Noc

Wziął Ją za rękę, niczym Swoją własność i poprowadził na górę piętrowego budynku.
— Rozebrał do Naga, by Pieścić JeJ złote, lśniące i Pachnące słońcem Ciało na wszystkie sposoby świata. Przez całą długą, jedyną noc. Bez wstępnych umizgów, nie Przytakując o zgodę. Nie oponowała. Po raz pierwszy w życiu oddała się mężczyźnie tak od razu. Onazawsze otoczona tłumem adoratorów, o którą zabiegali najatrakcyjniejsi Młodzi, bogaci, sławni, piękni. JeJ dedykowano wiersze. Dla niej przemierzano tysiące kilometrów. Ją nazywano usprawiedliwieniem kłopotliwego życia. Zaklinano, błagano.
— A Ona poszła do łóżka z nim dwukrotnie starszym od siebie, choć niczego JeJ nie obiecywał i na tle innych wydawał się przeciętny. BYŁA pełnia lata 1986 roku, a Magdalena ze dwa razy tylko oglądała morze. Oczywiście trzeba było znać upodobania Magdaleny żeby zrozumieć JeJ cierpienie. Każdy słoneczny dzień nie spędzony na morskiej plaży uważała za dzień stracony, tak bardzo lubiła pławić się w żarze spływającym z nieba, słuchając przy tym fal. Ten rok feralnie pogmatwał JeJ czas już od wiosny Ale w Środku lipca nadarzyła się okazja wyjazdu do Łeby.
— Magdalena miała dokładnie 29-lat, dziesięcioletni staż małżeński i parę uroczych bliźniąt. Kochała swój dom, ale mimo usilnych starań nie Potrafiła zamknąć się wyłącznie w kręgu zajęć matki i żony. Świat niósł z sobą tyle niespodzianek. Każde wyjście, każdy poznany człowiek dostarczał JeJ nowych doznań. Kochała życie, a nade wszystko ludzi. Była szczęśliwa, kiedy odkrywała kogoś ciekawego, bez względu na to, czy była to Kobieta, czy mężczyzna. Promieniała radością i przez to ludzie do niej lgnęli. Co prawda zwłaszcza płeć męska. Była bowiem bardzo Ponętna. JeJ dojrzała już kobiecość wciąż jednak ustępowała Dziewczęcości, a osobliwego wdzięku temu połączeniu przydawał naturalny Seks.
— Seks był widoczny w JeJ kształtach, ruchach i oczach. Ubrany w filigranową, zgrabną figurę, subtelny sposób bycia i inteligencję stawał się tym bardziej pociągający. Kłamstwem byłoby twierdzenie że nie miała świadomości swego ciała i uroku, jaki rzuca na mężczyzn. Podobnie nieprawdziwe byłoby utrzymywanie, iż pełne Żądzy spojrzenia sprawiały JeJ przykrość. Przeciwnie; potrzebowała tego i dzięki nim rozkwitała jeszcze bujniej Swoją pięknością. Nieobca JeJ była również kokieteria i flirt, czemu oddawała się jak gdyby mimochodem, niechcący, sprawiając wrażenie całkiem niewinnej. W tym może i była racja, ponieważ nagminne dowody uwielbienia ze strony osiemnaste, dwudziesto, trzydziesto i znacznie starszych "latków" stały się dla Magdaleny chlebem powszednim. Wręcz dziwiłaby się, gdyby minął JeJ dzień bez jednej propozycji, czy choćby komplementu. Mimo to nie była zarozumiała i JeJ wrodzona Delikatność nie Pozwalała. by któremuś adoratorowi dać do zrozumienia; że nie jest mile widziany. Chyba że zdarzył się arogant lub pyszałkowaty goguś. Na ogół swoich wielbicieli traktowała życzliwie, niektórych nawet serdeczniejednakowoż nie pozwalając im na zbytnią poufałość. No, wyłączając te dwa przypadki oczarowania, co już JeJ dawno przeszło, mimo że wtedy wydawało JeJ się że to Miłość. Szczęśliwie jednak dla siebie