Magda. * KONIEC *
— Z USTAmi pełnymi ziewania resztek snu, resztek Ochoty zdziczałej która dopada Ją tuż nad ranem wysuwa się z kokonu otulenia, spod puszystego nakrycia nocy.
— JeJ połyskująca jasna koszulka, upstrzona drobnym kwieciem przypomina łąkę w Środku lata. Przypomina wakacje.
— Rozgrzana sennością, niedbałą i byle jaką, jeśli nocy nie spędza poza domem celebruje swój ulubiony rytuał poranka.
— Staje przed lustrem zsuwa ramiona, Opuszcza ręce.
— Cienka tkanina jak skrzydło Młodego anioła ląduje łagodnie na stopach bosych Pieszczotliwym zsuwaniem składa się w utkany z najpiękniejszych kwiatów barwny kobierzec.
— Unosi się powiew Delikatny jak westchnienie elfa.
— Wraz z nim opada żal. Niespełnione wszesnoporanne marzenia.
— Przygładza obnażenie ramion strząsając resztkę snu, a może tak właśnie żegna niewidzialny nastrój, który zamieszkuje Rozpalone wnętrze JeJ ciała.
— Znowu spóźnię się Szepcze do siebie.
— Czyniąc rachunek codzienny dokładnie sprawdza sumienie, oczekując tam skazy.
— Jest wciąż czyste jak lustro które teraz otula JeJ całe odbicie.
— Szyja Gładka smukła. O.. ! Zmarszczka rysuje cholera ! Pogodzona wita Ją uśmiechem rezygnacji.
— PIERSI. – Dziś może trochę bardziej Nabrzmiałe cięższe, ciemniejsze i Twardsze.
— Co z tymi Sutkami. Twarde. Od wczoraj.
— Brzuch Gładzi Delikatnie, przecież nie jest to Erotyczna Pieszczota. Nie, nie, Nie teraz.
— Spojrzała jeszcze na ciemne porastanie pielęgnowane.
— Za oknem znowu padało, Zaczęła się pośpiesznie ubierać.
— Moje USTA śmieją się, moje pazurki lśnią, mogę iść.
— Kasia. – .
— Już późno. Zachłystuje się. Popijając Gorącą herbatę, jedną ręką naciąga ulubione majtki, wkłada krótką Spódnicę, wszystko dokładnie ma ułożone przygotowane, każdy szczegół przemyślany nawet makijaż od wczoraj leży w łazience na swoim miejscu.
— Dlatego mogę pospać dłużej.
— Wczoraj Zgubiłam wszystkie klucze. Ten od serca był najcenniejszy. Najdroższy.
— Posprzątałam Swoje pragnienia, wspomnienia ubiegłego lata poukładałam, aby mogły spoczywać bezpieczne.
— Wychodzi.
— Kasia i Magda Nasze sąsiedztwo nasze błogosławieństwo nasze posłannictwo.
— Magda.
— Cześć ! Co u Ciebie ?
— Jak zwykle radosna, przekręca klucz w zamku swego mieszkanka.
— Kasia –.
— Po pierwsze dobrze, po drugie dobrze po trzecie dobrze !
— (Wyglądasz jak stalowa rurka. Pomyślałam w duchu).
— Magda. –.
— Ooooch ! Piękna moja.
— Turt. Turt, turt Nadjeżdża winda.
— Szary Kamyk –.
— Z okiem przywartym do wizjera. Zacisnął kolana przytrzymując niewielką czarną torbę.
— Spotykają się o tej samej porze w tym samym mrocznym korytarzu.
— Codziennie budzą Moją radosną męskość.
— Ten, Który.
— Pociąga za Sznurki.
— Oto, podglądacz z zaspaną twarzą. Błyszcząco Gładko Wygoloną głową, okiem przywartym do wizjera.
— Przez Dziurkę od klucza śledzisz poczynania obu niewiast.
— Ich widok wprawia Go w zdumiewające Podniecenie.
— Wszystko dzieje się w czasie jednego dnia.
