Uciec przed burzą

Dla Anety i JeJ chłopaka miały to być niezapomniane wakacje. Wyjechali na dwa tygodnie nad morze. Na początku wszystko było jak we śnie. Spacerowali trzymając się za ręce, kochali się na plaży.
— Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy obok nich rozbiła się pięcioosobowa grupa dziewcząt Aneta zauważyła że kokietują Damiana, JeJ chłopaka.
— Coraz częściej proponowały wspólne posiłki i wypady na plażę. Kiedy pierwszy raz zwróciła mu uwagę że powinni więcej czasu spędzać razem żachnął się i nazwał Ją zazdrośnicą. Tak zaczęły się drobne sprzeczki i kłótnie.
— Dziewczyna zauważyła że Damian był pod coraz większym urokiem nowych koleżanek. Szczególnie jednej blondynki, która bezwstydnie podrywała Go na JeJ oczach. Czar powoli pryskał. Kłócili się coraz częściej. Mimo ładnej pogody coraz więcej czasu spędzała samotnie w namiocie. Nie przeszkadzało to JeJ chłopakowi wychodzić na plażę w towarzystwie sąsiadek z pola namiotowego. Kiedy dziesiątego dnia pobytu Aneta nie wytrzymała pokłócili się jak jeszcze nigdy wcześniej. Było to zaraz po śniadaniu. Właśnie wtedy usłyszała że jak się JeJ nie podoba to może wracać sama do domu. Powiedział to po tym jak zaproponowała żeby przerwali wakacje i wrócili. Kiedy zwymyślał Ją od furiatek i innych, wybiegła z namiotu krzycząc że to koniec. Siedziała na plaży w Gorącym piasku obserwując morze wpatrzona jak zahipnotyzowana w fale podmywające piaszczysty brzeg.
— Minęły trzy godziny, kiedy przemyślała wszystko i postanowiła dać mu jeszcze jedną szansę. Kiedy wróciła nie zastała Go w namiocie. Odruchowo poszła do namiotu obok. Kiedy stanęła w wejściu, zamurowało ją. JeJ chłopak leżał na śpiworze, na nim blondynka, o którą tyle razy się kłócili. Byli nadzy Aneta oniemiała, nie potrafiła wydać z siebie nawet jednego dźwięku. Tamci zerwali się okrywając śpiworem. Damian próbował coś tłumaczyć, ale i tak nic nie słyszała.
— Miała wrażenie że ogląda niemy film w zwolnionym tempie. Postaci poruszały ustami, ale nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Zapadała się coraz głębiej i głębiej. Wstała zupełnie jakby nie władała swoim Ciałem i na sztywnych nogach, jak na szczudłach poszła do swojego namiotu. Spakowała się, wciąż bez słowa. Kiedy wychodziła z plecakiem w ręce Damian stał obok namiotu, coś do niej mówił. Nie reagowała dopóki nie złapał Ją za ramiona. Puściła plecak i uderzyła Go z całej siły w twarz. Chłopak zachwiał się na nogach zaskoczony. Wzięła plecak i poszła przed siebie. Kiedy już była daleko za polem namiotowym na jakiejś łące, usiadła i rozpłakała się. Była sama. Wokół same pola i łąki. Daleko za sobą miała pole namiotowe, już dawno straciła je z oczu, przed nią majaczyły zabudowania okolicznej wsi Aneta zatopiła się w swoich myślach. Nigdy nie sądziła że JeJ może się to przydarzyć. Położyła się na trawie zaciskając w dłoniach kłęby trawy. Mijały godziny, a Ona wciąż leżała nie mogąc dojść do siebie.
— Po tych godzinach spędzonych w samotności wszystko wydawało się jakimś okropnym snem, koszmarem. Tymczasem na niebie pojawiły się ciężkie niemal czarne chmury. Poczuła chłodniejszy powiew wiatru. Podniosła się i zobaczyła że słońce zaszło za ciemnoszarymi chmurami. Poczuła się jakoś nieswojo. Ściemniało się w szybkim tempie. Nadciągała burza. Usłyszała pierwsze grzmoty jeszcze gdzieś daleko od niej. Błysnęło się. Pierwsze krople deszczu spadły na ziemię to Ją otrzeźwiło. Nie mogła zostać w szczerym polu podczas burzy. Zabrała plecak i ruszyła szybkim krokiem w kierunku zabudowań widocznych daleko przed nią. Szła coraz szybciej, a burza nie opuszczała Ją nawet na krok. Grzmoty i błyski było coraz bliższe. Stawały się jakby coraz bardziej agresywne. Wreszcie zerwała się ulewa.