Potrafiła zachować umiar na tyle, by nie spalić za sobą mostów. Poznała już siebie na tyle, żeby wiedzieć, iż prędzej czy później zacznie krytycznie patrzeć na partnera, po pierwszych dniach uniesienia zdejmie Go z piedestału i wówczas dojrzy wszystkie mankamenty, jak nikt. Usprawiedliwi JE z czasem, oczywiście, ale nie do tego stopnia, aby rzucić dla Niego męża, który też był daleki od JeJ ideału mężczyzny, jednak człowiekiem zasługującym na największą przyjaźń. W związku z tym Starała się nie dopuszczać do rozwoju sytuacji, gdy poznała kogoś zachwycającego. Przewidując jaki będzie togo finał wolała zachować w pamięci, a przedtem uratować najcudowniejsze chwile rodzącego się Uczucia. Bo z pewnością wiele, wiele razy było to Uczucie. Jakże inaczej nazywając coś, co sprawia że dwoje ludzi chce z sobą bez przerwy przebywać, rozsławiać, Dotykać siebie i mówić tylko to, co drugiemu sprawia Przyjemność.
— Zauważać że ma Śliczne oczy, gładkie Ciało i pięknie brzmiący głos. Być zazdrosnym o każdą minutę spędzoną z kimś innym, nie lubić rozstań, śnić po nocach i wyobrażać Sobie wspólną przyszłość. Nigdy zatem Magdalena nie zabiegały o czyjeś względy i nie narzucała się towarzystwu. Również, gdy przejechała do Łeby, nie próbowała z nikim bliżej się poznać. Była na tyle zmęczona i tak zadowolona z pobytu tutaj że chociaż nie pasowało to do JeJ rozwichrzonej natury nic nie zmieniała w codziennym chronometrażu dnia. Rano śniadanie, a potem wylegiwanie się na słońcu przez długie godziny, często kosztem obiadu. Przychodziła na kolację, przebierała i znów szła nad morze. Wracała o zmierzchu do sympatycznego pokoiku w "Wodniku", parzyła kawę, włączała radio na stacji emitującej muzykę i brała się za czytanie. Gdzieś tam w międzyczasie z kimś porozmawiała, z innym poflirtowała niezobowiązująco.
— Nikomu jednak nie dała się skusić na tańce czy inne randki. Wystarczyło JeJ słońce, morze i oznaki ludzkiej życzliwości. Raz jeden spotkała się z kimś znajomym, na godzinę i była to wizyta przez nią uplanowana. Przypomniała Sobie w trzecim dniu pobytu że przeniósł się do Łeby przed laty znajomy z JeJ miasta, a nawet ulicy, na której się wychowywała. Jak słyszała, powinien zajmować tutaj odpowiednie stanowisko, by załatwić JeJ dotarcie do pewnych dokumentów z dawnej architektury Łeby, potrzebnych do pracy JeJ mężowi. Trafiła bezbłędnie. 60-letni już wówczas sąsiad Magdaleny z ulicy bardzo ucieszył się na JeJ widok.
— Nie widzieli się równe 10-lat, kiedy opuściła rodzinny dom po wyjściu za mąż. Porozmawiali o starych znajomych, jak się komu wiedzie teraz, następnie załatwili sprawę i pożegnali. Magdalena otrzymała potrzebne informacje, dalej miał się starać JeJ mąż. Ona po prostu Wróciła na Swoją ukochaną plażę gdzie spędziła dalsze kilkanaście dni. W przeddzień wyjazdu z Łeby, wyszła na ostatni wieczorny spacer. Czuła się doskonale. Była przepełnić na jodem i wchłonęła w siebie chyba całe słońce. JeJ złocista skóra odbijała się od bieli żorżetowej skąpej sukienki. Czyniąc wyłom, nie poszła tym razem nad morze, które pożegnała wcześniej. Postanowiła zobaczyć choć raz co dzieje się w miasteczku. Było rojno i gwarno. Z różnych miejsc dochodziła głośna muzyka A przed Magdaleną wyrósł nieoczekiwanie kolega aktor. Śpieszył się na występ, który ma uwieńczyć JaKaś oficjałkę. Podobno było jakieś kilkudniowe sympozjum ekologiczne, które dziś się kończy bankietom. Chodź ze mną, będziesz grała rolę MoJeJ Dziewczyny Powiedział do Magdaleny. Naprawdę będzie fajnie. Było JeJ właściwie wszystko jedno, więc poszła.