— Budzisz się w tym samym miejscu o tej samej porze samotny.
— Budzisz się i chcesz umierać.
— Na widok tych kobiet odchodzi przygnębienie.
— Trrraah ! Zachłystując się trzasnęły drzwi to Ta z trzeciego piętra wyprowadza psa, JeJ mąż wraca bardzo późno.
— Magda i Kasia.
— Magda, rozgląda się, końcem Wilgotnego Języka musnęła policzek przyjaciółki odgarniając niesforny kosmyk.
— Szary Kamyk – .
— Wysuwa ogoloną głowę zza podwójnych drzwi.
— Witam witam, wsiędę z paniami. Napiera zadkiem na wejście otwierając czeluście zimnej windy. Iiijjuuułyyyy. Trach !
— Kasia.
— Gówno mnie obchodzą twoje lukrowane słowa. Myśli z żalem.
— Radość ze mnie upływa.
— Magda tak pachnie, tak pachnie. Wczoraj zgubiłam klucze dzisiaj dostrzegłam zmarszczkę i jeszcze ten obleśny Szary Kamyk ! Stanął tu obok Czy Pan Bóg stworzył Cię po to, aby zakłócać Moją codzienną radość. Chyba zasłonię oczy ! Już dawno to we mnie wzbiera.
— Ten, Który.
— Pociąga za Sznurki.
— Kasia, spokojnie.
— Jakiś ty szary człowieku, człowieku.
— Szary Kamyk – .
— Te dwie na pewno bywają ze sobą.
— Ten, Który Pociąga za Sznurki.
— Zapas twoich obleśnych myśli wystarczy dla czterdziestu rozbójników, a tu są tylko dwie kobiety - JA się nie liczę, jesteś żałosny człowieku. Włożono mi habit niemocy.
— Moje oczy są pełne blasków moje serce to pył złoty, ale dotyk zimnego trupa.
— No nie pchaj się.
— Jestem wszędzie widzę wszystko, wszystko słyszę, choć bezradny i głuchy jak piasek pustynny.
— Szary Kamyk.
— Proszem. Proszę panie wysiadajom przoodemm. Proszę.
— Magda.
— Czuję Jego patrzenie na wskroś na przełaj A to łajdak ! Takich powinno się trzymać pod kluczem. Kiedyś mu to powiem. Jak mnie w nosie kręci !
— Ten, Który, Pociąga za Sznurki.
— Zapalają mi świeczki, aby rozgrzać Moją lodową duszę, przez wieki jest to mój pokarm jedyny. Wszystko, co robisz to robisz dobrze.
— Kasia – kładzie płaszcz na tylnym siedzeniu. (w przedziale windy nawet nie spojrzały na siebie).
— Wsiadaj. Magda Wsiadam. Skąd. Twoje oczy pełne są płaczu.
— Ten, Który Pociąga za Sznurki - Lecimy jako te ptaki rozpierzchłe szukając swego gniazda. Pokonać międzygwiezdne lotu pragnienie. Na tym odludziu planet kulistych gwałt zadając sobie. Patrzy na Dziewczyny. Każda, choć piękna, grzech nosisz w majtkach i choćby Go skrywać. Widzimy ! Taka jest.
Prawda !
— MAGDA – Mam w torebce, może zażyjesz polopirynę S ?
— KASIA – Machnęła ręką. Gwałtownie wcisnęła prawą nogę. Yyiiyiyiyiyiyiiyiyiyiyii ! Zagwizdało..Zawsze taka dobra, spojrzała w lusterko, zobaczyła jak oddalają się smugi pyłu. Uwielbiam ten moment ruszania, uwielbiam to odrywanie w pełnym blasku. Odejście w chwale. Utratę czucia i energię płynącą, jak rozpędzona lokomotywa. W zatracenie. W zatracenie. Spogląda na Magdę. Nie prześladujcie mnie wyżebrane chwile, otrzymana jałmużna od przypadku krążącego po naszych drogach.
— Ten, Który Pociąga za Sznurki.
