSZY Zaczęła wirować Biodrami i całym Ciałem oraz Ujeżdżać leżąceGo Pod Nią Dzikusa. NiespodziewaNie Trzeci z nich zaszedł Ją Od TyŁu, Złapał za Biodra i Próbował wcisnąć PTASZKA do JeJ ZapachaneGo Odbytu. Zajęło Mu To nieco czasu, ale w końcu Udało Mu się rozepchać Dziurę jeszcze bardziej. Teraz wszyscy Trzej Dzikusy Rżnęli Młodziutką Miszę a Ona Tylko już Jęczała z Bólu i ROZKOSZY, której Sama Nie Mogła się oprzeć. Była Tak Rozpalona i Rozepchana do granic Możliwości.
— Dobra, Teraz Wchodzimy. Dziki napręż Mocno Łuk i celuj w głowę. Ja Zdejmę Tego drugieGo i Zostanie Tylko TeN ranny Dzikus. Z Nim Sobie poradzimy.
— Chłopcy zakradli się najbliżej jak Mogli i przyjęli Pozycję do Strzału. Grot Dzikia Wbił się w głowę przywódcy a Alan Zdjął murzyna ze szramą na Twarzy. Jego Strzała Wbiła się Mu prosto w oko i Przeszyła JeGo Mózg na wylot. (…) ...


* KONIEC *

© Grzesio, 2021.

PoprzedniNastępny

` Strona Główna `