— Aneta biegła ile sił w nogach. Plecak ciążył JeJ coraz bardziej. Upuściła Go nie przerywając biegu. Była już cała Mokra, kiedy zbliżyła się do dużej drewnianej stodoły. Najbliższy dom znajdował się jeszcze jakieś sto metrów dalej. Postanowiła ukryć się przed deszczem w stodole. Znalazła ogromne wrota wysokie, na co najmniej trzy metry. W nich znajdowały się również malutkie drzwiczki. Pchnęła je, a kiedy ustąpiły weszła do Środka.
— Tomek siedział w starym zdezelowanym jeepie. Nie umiał wylegiwać się całymi dniami na plaży. Przyjechał nad morze z kolegami. Jeden z nich miał tu rodzinę. Dzięki temu mogli sobie pozwolić na wyjazd. W garażu wujka, u którego nocowali stał jeep. Kręcił się tak długo wokół niego, aż wreszcie wujek kolegi pozwolił mu pojeździć sobie po lesie. Zdążył zaliczyć przynajmniej sześć kilometrów, kiedy zobaczył zachmurzone niebo i zdecydował że czas wracać. Jednak nie spodziewał się że burza przyjdzie tak szybko. Deszcz uderzał wściekle w dach pojazdu, wycieraczki nie nadążały już dawno z przecieraniem szyby tomek zaklął spuszczając nieco nogę z gazu.
— Jechał niemal na oślep. Wpatrywał się z taką intensywnością w szybę że rozbolały Go oczy. Na szczęście wyjechał już z lasu. Polna droga bardzo szybko zamieniała się w błotnistą rzeczkę. Na zewnątrz zrobiło się ciemno.
— Redukował gwałtownie biegi, zarzucało nim na wszystkie strony. Skrzynia biegów protestowała przeraźliwymi trzaskami i zgrzytaniem. W końcu zarzuciło nim mocno i koła ugrzęzły w błocie. Zaklął wściekle i wyjął papierosa. Nie mógł już nic zrobić. Obawiał się tego od początku. Zaciągnął się dymem i Zaczął Gorączkowo myśleć, co robić. Nie miał pomysłu, ale był tylko pewny że nie może zostać w tej blaszanej puszcze w szczerym polu. Przybliżył twarz do szyby. Starał się coś wypatrzyć. Jednak strugi deszczu sprawiały że było to niemożliwe. Zauważył że kiedy wycieraczki idą w górę jest niemal sekunda w miarę dobrej widoczności. Wyczekał i kiedy poszły w górę wytężył wzrok.
— Zauważył jakąś czarną plamę majaczącą jakieś pięćdziesiąt metrów przed nim. Po chwili wszystko zniekształciła spływająca woda. Zaciągnął się Podniecony. Wyczekał następny moment. Przez sekundę ciemna plama nabrała nieco wyraźniejszych kształtów. Wiedział już że to jakiś budynek. Z radości zatarł ręce. Musiał się jeszcze tylko upewnić. Jeszcze raz wyczekał. Wycieraczki poszły w górę. Tak, krzyknął, to była jakaś stodoła. Zgasił papierosa w metalowej popielniczce. Na myśl że ma wyjść na zewnątrz wstrząsnęły nim dreszcze. Wsłuchał się w bębniący deszcz. Wziął trzy szybkie wdechy. Otwarł drzwiczki i wybiegł. Natychmiast poczuł zacinający deszcz. Puścił się biegiem.
— Tomek namacał niemal po omacku drewniane drzwi. Pchnął je barkiem i wpadł niemal do Środka. Zamknął je blokując metalowym haczykiem. Usiadł na chłodnym klepisku opierając się o drzwi. Był zasapany i wyczerpany morderczym biegiem. Dopiero, kiedy wyrównał oddech rozejrzał się dookoła. Niewiele widział. Stodoła była bardzo wysoka i przestronna. Po jednej stronie znajdowała się wielka kupa siana. Poza tym wszystko spowijał półmrok. Widać było jedynie kontury poszczególnych rzeczy. Zauważył stojącą nieopodal taczkę, widział coś opartego o ścianę. Wpatrzył się w majaczący przedmiot. Jakieś widły. No pięknie, pomyślał, teraz jestem uwięziony nie wiadomo na ile w jakiejś Pieprzyonej stodole. Jedynie błyskawice rozświetlały ciemności na te kilka sekund. Deszcz atakował zawzięcie dach i ściany stodoły. Bębnienie stawało się tak głośne że nawet, kiedy zaklął potykając się o jakiś kamień, było to ledwie słyszalne.
