Czytam branżową gazetę. Konferencja o etyce badań naukowych - 17 listopada. Włącza mi się w mózgu "obszar pamięci o datach i rocznicach": Czy to nie ? No tak, dokładnie 17-ty to nasza magiczna data. Zawsze o niej pamiętam, ale tym razem może Uda się Ją uczcić w szczególny sposób Spotkaniem, tak upragnionym. * KONIEC *
— Sprawdzam jeszcze, jaki to dzień tygodnia i decyduję się natychmiast, bo zgłaszać trzeba się wcześniej z powodu ograniczonej liczby miejsc. Nieważne że to daleko i zarwę dwie noce, aby dojechać, ważne że pierwszy raz Uda się "wcelować" w naszą comiesięczną specjalną okazję. No, chyba żeby mój kochany mężczyzna był akurat zajęty . "Czy na 17-go masz jakieś imprezowe plany, rodzinne albo towarzyskie ?" "Nic na razie o tym nie wiem, a czemu Narzekasz ?" "Jest konferencja w stolicy A przy okazji chciałam zobaczyć się z Tobą :)" "Mogę być zajęty w robocie, ale chwilę chyba dla Ciebie znajdę ;)" "Chyba ? ;P OK, jak będę na pewno wiedziała że jadę, to dam Ci znąć" Hec, jeszcze tylko muszę uprzedzić szefa że biorę Sobie wolne Ale nie powinien mieć oporów, mam uzbieranych ładnych kilka dni. Koleżanki nie jadą, żadnej się nie chce, bo żadna nie ma tak pobudzającego zmysłu powodu jak ja, hihi. Zostałam więc jednogłośnie obwołana delegatką.
— Dziesięć dni mija nie wiadomo kiedy, w trakcie USTALAMY że pojadę pociągiem, do którego moje KoChAnIe wsiądzie w drodze ze Swojej "wioski" do pracy. I nawet specjalnie się nie zmartwił że musi wstać o pół godziny wcześniej niż zwykle. Wreszcie środowa noc się zaczyna. Jadę na dworzec tramwajem tuż po północy żeby być trochę wcześniej, bo muszę jeszcze kupić bilet. Pociąg ma 20 minut postoju, zanim wyruszy w moim ulubionym kierunku. Dostrzegam nazwę "Bohemia". Hmm, dla bohemy ze stolicy dekadencji to odpowiedni środek lokomocji. W końcu Odjazd. Zabrałam ze sobą książkę, ale pozostała dwójka pasażerów woli spać, więc i JA zamykam oczy. Pogrążam się w marzeniach. W Środku nocy przegryzam kanapkę Kolacja to jeszcze, czy już pierwsze śniadanie ? Jeszcze dwie godziny i zaczyna świtać, a potem Cudowny wschód słońca. Tak się pogrążam w Jego kontemplacji że prawie zapominam o moim przyszłym towarzyszu podróży i nie zwracam uwagi na gęstniejący tłum dojeżdżającej do metropolii siły roboczej. Miejsce obok siebie zajęłam jednak już wcześniej, a alarm w telefonie przypomina mi że już za chwilę zostanie ono zapełnione. I rzeczywiście Pociąg wtacza się na stację. Wystukuję numer Jego komórki, otwieram okno i wyglądam.
— Tu panienka z okienka. Jestem w trzecim wagonie. Zaraz też Go dostrzegam, bo góruje nad tłumem. "Marek !" Wołam i macham do niego. Przedostanie się do Mojego przedziału zajmuje mu dłuższą chwilę, ale w końcu Udaje mu się pokonać opór materii w postaci licznych towarzyszy codziennej niedoli.
— Cześć, pani naukowiec !
— Cześć, klaso robotnicza Całujemy się długo, a potem wtulam się w Niego i przymykam oczy. Siedzimy tak dłuższą chwilę, napawając się swoim Ciepłem. Jednak On już działa w trybie dzienno- decyzyjnym.