— W sali było kilkadziesiąt osób, a wśród nich pan Tadeusz. Rzeczywiście przypomniała Sobie że gdy była u Niego w gabinecie w sprawie tych planów architektonicznych, coś JeJ mówił o zlocie ludzi z kraju, a nawet z zagranicy. Natychmiast, gdy Ją zobaczył, zerwał się z miejsca, podszedł do niej i zabrał do swego stolika. I wówczas stało się coś dziwnego: Magdalena zauważyła że JeJ dawny sąsiad, kumpel JeJ ojca, jest interesującym mężczyzną. Patrzy zresztą na nią nie tak, jak patrzy się na dziecko, bo przecież Ona dla Niego była zawsze dzieckiem, wychowującym się od niemowlęctwa w pewnym stopniu i pod Jego okiem.
— Nie myliła się Niebawem odkrył przed nią chyba największą tajemnicą swego życia. Kochał ją, gdy jeszcze była w szkole podstawowej, ale kiedy już zaczynała przetwarzać się w Kobietkę, nabierała kształtów, Potrafiła poruszać się z kokieterią. Przypomniał JeJ pewne zdarzenia, do których Ona by nigdy nie wracała, bo też dla niej nie zaznaczyły się niczym szczególnym.
— On zaś utrwalił Sobie na zawsze Ponętny widok JeJ ud wystających spod mini Spódniczki, wyrastające JęDrNe PIERSI, alabastrowe Ciało pokryte Delikatnym Meszkiem. Kochał JeJ błyszczące oczy, w których tliły się tak wcześnie iskierki Seksu i odbijające się od gładkiej twarzy soczystą czerwienią USTA. To nie PrZeSzKaDzAłO że miał żonę i wiele innych Kobiet. Ją kochał przez te wszystkie lata naprawdę i nigdy nie śmiałby, z racji wieku i tamtych sąsiedzkich układów, zrobić nawet gestu w JeJ stronę. Dziś co innego trochę wypił A właściwie zesłał mu Ją los.
— Zostawili całe rozbawione towarzystwo i wyszli. Bez słów już wtedy, które mogłyby spłoszyć cud, zaprowadził Ją pod parterowy dom, wziął za rękę i weszli po schodach na górę. Zegar wybił godzinę 22:00. Kochał Ją bez przerwy do rana. Do dziś pamięta Jego ciężar, gdy zgniatał Ją leżąc na niej i Jego bezwstydny, a przez to Podniecający wzrok, kiedy siedziała na nim okrakiem. Czuje jeszcze Jego ręce trzymające mocno Pośladki żeby klęcząc oparta na łokciach nie wymknęła mu się. Słyszy wciąż swój własny krzyk Bólu i ROZKOSZY, gdy stojąc trzymał Ją przed sobą na rękach i wbijał na twardy pal. I jak wiła się podczas kiedy On wkładał głęboko kciuk, a potem scałowywał obolałe miejsca wszędzie, nie omijając jednego centymetra.
— Wracała do "Wodnika" w biały słoneczny ranek, mijając ludzi śpieszących do pracy, innych na zdrowotny spacer. Wykąpała się, przebrała w plażowy kostium i poszła podzielić się Swoją radością z morzem. On musiał w południe wyjeżdżać do Gdańska. Przemierzając szosę swoim niebieskim audi widział sznur samochodów pędzących w stronę Łeby". Po co wy tym jedziecie ? " uśmiechał się z politowaniem.
Przecież to, co najpiękniejsze, wziąłem już ja"...


* KONIEC *

© Grzesio, 2021.

PoprzedniNastępny

` Strona Główna `