— Poruszał się Ostrożnie chcąc znaleźć bardziej dogodne miejsce. Szpary pomiędzy deskami, z których zbudowano stodołę nie były zbyt szczelne. Kiedy poszedł w głąb usłyszał coś. Tym razem nie było to stukanie deszczu. Dochodziło skądś w Środku. Wytężył słuch. Znowu to samo. Chyba mam omamy, pomyślał, jednak, co jakiś czas dochodził do jego uszu coś jakby szloch.
— Jest tu ktoś ? Krzyknął. Odpowiedział mu potężny rozrywający bębenki w uszach grzmot. Błysnęło i Tomkowi zrobiło się jakoś upiornie. Przełknął ślinę. Szloch zupełnie nie pasował do tego miejsca. Zrobił kilka kroków przed siebie i potykając się o coś runął na klepisko jak długi.
— O Kurwa ! Wymknęło mu się automatycznie, kiedy poczuł bolesne zderzenie z twardym podłożem. Chciał się podnieść, więc przekręcił się na plecy. Wtedy krzyknął za całych sił, choć jego wrzask został zagłuszony grzmotem. W błysku piorunu zobaczył stojącą nad nim sylwetkę z widłami wycelowanymi w jego PIERŚ. Po chwili piorun zniknął i znowu widać było tylko ciemności.
— Jednak zarys sylwetki wciąż był widoczny na tle szpar pomiędzy deskami. Zaczął po omacku szukać rękami czegokolwiek do obrony. Może jakiś kamień, myślał Gorączkowo.
— Kim jesteś – usłyszał głos Dziewczyny trochę zniekształcony dudniącym deszczem, ale mimo to rozpoznał że to damski głos.
— Chciałem się tylko schronić przed deszczem.
— Jesteś sam ?
— Tak, mój jeep ugrzązł w błocie i przybiegłem tutaj.
— Mówili głośno że by deszcz i grzmoty nie zagłuszyły słów. Wciąż widły wycelowane były w jego PIERŚ. Wpatrywał się w długie metalowe zęby. Choć widział tylko ciemne majaki w myślach już sobie wyobrażał grube metalowe zęby wideł. Nagle przy akompaniamencie wyładowania na zewnątrz widły upadły na podłogę obok niego. W gasnącym błysku zobaczył że tajemnicza osoba usiadła pod ścianą chowając głowę między kolanami. Po chwili znowu było ciemno.
— Przepraszam Usłyszał że Dziewczyna płakała.
— Wstał i zbliżył się do niej. Kiedy znajdował się kilkanaście centymetrów od niej mógł się przekonać że to faktycznie była Dziewczyna. Usiadł obok niej i wypuścił w końcu wstrzymywane ze strachu powietrze.
— Kim jesteś, mieszkasz tu – Zapytał. Będąc tak blisko nie musiał już krzyczeć.
— Biegłam, zgubiłam plecak Szlochała Zdradził mnie.
— Nie mógł wiele zrozumieć z JeJ słów. Mówiła bezładnie jakby chciała wszystko wyrzucić z siebie w jednym momencie. Zaczął Ją uspokajać. Po pięciu minutach przestała płakać. Otarł JeJ łzy dłonią. Zaczęli rozmawiać. Dopiero wtedy dowiedział się wszystkiego. Usłyszał o tym jak złapała swojego chłopaka na zdradzie. Jak rzuciła Go i zastała Ją burza w szczerym polu. Opowiedziała o swoim biegu i o tym jak plecak ciążył JeJ za bardzo i zostawiła Go w trawie.
— O tym jak się schroniła tutaj i wystraszyła, kiedy tu Wszedł. Resztę już znał.
— Masz może papierosa – Zapytała Go bez większego związku.
— Cholera że też wcześniej o tym nie pomyślałem.