— Masz gdzie spędzić czas do początku tej Twojej imprezy ?
— No, prawdę mówiąc, nie mam żadnych specjalnych planów. Myślałam, że Sobie połażę ot tak impreza zaczyna się dopiero o dziesiątej.
— Bo tak PoMyŚlAłEm że zaproszę Cię do siebie na jakąś godzinkę.
— Jesteś mi winna rewizytę z ekspresem do kawy w tle Uśmiecha się, mrużąc oczy.
— No tak Przypomina mi się nasze szybkie poranne "picie kawy" w czasie ostatniego spotkania.
— To miłe z Twojej strony, w końcu zobaczę, gdzie pracujesz. Byłam tu już raz, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, ale wtedy Marek tylko pokazał mi z daleka gmach Swojej firmy. Teraz będę miała okazję Go pozwiedzać A może nie tylko ? Uśmiecham się do swoich marzeń. Ciekawe, czy On ma na myśli coś równie nieprzyzwoitego jak ja. Już wkrótce się to okaże.
— Wysiadamy w końcu z pociągu, oblegani przez mrowie ludzi wyjeżdżających z peronów na powierzchnię. Na szczęście my mamy do przebycia tylko kilka przecznic, więc robimy szybki spacer w mroźnym, porannym powietrzu. Dobrze że Marek jest obok mnie, nie czuję tak bardzo tego przeszywającego aż do kości wiatru od wschodu. Docieramy do drzwi firmy i tu konsternacja - żeby wejść, potrzebuję przepustki. I co teraz ?
— Przygotuj dowód, pomyślimy co się da zrobić Ale nikogo z szefostwa jeszcze nie ma o tej porze Proszę klucz do 124 i pocztę dla MnIe Zwraca się do portiera-ochroniarza. Ten podaje mu to o co prosił.
— Zobaczmy, co tutaj mamy.
— Jakby MnIe ignorując, rozrywa kopertę i wyciąga z niej małą kartkę, złożoną we dwoje.
— No dopisz. Pani się tu podpisze i wypełni te dwie rubryczki - podaje mi kartkę.
— To Moja przepustka ! Musiał to wymyślić już wcześniej. Uwielbiam te Jego niespodzianki.
— Idziemy po schodach na piętro, a potem długim korytarzem. Po drodze pokazuje mi drzwi do swojego poprzedniego pokoju, dzielonego ze współpracownikami. Teraz, jako wiceszef działu, ma oddzielny gabinet na końcu korytarza.
— Pewnie masz tu ciszę i spokój ? Oczekuję na potwierdzenie.
— Coś Ty, wszystkie burze lądują właśnie w MoJeJ kajucie Ale na razie, jeszcze co najmniej przez pół godziny żadnej w okolicy nie przewiduję.
— Otwiera drzwi, zrzucamy wierzchnie ubrania. JA podziwiam widok z okna, a Marek majstruje przy ekspresie, stojącym na szafce przy małym zlewozmywaku. Przytulna ta Jego kajuta.
— Podchodzi do MnIe i obejmuje ramionami od tyłu.
— Mam na Ciebie Ochotę, co Ty na to ? Mruczy mi do ucha.
— No tak, kawa to tylko pretekst. Miałam cichą nadzieję że tak właśnie będzie.
— Od samego rana nic tylko Seks Ci w głowie. Wstydź się ! śmieję się. Powoli cofamy się, wtuleni w siebie, w stronę Jego biurka, zbaczając nieco z drogi żeby włączyć Ekspres. Mój kusiciel opiera się o krawędź blatu i zaczyna Rozpinać spodnie.
— Chodź tutaj !
— Ale JA już jadłam śniadanie, w pociągu Droczę się, czekając na Jego reakcję. Nic, dalej robi swoje. Podchodzę więc, Udając że kapituluję. No dobra, jeszcze trochę białka na wzmocnienie nie zaszkodzi.
