Gęsty las był jego przyjacielem. Znał w nim każdą ścieżkę w okolicy, między jego wsią a miasteczkiem, między wsią a ośrodkiem wypoczynkowym FWP nad jeziorem, spory kawałek w drugą stronę też. Potrafił chodzić po lesie bezszelestnie, wiedział która zeschła gałąź zatrzeszczy pod jego stopą, a na której może stanąć bezkarnie i ujdzie mu to na sucho. Dzisiejszego wakacyjnego przedpołudnia dotarł w ten sposób do małej polanki położonej gdzieś między ośrodkiem wypoczynkowym a drogą. Znał to miejsce już wcześniej, ale zazdrośnie nie pokazał żadnemu z kumpli. Z nimi chodził nad rzekę w nadziei, że uda się podejrzeć koleżanki przebierające się w kostiumy. Zresztą w roku szkolnym nie bardzo było po co chodzić na polanę. Ale teraz, w wakacje, ośrodek powoli zapełniał się. Był ciekawy, czy ktoś z letników odkryje to miejsce. Może jakaś apetyczna wczasowiczka uzna, że można się tam bezkarnie opalać bez góry od kostiumu? A może nawet jakaś para będzie ten tego… Na samą myśl o tym namiot rósł mu w slipach.
— Po minięciu znajomego zwalonego buku rozejrzał się, zwolnił kroku i ostrożnie podszedł do kęp gęstych krzewów otaczających polanę. Wiedział, w którym miejscu stanąć, żeby mieć widok na polankę przez lukę między liściastymi gałęziami bez ryzyka bycia dojrzanym, sprawdził to wcześniej z kilku stron. Już z daleka dojrzał kolorowe plamy przebijające się przez gałęzie — znak, że ktoś rozłożył na polance barwny koc albo ręcznik. Stanął w upatrzonym miejscu i ostrożnie zajrzał przez liście.
— Na polance właśnie rozkładały się dwie dziewczyny, jedna chyba w podobnym do jego wieku, jasnowłosa, druga to właściwie młoda kobieta, może studentka. Średniego wzrostu, cycate i dupiaste, zresztą jemu było bez różnicy, uwielbiał podglądać wszystkie, niezależnie od figury, tylko to się prawie nigdy nie udawało. Rozłożyły już koc i teraz zsunęły obuwie i zdejmowały sukienki. Wstrzymał oddech z podniecenia, fiut zaczął mu rosnąć. Zdejmują sukienki! Teraz pewnie będą się przebierać w kostiumy, wszystkie skarby będą na wierzchu.
— Niestety zawiódł się: miały kostiumy już na sobie, założyły je wcześniej. No trudno, zobaczymy co dalej. Może ktoś jeszcze do nich dołączy? Najlepiej jakby była jedna i jakiś chłopak, wtedy może by się ruchali? Ale by było! Ale nic nie wskazywało na to, żeby kogoś jeszcze oczekiwały. Rzuciły sukienki na bok, zasłoniły głowy od słońca kapelusikami i wygodnie rozłożyły się na kocach; leżały dokładnie na osi jego wzroku, na wznak, lekko rozsunąwszy nogi, więc widział ich krocza zasłonięte kostiumami. Przed dłuższy czas nic się nie działo, ale on był cierpliwy i nieruchomy. Kiedyś udało mu się dzięki temu popatrzeć na sarny przechodzące niedaleko niego, nie zauważyły go. Tutaj też było swego rodzaju polowanie, tylko na inną zwierzynę.
— Cycki całkiem duże, choć nie ogromne, to widać po kostiumach. Ciekawe, czy są bardzo owłosione na dole, czy tylko trochę? Może chociaż zdejmą górę, żeby opalić cycki? Powoli wsunął rękę w slipy i zaczął się głaskać, bo sama myśl o zobaczeniu piersi tych dziewczyn podnieciła go.
— Starsza z obserwowanych usiadła na kocu i coś powiedziała do koleżanki, tamta machnęła ręką. W myślach nazwał nastolatkę „Młoda”, a studentkę „Czarna”, bo miała ciemne włosy. Czarna podniosła się, założyła klapki, rozejrzała się dookoła i wreszcie poszła w kierunku gęstych krzaków prawie po przeciwnej stronie polany. Pewnie poszła sikać. Nie przeoczę jej, ma biały kostium. Skupił się na Młodej. Ta leżała na kocu, ale teraz podkurczyła nogi i rozchyliła je. Miał znakomity widok na jej krocze osłonięte paskiem granatowych majtek. Mogłaby mieć ten kostium węższy! Byłoby widać włosy na cipie, a może i sama cipa by się pokazała Wyobraźnia zaczęła podpowiadać mu resztę. Zsunął spodenki i slipy do kolan, chwycił fiuta i bez krępacji zaczął go masować. Jak dobrze pójdzie, to przy nich spuszczę się nawet dwa razy!
— Młoda zaczęła wachlować udami, jakby było jej gorąco, ale majtki na kroczu jak na złość nie chciały się przesunąć; nie widział więcej, ale same błyskające białe uda podniecały go coraz bardziej. Masował się więc dalej i nagle… potężne pchnięcie w plecy spowodowało, że przeleciał przez kępę krzaków, wypadł na polankę i padł na brzuch na trawę. Chciał się od razu podnieść i podciągnąć chociaż slipy, ale drugie pchnięcie znów go powaliło, a gdy oparł się na rękach, by się podnieść nieznajomy napastnik zręcznie ściągnął mu cały dół ubrania z nóg.
— Co jest?! — usłyszał głos od strony koca, więc chyba to Młoda krzyknęła.
— Podglądał nas — odpowiedział drugi kobiecy głos, zza jego pleców. Obejrzał się ostrożnie, a tam… stała Czarna i trzymała w ręku jego dolną odzież!
— Rozejrzał się, ale nie dostrzegł nikogo innego. W mordę, to ona mnie wypchnęła z krzaków? Ma krzepę. Co teraz? Bić się z nią?