— Co się stało ?
— Jednak nic nie odpowiedział tylko sięgnął po zapalniczkę do kieszeni. Pstryknął i po chwili malutki pomarańczowy płomyczek zatańczył w zapalniczce. W tym mizernym świetle mogli się sobie przyjrzeć. Uśmiechnęli się na ten niespodziewany dar w postaci odrobinki światła. Poczęstował Ją papierosem. Dłonią odgarnął JeJ z czoła Mokre sklejone deszczem włosy. Uśmiechnęła się jakby zawstydzona. Sam nie wiedział skąd ten gest czułości.
— Podobała mu się. Po chwili zapalniczka zaczynała Go parzyć, więc zgasił Ją i znowu ogarnął ich mrok. Zaciągali się w ciemności wsłuchani w dudniący wszędobylski deszcz. Grzmoty wciąż nie ustępowały. Zerkali na siebie, kiedy błyskawice rozświetlały wnętrze. Uśmiechali się zakłopotani.
— Trochę niezręczna sytuacja Zauważyła.
— Faktycznie, nie znamy się, a ty omal mnie nie zabiłaś. Zaśmiała się to dobrze, pomyślał. Uspokaja się. Kiedy płakała czuł się jeszcze bardziej bezradnie.
— No i jesteśmy tu uwięzieni, nie wiadomo na jak długo. Dokończyła.
— Wiesz, co Zerwał się na Nogi Rozejrzę się, może będzie tutaj jakaś latarka albo coś w tym stylu.
— Szczerze wątpię, ale spróbujmy.
— Nie, nie Zaprzeczył Ty siedź, ja mam zapalniczkę, więc jakoś sobie poradzę.
— Odszedł i Zaczął zaglądać po przeróżnych zakamarkach przewracając tajemnicze przedmioty. Pomagał sobie zapalniczką. Po kilku minutach krzyknął z tryumfem.
— Mam coś ! Podszedł do niej niosąc w rękach jakiś podłużny przedmiot.
— Co to – zaciekawiła się.
— Zdaje się że lampa naftowa.
— Oboje Podnieceni znaleziskiem klęczeli przed lampą, a Tomek z namaszczeniem wyjął zapalniczkę. Pstryknął i przysunął płomień do lampy.
— Emocje sięgają zenitu Zażartowała uśmiechając się.
— Zdjął pęknięty klosz i zapalił. Po chwili nieśmiały płomyk zatańczył na parcianym knocie. Zakrył Go kloszem jakby chciał uwięzić w obawie że umknie im zostawiając ich w ciemnościach.
— Bingo - był z siebie zadowolony.
— Wreszcie mogli rozejrzeć się dokoła. Stodoła była duża, miała, co najmniej piętnaście metrów długości i jakieś dziesięć Szerokości. Jakąś jedną trzecią wszystkiego zajmowało siano. Resztę wypełniały przeróżne graty. W świetle lampy przyjrzał się Dziewczynie.
— Ty drżysz Zauważył Zaczekaj.
— Pobiegł znikając poza zasięg światła że by po chwili przynieść sporą kupkę siana. Rzucił na ziemię i pobiegł po następną Aneta uwiła z tego coś na kształt gniazda. Usiadła na kupce siana.
— Lepiej – Zapytał.
— Tak dzięki, ty też się zmieścisz.
— Usiadł obok niej. Całe pomieszczenie wypełniał odgłos bębniącego deszczu. Grzmoty i błyskawice nie ustawały. Jedynie spokojne światło lampy naftowej otulało ich radośnie. Siedząc obok niej czuł dotyk JeJ ciała. Było to dla niego przyjemne. Ona również szukała byle pretekstu że by wtulić się w jego bok na dźwięk grzmotu.
— Przepraszam, ale boję się burzy.
— Nie odpowiedział tylko przytulił Ją przyciągając ramieniem do siebie. Oparła głowę na jego barku.
— Wciąż drżysz Zauważył - może.
— Może, co – zaciekawiła się.
— Może powinnaś zdjąć ubranie, jest całe przemoczone.
— Ale przecież Zabrakło JeJ słów.
— Wiem, wiem Speszył się swoją propozycją Ale boję się że dostaniesz Gorączki.
— Oboje spuścili wzrok w podłogę. Drgające światło lampy ukryło ich zawstydzone i Podniecone sytuacją twarze.