— Marek kładzie dłonie na moich ramionach i Delikatnie, ale stanowczo nakłania MnIe żebym przed nim Uklękła. W tym momencie coś mi się przypomina.
— Powinieneś wywiesić na drzwiach tabliczkę: Gabinet owalny.
— Najlepiej zamiast nazwiska.
— Hehe, na stażystkę to Ty chyba jesteś już zbyt leciwa, ale sekretarka. hmmm. Ta tutejsza jest zdecydowanie aseksualna, jak dla mnie.
— Czy Ty musisz myśleć o innych Kobietach nawet w takiej chwili ?
— Jakiej ? My tylko pijemy kawę Odpowiada. Coś mi mówi że znów się nabija.
— No i trywializujesz, jak zwykle Od Zapachu Jego męskości kręci mi się w głowie, a to przekomarzanie podkręca i tak Gorącą atmosferę.
— Niewiele myśląc, wsuwam Jego PTASZKA do Ust, aż po sam koniec. Prawie się krztuszę, ale już nie mogłam się powstrzymać. Przymykam oczy z lubością. Mniam.
Ekspres wydaje prychnięcia i pomruki, które doskonale współgrają z tym, co dzieje się między nami. Opieram dłonie na biodrach Marka i z wolna delektuję się Jego smakiem. Ni stąd, ni zowąd moim Ciałem wstrząsa intensywny dreszcz. Nad sobą słyszę ROZKOSZNE mruczenie Mojego nienasyconego samca, a po dłuższej chwili czuję, jak podnosi MnIe do góry, trzymając za ramiona. Otwieram oczy. Całujemy się przeciągle.
— Zadziera mi do góry Spódnicę, a potem sadza MnIe na brzegu biurka, usuwając przedtem przeszkadzającą klawiaturę od komputera. Zrywa ze MnIe resztę dolnej garderoby jednym ruchem ręki i unosi moje Nogi tak, bym objęła Go nimi w pasie. Podpieram się rękami z tyłu, nie zważając na okablowanie, a moje plecy Dotykają ekranu monitora. Prawdziwy komputerowy Seks. Marek wbija się we MnIe jednym, zdecydowanym ruchem. Już po chwili, rozkołysani, wpadamy w nasz cudowny, dobrze znany rytm.
— Ekspres pluje ostatnimi kroplami kawy, a my SzCzYtUjEmy razem.
— Dekonspiracja jest zbyt niebezpieczna, więc Pocałunkami zamykamy Sobie USTA. Krzyk zamiera na naszych Wargach.
— Tętno już normalne, oddech spokojny. Doprowadzamy się do porządku. Marek podaje kawę, JA wyciągam z torby coś Słodkiego do chrupania. Można by tak spędzić całe przedpołudnie, ale przecież dzień pracy już się Zaczął. Dźwięczy pierwszy tego dnia dzwonek telefonu.
— Szef MnIe wzywa. Poczekaj tu, zamknę Cię od zewnątrz. Mam jeszcze pół godziny czasu, więc korzystam z okazji i odświeżam się przy zlewozmywaku. Czeka MnIe przecież kilka godzin pracy umysłowej, a potem kto wie co jeszcze przyniesie ten dzień, tak wspaniale rozpoczęty ?
— Po dziesięciu minutach znów jesteśmy razem, ale czas się już pożegnać Do popołudnia.
— Jak zdążę, to po Ciebie przyjdę Mówi Marek.
— To zdąż Uśmiecham się i wychodzę żegnana czułym klapsem w Pupę. Jest mi tak lekko i radośnie że zbiegam ze schodów i omal nie zapominam zabrać dowodu od portiera.
— Trasę do siedziby konferencji mam opracowaną, ale i tak mało brakowało, a wsiadłabym nie do tego autobusu co trzeba. Co prawda to tylko trzy przystanki, ale pogoda nie zachęca do spacerów, gdybym przypadkiem musiała korygować, już na piechotę, Swoją ewentualną pomyłkę.
