Małe bęc na parkingu

Jechałam no wakacje z MoJeJ kochanej, ojczystej Danii, której już miałam po Dziurki w nosie, do koleżanki we Francji. Lubię długą, transową jazdę samochodem, ale czasem trzeba przecież rozprostować kości, zrobić siusiu.
— Duży parking przy autostradzie z restauracjo i motelem, To mogło być wszędzie. Granice otwarte, wcale się ich nie zauważa, Ludzie jeżdżą po tej Europie w kółko, kręcą się Jak na karuzeli. Zjechałam, manewrowałam. Jeszcze żeby wpasować się dobrze w wybrane już miejsce. Banalna sytuacja: bęc, ktoś puknął MnIe od tyłu. Wyskoczyłam: facet, również szukając Sobie miejsca, wpakował się wprost na mój tylny zderzak. Właściwie od razu odczułam to lekko Erotycznie. Trąciliśmy się leciutko, z obu stron gumową osłoną - bez żadnych szkód A kiedy wysiadł, zdumiałam się: niebiosa, co za men ! Południowiec, Hiszpan, jak się wkrótce okazało, postawny, z długimi włosami związanymi w kucyka. Przeprosiny, choć w gruncie rzeczy nie było za co. Od słowa do słowa zaczęta się rozmowa. Przysiedliśmy najpierw na murku, potem weszliśmy coś zjeść do knajpy. Zagłębiłam się w Jego źrenice, obserwowałam miękkie ruchy Jego silnych ramion, sprawdzając w międzyczasie jak reaguje no mnie. Od razu wiadomo było o co chodzi. Spotkanie Południa z Północą kontynentu, można by rzec.
— W takich sprawach upewniam się oczywiście również na podstawie tego, jak facet rozgrywa wstępną nawijkę. Czy mam przed sobą chama albo fanfarona, czy przeciwnie, kumatego chłopaka, który nie nadrabia miną lub słowami, ale wie czego chce i jak. Mówił z naturalną południową swobodą, na szczęście bez często u nich spotykanej nachalności. Okrążał MnIe słowami, zwodził, robił krok wstecz, gdy trzeba, ale że tak powiem, szedł do przodu.
— PoMyŚlAłEm, czy by nie zrobić Sobie dłuższej przerwy, nie wziąć pokoju.
— Dobrze pomyślałeś Powiedziałam Sobie w duchu, czekając jak będzie Sobie radził dalej, chociaż właściwie byłam już zdecydowana A On najzwyczajniej w świecie zaprosił MnIe do nie wynajętego jeszcze pokoju na drinka z małą kropelką alkoholu, dodając:
— Oczywiście, jeśli nie czujesz jakichś obaw.
— Właściwie nie Odparłam zgodnie z prawdą.
— W pokoju spodobała mi się głównie kanapa. Dziwne, ale dopiero teraz dokonaliśmy prezentacji: Karen, Jose, szklaneczki, bęc. Zauważyłam w myślach że to już drugie nasze bęc, Do trzech razy sztuka. Rzucił parę słów na swój temat Pracował w magistracie, miejsce zamieszkania: Barcelona Pewnie po to żeby danymi osobowymi wzbudzić większe zaufanie w wiadomym celu. Tak to odczytałam. JA nie czułam potrzeby zbytnio się ujawniać Ale wszystko szło naturalnie: jakieś przypadkowe otarcie się ciał przy sięganiu po papierosa, co pozwoliło mu przystąpić do Delikatnej Pieszczoty mego przedramienia. PoŁoŻyŁam dłoń na Jego dłoni, wcale nie po to aby Ją odepchnąć. Przystępowaliśmy do rzeczy.
— Mój Jose zrzucał koszulę i całą resztę, odsłaniając swą naturalnie silną budowę Coś diametralnie innego niż u tych kwadratowych, napakowanych czerstwiaków. Ukazywał też nie mniej imponujące wzory swoich tatuaży pokrywających znaczną część ciała. W pierwszej chwili trudno było ściśle USTALIĆ czy to węże, czy smoki, JA jednak od razu pomyślałam o jednym wężu, jakim mi się jawił cały Jose, wzorzysty na podkładzie śniadej skóry. O mięsistym Pytanie, tym gatunku pytona, który nie oplata z zewnątrz, ale Wsuwa się do Środka i rozpiera od wewnątrz.
— Zaczęłam akcję z mym ukochanym standardowo od Seksu Oralnego na zachętę, na przystawkę. Choć nie miałam rzecz jasna zamiaru pozbawić Go na wstępie zapasu paliwa. Była to raczej przystawka dla Niego żeby się odpowiednio podkręcił i zabrał do MnIe należycie, l raczej mi się Udało. PiEśCiŁ me PIERSI Językiem, Okrążał je, aż wwiercił się w Sutki, szybko, bardzo szybko doprowadzając MnIe do pierwszych Spazmów, Uspokajał, schodząc na obrzeża. Próbował jakby pochłaniać JE w całości USTAMI. Czyli sam też nieźle się podkręcił, skoro już chciał MnIe konsumować, Trochę żartowaliśmy, po czym znów wkręcał się w czubki stojące na sztorc Aż za dobrze Sobie radził.