— Jeśli ty zdejmiesz to ja również.
— To uczciwa propozycja Ocenił - mam to zrobić pierwszy ?
— Zróbmy to na trzy cztery, ok ?
— Ok.
— Trzy Zaczęła przeciągając Czteee. – położyli dłonie na swoich koszulkach - . ry !
— Zdjęli szybkimi ruchami koszulki. Przewiesili je przez belkę znajdującą się nad ich głowami. Wpatrywali się wzajemnie w swoje ciała Aneta czuła przyjemny dreszczyk patrząc na jego wyrzeźbioną sylwetkę. On zerkał na JeJ PIERSI. Unosiły się w górę, kiedy nabierała powietrza w płuca.
— Reszta również To były JeJ słowa.
— Kiedy już siedzieli jedynie w majtkach, oboje poczuli się lekko onieśmieleni. Znali się zaledwie od godziny tomek cieszył się że deszcz bębnił tak głośno. Zabijał przynajmniej kłopotliwą ciszę. Patrzył na JeJ Ciało. Była cudowna. Zgrabna i ładna, wydawało mu się że JeJ Sutki Nabrzmiały Aneta pierwszy raz czuła coś takiego. Podniecało Ją to jak na nią patrzył. Z mieszaniną Pożądania i wstydu. Chciała że by na nią patrzył, sama również ślizgała się wzorkiem po jego torsie.
— Tylko teraz. – przerwała, kiedy nad ich głowami przewaliła się seria grzmotów - musisz mnie przytulić Dokończyła już przy akompaniamencie dudniącego deszczu.
— Zbliżył się do niej na kilka zaledwie centymetrów. Objął Ją i przysunął do siebie. Siedzieli chwilę wtuleni. Poczuł ROZKOSZ, kiedy JeJ PIERSI rozgniotły się niemal na jego klatce PIERSIowej. Poczuł na Swojej skórze JeJ sztywne Sutki Aż dostał gęsiej skórki, kiedy JeJ Delikatne palce prześlizgnęły się po jego plecach. Ich oddechy tłumione deszczem stawały się coraz mocniejsze.
— Przytul mnie mocniej Szepnęła mu niemal do ucha. Słysząc to stanął mu.
— Przycisnął Ją jeszcze mocniej do siebie. Zdawało mu się że westchnęła, ale nie był pewien czy to nie deszcz lub pomruk zbliżającego się grzmotu.
— Już Klęczeli naprzeciwko siebie.
— Wreszcie Aneta poczuła na swoim podbrzuszu jego Sztywnego Członka.
— Poczuła też że w JeJ majtkach robi się Mokro. Przyjemne Mrowienie spłynęło JeJ po kręgosłupie w dół. Poczuła jak Mrowienie spływa przez JeJ Tyłeczek skupiając się na JeJ Wzgórku.
— JeJ Muszelka, aż skurczyła się, Wargi zacisnęły z Podniecenia i po chwili wszystko zwilżyły Soczki.
— Tomek poczuł JeJ drobne paluszki jak przemykają nieśmiało po jego Członku. Wyglądało to jak niewinne omyłkowe muśnięcie. Jednak po chwili poczuł to znowu. Czubkami palców wodziła wzdłuż jego prącia.
— Poczuł JeJ palce na Jądrach, które aż skurczyły się z Podniecenia.
— Po chwili znowu wodziła palcem od samej góry, zaczynając od jego Żołędzi przesuwając nim powoli w dół. Nie pozostając dłużny zacisnął dłoń na JeJ Pośladku. Złapał Ją mocno, po czym Przesuwał rękę po Pośladku, aż dotarł między JeJ Uda.
— Rozchyliła je nieznacznie dając mu możliwość dalszej podróży. Dotarł wreszcie do JeJ Muszelki. Również Pieścił Ją przez materiał majtek. Podobnie jak Ona jego. Czuł że majtki są już całkowicie Mokre.
— Jest bardzo Ciepły Szepnęła mu do ucha zaciskając dłoń na jego Członku.
— Jest bardzo Mokra Również szepnął zakrywając dłonią JeJ całą Szparkę.
— Dookoła rozlegały się odgłosy burzy. Deszcz wściekle zacinając bębnił głośno. Błyskało się i grzmiało jakby miał nastąpić koniec świata. Jednak dla nich nie miało to już większego znaczenia. Nie zauważali również lampy naftowej rozświetlającej ich Rozgrzane Pożądaniem ciała.