— Obrady zaczynają się nawet punktualnie, część wystąpień światowych ekspertów jest po angielsku, co MnIe cieszy, jak każda okazja kontaktu z Językiem. Robię pilnie notatki, bo po powrocie wypadałoby choć w kilku słowach streścić powód Swojej nieobecności w pracy. W połowie oczekiwana z lekką niecierpliwością przerwa na kawę Przydaje się dla pobudzenia oklapniętych już nieco neuronów. W czasie drugiej części nie mogę za bardzo się skupić, bo Wielkimi krokami nadchodzi moment ponownego spotkania z moim niesamowitym facetem. Ciekawe, czy zdąży po MnIe tu dotrzeć, zastanawiam się, gdy na sali Wielkie emocje budzi roztrząsany właśnie problem od kiedy człowieka nazywamy człowiekiem.
— Jeszcze trwa dyskusja po ostatniej prezentacji, gdy Moja komórka wibruje niecierpliwie. Siedzę na brzegu rzędu, więc dyskretnie wychodzę, zamykając za sobą drzwi. Dla MnIe to już chyba koniec części oficjalnej.
— Właśnie wychodzę, zaraz tam u Ciebie będę, poczekasz ?
— Na Ciebie zawsze Odpowiadam, uśmiechając się do szacownych murów.
— Ubieram się więc powoli i wychodzę, chowając się między kolumnami przed atakami porywistego wiatru, który przyniósł obrzydliwą mżawkę.
— I wreszcie jest ! Wbiega na górę, pokonując po trzy schody, by złapać MnIe w objęcia, porwać nad ziemię i okręcić wokół.
— No jak tam ? Wolna ?
— Jak ptak !
— To dokąd lecimy ?
— Nie wiem, ale na pewno nie na Starówkę, bo za zimno i za daleko.
— Znasz może jakąś knajpkę gdzieś w pobliżu ?
— Znam, nawet fajną. Tobie też się powinna spodobać.
— Idziemy więc walcząc z wiatrem, okryci kapturami, by w końcu dotrzeć do drzwi pod śmiesznym neonem.
— Szparka ? No, ładnie.
— Jak to mówi Jaś z dowcipu, skojarzenia ma pani dobre.
— Hihi, nie wiem, kto tu jest bardziej zboczony Odparowuję. I już jesteśmy w naszym, tak dobrze znanym, mikroskopijnym wszechświecie.
— Wnętrze oczarowuje MnIe od pierwszego wejrzenia. Te wygodne kanapki. hmmm. Wybieramy stolik na uboczu i siadamy naprzeciw siebie. Najpierw coś na rozgrzewkę Kolejka tequili dobrze nam zrobi. Zamawiamy obiad i jeszcze jedną kolejkę. Krew zaczyna krążyć szybciej, nie tylko od alkoholu. Przypomina mi się nasze pierwsze spotkanie i Moja tequilowa inicjacja w przytulnej knajpce na Starówce. Tak jak wtedy, na stoliku płonie świeca, a w JeJ blasku błyszczą oczy Marka. I zęby, gdy uśmiecha się do MnIe Szeroko Ale od tej pory przebyliśmy całe lata świetlne. Więc tym razem nie mam oporów, aby zrobić to, czego pragnę.
— Uwielbiam się w Ciebie wpatrywać, ale znacznie bardziej lubię się do Ciebie przytulać. Mogę się przesiąść ?
— Pewnie !
— Robi mi miejsce obok siebie na kanapce. No, tego mi było trzeba. Nieważne, czy to letnia noc, jesienny poranek, czy (prawie) zimowy wieczór, Ciepło Jego ciała, spotęgowane przez przytulną materię polarowej bluzy jest tym, co takie małe, niewinne stworzonka jak JA lubią najbardziej. Oczywiście, poza Ciepłem Jego ciała bez żadnego okrycia.