— Każdy uwielbia lot w zatracenie, z tego powstają nieszczęścia. Dzień wschodzi normalny. I jemu trzeba wiernie służyć. W umizgach i zalotach płaszzzzzzczyła się suczka tej z trzeciego. Jamnik z parteru niezdarnie mozolił sie, usiłując Ją pokryć. Bowiem to było Jego przeznaczeniem, Jego celem.
— Ścieżka. Grupkami podążają Młodziaki, będą się szkolić w pobliskim budynku. Nie czuję w nich zapału Dynamit pana Nobla jeszcze do nich nie dotarł.
— Gospodynie pęczniejąc zakupami gawędzą, gestykulują na krótko zachłyśnięte mijającym czasem, oderwane od garów zmagań kuchennych, drażą sceny najnowszych seriali, podwyżki, promocje, o PiEpRzEnIu nic. Rozstają się. Jutro też będą zdrowe biegnące do wrót otwartych dnia następnego do jutra. Do jutra. Do jutra. Trzaskają opróżniane pojemniki na śmieci.
— Dzień wschodzi normalny, tańcząc przewrotnie, tańcząc Nagi na srebrnej rurce.
— Magda.
— Na śmierć mnie wiozą. Uważaj Czerwone światło ! Co Ci jest ?
— Wariatka jedna ! Kasia.
— Patrzy na wprost, patrzy jak przesuwa się podąża ludzka barwna plama, nie widzi ich twarzy wcale nie chce patrzeć. Ukradkiem łzę ociera.
— Ten, Który Pociąga za Sznurki.
— Dotykasz JeJ ciała różdżką pragnień, jak kometę ubraną w Czerwoną sukienkę. Ona nigdy nie przytuli się do Ciebie nigdy nie wejdzie w błękit twoich oczu nie podaruje Ci dłoni swej.
— Magda Drwisz Sobie ze mnie – No ruszaj, światło zielone. Kasia.
— Wzdryga się. Niebo widzę sine A na nim ptaki dziobią się nawzajem.
— Magda Zatrzymaj. Ten, Który Pociąga za Sznurki. Idzie Radny. Nad Jego głową unosi się dymi i powiewa chmurka Aureola. Nnniiie ! Nie to nie aureola. Lecz postrzępiona, mgiełka pilna sprawa. Wisi nad nim ta udręka Ważna. Radny omija zręcznie Nierówności tego świata. Jego Ciało łagodnie balansuje pomiędzy kantem, wstrząsem i przekrętem. Jak wilk, kluczy i jest to Męką straszną Jego i zajęciem dobrze płatnym. Jeśli jedziesz na koniu trzymaj się grzywy.
— Magda Staaasszek ! Niemłody już mężczyzna. Obrócił się. Radny Cześć ! Skało i opoko. Cześć słonko Magda ! Na boga. Wylewnym tonem świergocze potrząsając Magdę.
— Kasia Dupek. Jakiś. Buhaj z dzwonkiem zwisającym u szyi. Ten, Który Pociąga za Sznurki. Dostajesz do ręki Swoje pięć minut nie wiesz, co z nimi zrobić, rozmieniasz na drobne potem jeszcze rozmieniasz, pozostaje tylko jedna krótka chwila. W porywie rozpaczy decydujesz się na krok ostatni odbijasz się i skaczesz, w połowie drogi, twoja chwila kończy się. Co Ci pozostaje.
— Magda Mam do Ciebie prośbę. Radny Spotkajmy się gdzieś, może u mnie. Przygotuje kolację.
— Magda O, nie ! Zajmę Ci tylko chwilę.
— Radny - Jestem spóźniony wybacz A więc gdzie proponujesz. Gdzie ?
— Magda - „Fatamorgana”, o dwudziestej.
— Radny Głodny spojrzał na szybę, za którą siedziała Kasia.
— JeJ chyba nie znam, jak Patrzyła na mnie. Magda z nią jest.
— Potknął się o wystający fragment chodnika. Cholera.