— Schodził niżej USTAMI, odnajdując Skąd wiedział ? Moje ROZKOSZNE miejsca po bokach między żebrami a miednicą. l kiedy już kierował się ku Środkowi brzucha, by jak sądziłam zsunąć się ostatecznie w dół, zawrócił w górę i Zaczął bezlitośnie Masować mi PIERSI swymi dłońmi. Podkręcał się sam, jak jasna cholera, ale czułam że nie folgując sobie, z premedytacją chce doprowadzić MnIe do prawdziwego szaleństwa. Kiedy byłam już na granicy Wytrzymałości, przeniósł się na plecy i w kierunku korku, gdzie od razu mocniej wpijał się USTAMI i Zaczął lekko podgryzać. Przeskakiwał to tu, to tam, bawiąc się w jakąś ciuciubabkę na zasadzie, w którym to następnym miejscu się znajdzie. Nigdy nie mogłam zgadnąć. l gdzie MnIe nie Dotknął, wywoływał dreszcz. Cholera, czy JA kiedykolwiek twierdziłam że mam mniej czuły tył niż przód.
— Ale On o tym wiedział. Niebiosa ? Los ? Kto umieścił Jego samochód na drodze Mojego, na tym parkingu. ? Dał mi klapsa w Pupę, zostawił plecy i wrócił na chwilę do PIERSI. l powtórzył manewr w dół żeby znęcać się znów nade mną ucieczką do góry, Napawał MnIe ROZKOSZĄ, ale chyba bardziej chodziło mu na razie o wytworzenie napięcia nie do wytrzymania. l dopiął swego. Z wyczekiwania bolały MnIe już Nabrzmiałe wnętrzności.
— Właź... bo zwariuję - byłam na siebie wściekła za to przyznanie się do krańcowej zależności, ale nie miałam wyjścia.
— Może najpierw Językiem Drażnił się jeszcze.
— Zaczynałam Go już nienawidzić. Złapał MnIe mocno za Pupę Poczułam dreszcz. Zaczął wchodzić Poczułam ulgę, Poruszał się w Środku łagodnie, miękko. Najwyraźniej chciał MnIe uspokoić, Odwzajemniałam się chwytając Go wewnętrznymi mięśniami. Zwiedzał MnIe w Środku. To był zaiste wąż. Odnalazł szybko mój punkt G, mityczny, który jednak naprawdę istnieje, wierzcie mi. Więc jak to jest że jednym Udaje się to bez trudu, a innym choćby pracowali w pocie czoła, gruntowali we wszystkich kierunkach Zupełnie nie. Drżałam Ale sam punkt G to trochę mało, potrzebuję jeszcze solidnej młócki.
— To tu, wróć do tego, Ale teraz pogoń MnIe trochę. Mocniej ! Chciałam szybciej i ostrzej.
— Nieźle MnIe przegonił A szeptał same Karen, Duneczko, Dziewczyneczko, najzwyczajniej MnIe przy tym rypiąc. Kiedy potem wrócił do punktu G, grzmiały już niebiosa, rozstępowała się ziemia Albo konkretniej: rozstępowałam się JA sama. Na pół, na coraz drobniejsze włókna, Aż szarpnął mną ten dreszcz. Zaraz i On dobił do brzegu, nie wychodząc. Miał przecież balonik.
— Kiedy odpoczywaliśmy, rozpatrzyłam to co zaszło i podziałało mi na ambicję, Bo wszystko co dotąd się zdarzyło, było Jego zasługą. Dosiadając Go więc w niedługim czasie, myślałam przede wszystkim żeby zrobić z nim to, co ten skurczybyk zrobił ze mną. Na swój własny sposób. Zaczęłam Go ujeżdżać Ostro, poza tym że miałam najpierw Ochotę tak Go potraktować, chciałam Go chyba trochę zmylić że ma do czynienia z nieokrzesaną amazonką Aby stopniowo uruchomić najczulsze sztuczki: zagłębiać się na tym kiju, a potem tańczyć no samym Jego czubku.
— Jak Jose Widziałam że już traci głowę - jak lepiej: głębiej, czy na samej Główce ?
— Nie mógł się zdecydować, ani wyrzec słowa. Czyżby zgłupiał od tego do reszty. Nękałam Go więc dalej:
— A może jest do kitu ? Jeśli Cię nudzę, to wychodzę.
— Och nie, nie Wzdychał mój piękny Jose.
— Owinęłam się wokół osi, nie schodząc z dzidy i Zaczęłam mu kręcić pupką przed oczami.
— To jeszcze Sobie popatrz na dokładkę.
— Ostrożnie KoChAnIe, nie ruszaj się przez chwilę, rozumiesz ?
— A więc dopięłam swego, Doprowadziłam Go do podobnego, co On MnIe stanu. Mogłam na chwilę przystopować A potem kręciłam z dużą Ostrożnością żeby mi za wcześnie nie wybuchnął. Nasadzałam się głębiej powoli, unosiłam i co chwilę musiałam przystawać, bo ta Delikatność przynosiła chyba odwrotny skutek. Proponowałam żebyśmy pobawili się inaczej, dla odprężenia, dla Jego własnego dobra, Ale nie chciał słyszeć, bym z Niego zeszła. W końcu udzieliło mi się i sama straciłam głowę. Na szczęście zdążył jeszcze wyjść, zdjąć balonik i podsunąć mi pod Buzię.
— Oblał MnIe Ptasim Mleczkiem, które Zlizywałam z Warg, a potem zbierałam jeszcze palcami, rozmazując przy okazji na policzku. Muszę powiedzieć że nie zawsze mi smakuje, ale tego spróbowałabym jeszcze. Cóż, skoro trzeba było jechać.
— Więc pa, Jose.
— l pomyśleć tylko do czego może doprowadzić małe bęc na parkingu...


* KONIEC *

© Grzesio, 2021.

PoprzedniNastępny

` Strona Główna `