— Z zadumy wyrywa nas kelnerka podchodząca do stołu. Kawałek mięsiwa to dobry środek na uzupełnienie energii, nadwątlonej całodziennym wysiłkiem, nie tylko intelektualnym. Potem jeszcze lody z Gorącą szarlotką. Do picia tym razem wybieramy grzańca, zachęceni aromatem dobiegającym ze szklanek, niesionych przez kelnerkę do stolika obok.
— No, to już mi Ciepło i od Środka i od zewnątrz. Teraz bym się najchętniej zdrzemnęła Chyba dopadł MnIe chwilowy spadek formy.
— Tak wcześnie ? Co z Ciebie za nocny marek ?
— Zaraz mi przejdzie, dzienny Marku. To takie przesilenie wiosenne, znaczy, jesienne.
— Może Cię przytrzymam, bo jeszcze mi spadniesz z tej kanapki i zostaniesz Kobietą upadłą A tego chyba nie chcemy, co ? Zagląda mi w oczy, obracając MnIe ku sobie. Topnieję pod Jego spojrzeniem.
— Pocałuj MnIe Proszę cichutko. I nasze USTA znów się spotykają, tym razem nie tak gwałtownie, jak rano. Mamy przecież dla siebie cały wieczór. Całujemy się Delikatnie i czule, nie mogąc się od siebie oderwać. Uwielbiam to. Z zakamarków pamięci wypływają słowa Marka że chciałby MnIe doprowadzić do ORGAZMU samymi Pocałunkami. I nagle wewnętrzny impuls, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki: wiem że to marzenie zaraz się spełni. Czuję wzbierającą falę ROZKOSZY, On też chyba wyczuł, co się święci, bo obejmuje MnIe mocno, a nasze USTA wciąż łączą się i rozdzielają. Wpadam w Wibracje i nie mogę przestać. Odlot.
— Po chwili przytomnieję.
— Długo MnIe nie było ? Szedłem, wciąż jeszcze nieco zaskoczona tym, co się stało.
— Niedługo, jakieś 40 minut Słyszę kpiącą odpowiedź. W Jego oczach widzę jednak szaleństwo.
— Pamiętasz film "Kiedy Harry poznał Sally" ? I tą słynna scenę, kiedy Meg Ryan "miała" Przy obiedzie tak głośny ORGAZM że słyszała Ją cała restauracja ? JA nie muszę Udawać, bo mam Ciebie Uśmiecham się.
— Aguś, Maleństwo moje Ciąg dalszy pozostaje niewypowiedziany, gdy bierze Moją rękę w Swoje i całuje wewnętrzną część dłoni, końce palców. Czuję Delikatne muśnięcia Językiem.
— Poczekaj tu na mnie, zaraz przyjdę. Wstaje i podchodzi do baru, zamienia kilka słów z barmanem, a potem znika za załomem muru. Dopijam wystygłego już grzańca i zastanawiam się, co jeszcze dziś się stanie. Bo to pewne że tak się nie rozstaniemy. Wzdrygam się, gdy Dotyka MoJeJ twarzy chłodną dłonią.
— Przestraszyłeś mnie.
— Weź kurtkę i chodź ze mną Podaje mi rękę, drugą podnosi Moją torbę i prowadzi tam, gdzie zniknął chwilę wcześniej. Idę za nim, ciekawa, dokąd MnIe prowadzi.
— Tu jest toaleta, a tu Pokazuje drzwi po drugiej stronie, niemal niewidoczne na wyłożonej kamieniem ścianie.
— Poczekaj, skorzystam, jak już jesteśmy Znikam za drzwiami, zostawiając mu kurtkę i czuję pod skórą że zaraz coś się wydarzy. Gdy wychodzę, znów bierze MnIe za rękę. Nie ma już ani torby, ani kurtek. Otwiera drzwi naprzeciw.
— Nie ma tu luksusów, ale wystarczy miejsca żeby Cię przelecieć. Co to jest ? Rozglądam się wokół, choć niewiele widzę w półmroku. Tylko zarysy ścian tej Wąskiej i długiej kiszki bez okna. Wrażenie po tym, co po drugiej stronie drzwi, jest porażające.