— Ta myśl odbierała mu władzę. Opętaniem była, dnia dzisiejszego. Magda, poznał JeJ uległość do końca, do wyczerpania. Śpiesznie oddalał się, ściskając czarną torbę w takt kroków, odbijała się o Jego czarny płaszcz.
— Magda Zatrudnił mnie w Swojej firmie „ wesoła przyszłość” potrzebowałam tej pracy. Chciałam dobrze. Cieszyłam się jak zakochana Dziewczyna.
— Ten, Który Pociąga za Sznurki Czym jest uczciwość, czym jest zachowanie czystości, gdy w szranki staje Zawiść, Narcyz i piękna Helena. Nie brzydząc się Miłością płatną.
— Kupujesz garść Sztucznych ogni.
— Nie wyobrażam sobie, Ciebie i tego gbura. Prawie wykrzyczała. Mordę ma piękną jak kochanek na etacie, a wdzięk panny przydrożnej.
— Magda.
— Proszę nie krzycz. Twoje włosy są dziś tak piękne.
— Kasia Po co JA to piszę. Dla kasy. Dla sławy.
— Spędzam wieczory, noce, na sklecaniu zdań pospolitych siermiężnych, na świata pociechę. Patrzę na Swoją wspaniałą twórczość z Podnieconą Wilgocią w majtkach, wypiekami na twarzy zachwycam się sobą i błaznuję zamiast w tym czasie uczyć się, niemieckiego. Jak ta smarkula z gimnazjum A może jest to objaw choroby, wirusa spoza granic mojej świadomości. Wszyscy się dziwią - ŁaDnA, a chłopa nie ma, chyba z nią coś nie tak.
— Ociekając wodą staję bosa przed lustrem patrzę i PTASZEKm siebie. PTASZEKm siebie ! Co z tobą Kaśka. Dotykam PIERSI, są pełne pragnienia, Dotykam ud są owocem nieskazitelnego kształtu, pełnego kształtu.
— Dotykam ŁONA. No, co z tobą Kaśka ?
— Kładę się i żegnam dzień, a Ból jest ten sam, jest wciąż świeży. Ten, Który Pociąga za Sznurki.
— Będziesz tańcować pośród wesela pośród radości, kiedy zdejmiesz sukienkę otuloną w pościel, na biodrach figlarnych rozwiesisz sznury za grosz kupionych Kochanków. Potem jęczysz uśpiona darmowym grzechem.
— Patrzę ze swego okna i wszystko.
— Cień nadziei Kocham poranki, są takie czyste i niewinne. Modlę się, abym kiedyś mógł zamknąć Ci gębę. Siedzisz w oknie i patrzysz !
— Kasia Rola Mojego istnienia to codzienne otwieranie swej księgi na stronie. Miłości Na stronie, gdzie nikt nie napisał do mnie ani jednego słowa. Nawet o drogę nikt nie Zapytał Magda Kasia zaczekaj ! Nie mów tego, zabraniam ci, jesteś piękna ! Piękna !
— Dziś chcę być tylko z tobą. Wieczorem usiądziemy przy świecach zapalonych. Ten, Który Pociąga za Sznurki A ty na dzisiejszy wieczór zaprosiłaś Sobie spokój własnego sumienia. Który, ma Ci zapewnić szczęśliwe życie. Dziś ogryziona niczym jabłko, grzechem namacalnym toczysz się jak barwny neon przez tę noc Ciepłego lata.
— Cień nadziei. Może jesteś sprawiedliwy, może wszystko wiesz, żyjąc na tym odludziu swawolisz z barwnym losem tych dziewcząt, kobiet prawie. Nie troszcząc się o zakończenie tej historii. Twoje morały, szeleszczą jak wiotka trzcina. Tylko nic już nie mów !
— Obudzę zielony las. Obudzę pola bezkresnej nadziei to Ona jest dzisiaj tak potrzebna. Obudzę łąki z brzękiem owadziej muzyki. Przyniosę wam czas wakacji. Czas dojrzewania winnic. Czas wesela...