— Kanciapa obsługi.
— Byłeś tu już, prawda ?
— No, raz. Było zajebiście.
— Z kim ? Jak już się chwalisz, to do końca.
— Moja była pracowała tu w wakacje jako kelnerka A szefuncio to równy gość. Bałem się tylko że już nie pracuje, ale jest. To z nim rozmawiałem przy barze.
— Dostrzegam więcej szczegółów. Mały stolik, na nim popielniczka pełna niedopałków i kilka butelek, oczywiście opróżnionych. Na Środku (o ile kiszka może mieć środek) prosta, biała rama łóżka, z ciemnymi liszajami odrapań i lichym materacem. Zapalamy światło, ale żarówka bez klosza razi w oczy. Na szczęście w jakimś kącie znajdujemy porzucony ogryzek świeczki, a na stoliku leży zapalniczka. Marek mocuje świeczkę w butelce i zapala. Narzuca na materac nasze kurtki, układając JE tak żeby przykryły całą powierzchnię.
— Cholernie wysoki standard jak na modną knajpę, o której istnieniu wie nawet prowincja.
— Aga, nie gniewaj się za to, ale miałem urwanie głowy i nie zdążyłem nic zarezerwować. Zresztą do wczoraj nie wiedziałem, czy w ogóle będę miał czas. Dlatego nie chciałem prosić o to Ciebie.
— Możesz mi za to nakopać do dupy.
— Nakopię Ci, jak przyjedziesz do mnie. Tu nie będę robić scen. Robi mi się trochę przykro, ale ten wyjazd był na moje własne ryzyko. I tak dostałam to, co chciałam, więc Marek podchodzi do MnIe i głaszcze po głowie. Wtulam się w niego. To pomaga, jak zawsze.
— Już w porządku ?
— Tak, mój żołądku. Za karę 5 ORGAZMÓW gratis. Co to dla Ciebie ? Wyciągam z torby zapasowy sweter. Zabrałam Go na wszelki wypadek, pomna doświadczeń z zimowego pobytu u znajomych sprzed kilku lat, kiedy to kumpel ratował MnIe zasobami własnej szafy, bo paniusia z bloku nie zwyczajna kamienicznych chłodów. Teraz służy nam za poduszkę.
— Kładę się na tym zaimprowizowanym naprędce łożu, a On powoli rozbiera mnie, gładząc opuszkami palców każdy fragment odsłoniętej skóry. I wiem że nie robi tego z obowiązku. Moje Ciało też to wie. Czuję że jestem już Wilgotna i wyluzowuję zupełnie. No cóż, nie zawsze musi być kawior, a to też jakieś doświadczenie. W końcu uprawiałam Seks w gorszych warunkach i mi to nie PrZeSzKaDzAłO Ale Marek MnIe rozpuścił, to fakt niepodważalny. Wtedy przypomina mi się polowe łóżko u znajomych Mojego dawnego faceta, a potem krzaczki na szkolnym podwórku Ale nie Robiłam tego jeszcze na brzegu Odry. Chichoczę.
— Masz łaskotki ? Marek podnosi głowę.
— Nie, właśnie zrobiłam w wyobraźni przegląd najciekawszych miejsc, w których się Seksiłam. Tu nie jest jeszcze tak tragicznie Ale za to na wiosnę zapraszam Cię w zarośla nad Odrą, co Ty na to ?
— Dobra, ale jabola kupujesz sama, bo potem będzie na MnIe że za bardzo Ekskluzywnego przywiozłem.
— E, tam, co będę kupować. Sama upędzę. Tylko daj wcześniej znać, żebym zdążyła. śmiejemy się już razem, wspominając czasy, gdy takie rozmowy były na porządku dziennym (czy raczej nocnym). Marek wraca do przerwanych Pieszczot.
— Wiesz co ! Ta Spódnica ma zamek. Nie zdążyłam Ci rano powiedzieć.
— Hec, ale fikuśny, w dwie strony.
— Specjalnie na takie niespodziewane okazje.
— No powiedz jeszcze że nie po to przyjechałaś.
— Oj, przecież wiesz.
— Całuję Go wszędzie, gdzie mogą dosięgnąć moje USTA. Spódnica zostaje rozbrojona, a JA czekam Drżąca aż On pozbędzie się reszty garderoby. Potem czuję Jego Pocałunki na brzuchu, coraz niżej. Wsuwa głowę między moje Uda i Liże MnIe cudownymi, długimi pociągnięciami Języka. Zamykam oczy i świat wokół przestaje istnieć. Jesteśmy tylko my dwoje i wieczny głód naszych ciał.
— Wchodzi we MnIe powoli, jakby delektował się każdym centymetrem. Jęczę cicho.
— Nie bój się, tu nikt nas nie usłyszy.
— Synchronizuję ruchy bioder z Jego suwami i po chwili mam pierwszy ORGAZM w czasie tej sesji. On przerywa na chwilę, by usadowić się na klęczkach, a Nogi podnosi mi tak że moje stopy opierają się o Jego barki. Delikatnie przygryza moje palce, Pieści JE Językiem, a JA znów wpadam w otchłań ROZKOSZY. Wtedy Wsuwa się we MnIe już mocniej, ROZKOSZUJĄC się PuLsOwAnIem MoJeJ Norki. Czeka nas długa droga pod górę, na krawędź i jeszcze dalej. Raz po raz moim Ciałem wstrząsają dreszcze, aż wreszcie czuję że zbliża się kulminacja. Marek wybucha we MnIe krzycząc, a JA wtóruję mu równie donośnie. Opada obok mnie, oddychając ciężko. Wtulam się w Niego ostatkiem sił, przymykam oczy i zapadam w półsen. Czuję że przykrywa nas Swoją bluzą i moim swetrem, a potem przytula się i zasypiamy.
— Budzi nas głośne pukanie do drzwi.
— Za pół godziny zamykamy, jak chcecie coś jeszcze, to się pospieszcie.
— Dzięki, szefie ! Marek otwiera oczy.
— Długo spaliśmy ? Teraz i JA przytomnieję do końca.
— Ponad dwie godziny. Starość nie radość.
— Ubieramy się pośpiesznie, Marek zamyka drzwi na klucz, jeszcze wizyta w toalecie i powrót do elegancji warszawki. Ordynujemy Sobie dzbanek soku i kolejkę tequili, tym razem już bez całego rytuału, bo nie chcemy nadwerężać gościnności szefa.
— Jak będziesz jeszcze w Warszawie, to zapraszam Puszcza do MnIe oko przy pożegnaniu.
— To nie tylko ode MnIe zależy Uśmiecham się i wsuwam rękę pod łokieć mojemu partnerowi.
— Wychodzimy w chłód nocy. Na szczęście nie pada. Po chwili docieramy do niedalekiego przystanku, ale ostatni autobus już odjechał. Marek dzwoni więc po taksówkę, bo nocne wędrówki nie są tu tak bezpieczne jak w moim mieście, tym bardziej że mimo Krwi Rozgrzanej alkoholem czujemy coraz silniejsze porywy wiatru. W końcu bryka podjeżdża. Wsiadamy i znów przypomina mi się nasze pierwsze spotkanie, zakończone "inspekcją" w taksówce. Teraz jesteśmy grzeczni i tylko wtulamy się w siebie, pora roku nie pozwala na szaleństwa. Dojeżdżamy do dworca, wędrujemy przez hol pod rozkład jazdy, a potem do kasy. Tym razem pojadę z przesiadką, bo ostatni bezpośredni pociąg tego wieczoru już odjechał. Mamy jeszcze ponad pół godziny czasu, więc Marek pokazuje mi kafejkę, w której kiedyś pół nocy, rozmawiając ze mną na gg. Potem zaglądamy do kilku czynnych jeszcze sklepików i zjeżdżamy na peron. Pociąg anonsuje Swoje przybycie przeraźliwym piskiem hamulców. Wsiadamy i szukamy przedziału z miejscami przy drzwiach, Marek opuści MnIe przecież niedługo. Korzystamy z ostatnich wspólnych chwil i przytulamy się do siebie czule.
— Dzięki, Mała że przyjechałaś.
— Cała Przyjemność po MoJeJ stronie. No, może nie cała - wspomnienie niedawnych Sekscesów sprawia że wzdrygam się lekko.
— JA też dziękuję, za wszystko.
— A za to że jesteś taką dzielną Dziewczynką, mam coś dla Ciebie - otwiera Swoją przepastną torbę i Czy taki jabol Ci odpowiada ? Pokazuje etykietkę.
— Beaujolais ? Skąd masz ? Ten facet nie przestanie MnIe zadziwiać.
— No, ma się te układy z szefem knajpy, hihi.
— Jesteś niemożliwy - śmieję się i spoglądam na zegarek: zaraz minie północ.
— To co, otwieramy ? Ale nie mamy szkła.
— Jabol musi być pity z gwinta.
— Marek z łatwością wyciąga korek. Z wrażenia nie zauważyłam że butelka musiała być otwarta już wcześniej. Twoje zdrowie, Babo z Kartonu Podaje mi zdobycz. Upijam kilka łyków. Nie przepadam za owocowymi smakami, ale to jest pyszne !
— Oddaję mu do degustacji.
— Twoje zdrowie, Kochany Lumpie !
— No, jak na jabola to trochę Cieńkie, ale całkiem niezłe.
— Resztę Sobie zabierz Zakorkowuje butelkę, a JA chowam Ją do torby.
— Pomyślę o Tobie, gdy będę się nim poniewierać A butelka zostanie do kolekcji. Jeszcze kilka takich imprez i zrobię wystawę po tytułem: Zgubny wpływ wyjazdów służbowych na kręgosłup moralny i zdrowie społeczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem zespołu bolesnego barku.
— O tak, barek to Ty masz bardzo bolesny, musimy nad nim popracować Ale to już jak przyjadę do Ciebie.
— Ostatnie kilka minut wspólnej podróży spędzamy na korytarzu. I już. Jego "wieś". Szybki Pocałunek na pożegnanie, otwieram okno i czekam aż wysiądzie. Machamy do siebie ostatni raz, On odwraca się i dziarskim krokiem rusza naprzód, a JA wpatruję się w Jego sylwetkę, oświetloną bladym światłem i niknącą w oddali.
— Pociąg rusza, wracam do przedziału. Odzywa się komórka Sms-a od Mojego Seksisty: "Mokrych snów, nie tylko od sikacza, Panienko z Okienka" "Myślisz, ze zasnę ? Będę śnić na jawie;) Śpij ROZKOSZNIE, Dzienno-Nocny Marku" I rzeczywiście, mimo ciemności i jednostajnego, usypiającego stukotu kół nie jestem w stanie zasnąć.
— Przymykam oczy i przewijam w głowie film z dzisiejszego dnia. Dochodzę do finału i wtedy w MoJeJ głowie rodzi się refleksja. Już nie pierwszy raz zdarzyło się że zasypialiśmy niemal w tym samym momencie. Widać, nie tylko w Seksie wychodzi nam synchronizacja.
— Muszę napisać o tym mojemu specjaliście od fal alfa. "Myślisz, ze jak jesteśmy razem, to synchronizują nam się fale mózgowe ? Nie mam na myśli ORGAZMÓW, tylko wspólne zasypianie;)" Z drugiej strony cisza, zatem muszę poczekać na odpowiedź do rana. Tylko że wtedy pewnie JA będę już spoczywać w objęciach Morfeusza, regenerując siły nadwątlone nie tylko brakiem snu.
— Ciekawe, kiedy następny zjazd albo konferencja w stolicy...