— Tomek usiadł opierając się o drewnianą ścianę prostując Nogi w kolanach Aneta usiadła na nim, jednocześnie On odchylił JeJ majtki na bok. Ona wyjęła jego PTASZKA na wierzch. Usiadła na nim. Powoli siadając nabijała się, aż dotarła do samego końca. Zamruczała, choć stłumił to deszcz. Powoli Zaczęła falować na jego twardym Członku. On trzymał Ją za biodra, Pieścił JeJ skórę. Czuł jak Śliska jest JeJ PochwA. JeJ ścianki otulały Go szczelnie, Pieściły swoim aksamitem i Doprowadzały do szaleństwa równomiernym ocieraniem się o pulsującą Żołądź. Całowali się. Ich Języki w szalonym rytmie Podniecenia tańczyły Pieszcząc się wzajemnie. Kąsali swoje Wargi. Po chwili Aneta odchyliła się do tyłu opierając za sobą ręce o podłogę. W tej pozycji czuł jak dobija do samego końca. Przestała unosić się w górę tylko poruszała biodrami w przód i tył, przez co JeJ miękka Ciepła Szparka Masowała Go ROZKOSZNIE.
— Aneta Jęczała, choć wszystko tłumił deszcz. Czuła jak wypełnia Ją całą. Czuła jak jego twardy PTASZEK ociera się o JeJ aksamitną norkę. Wstyd już dawno z niej uleciał. Poczuła jego Gorący oddech na swoich PIERSIACH.
— Podnieciło Ją to doprowadzając do mrowienia w Sutkach, które prężyły się i Sterczały dumnie. W końcu poczuła jak jego Usta całują JeJ PIERSI. Liznął Języczkiem Sutki by po chwili wziąść jeden z nich w usta. Pieścił Go Wargami i Języczkiem. Ssał jeden potem drugi. JeJ Ciałem wstrząsały Spazmy. Było JeJ tak dobrze. Deszcz bębniący monotonnie i głośno zdawał się JeJ w tym momencie najwspanialszą orkiestrą. Grzmoty potworne i przerażające w swej sile były dodatkowym bodźcem. Opadła z niej maska wstydu. Wyślizgnęła się z tej pozycji. Stanęła opierając się rękami i kolanami o podłogę jak suczka wypinając Tyłeczek w jego stronę. Zakręciła nim Ponętnie.
— Weź mnie od tyłu - mówiąc to sięgnęła dłonią i Rozchyliła swoje Mokre Wargi, dając mu do zrozumienia że by nie zwlekał. Zerknęła jak klęka za nią.
— Widok Sterczącego Członka wymierzonego w JeJ Tyłek Podniecił ją.
— Weź mnie mocno ! Starała się przekrzyczeć grzmot.
— Wszedł w nią brutalnie. Był już bardzo Podniecony. Jakby przestawał kontrolować swoje własne Ciało. Oboje byli jak dwoje dzikusów. Ich jedynym celem było zaspokoić swoje palące Żądze. Czuł ogień w lędźwiach i pragnął Go zaspokoić w tej nieznajomej Dziewczynie.
— Ona czuła jak miliony mrówek przebiega po JeJ norce sprawiając że odczuwała coś na kształt swędzenia.
— Pragnęła że by poruszał się w niej szybko i mocno, zaspokoił to swędzenie i ugasił JeJ pragnienie. Wchodził w nią dobijając do końca, raz po raz uderzał Ją dłonią w Pośladek Aneta zaskoczona tym że piekący klaps Podniecał Ją jeszcze bardziej, w myślach prosiła o jeszcze. Gdyby się widzieli w tej chwili, nie poznaliby się wzajemnie tomek brał Ją od tyłu uderzając JeJ Pośladki dłońmi. Nigdy tego nie robił wcześniej. Przyśpieszał coraz bardziej. Już nie wiedział czy to burza osiągała swój kulminacyjny moment, czy też ORGAZM zbliżał się z każdą chwilą Anecie wydawało się że burza wdarła się do Środka. Błyskawice zlewały się z błyskami w JeJ głowie. Krzyk mieszał się z deszczem. Wszystko wirowało, świat zwariował. I nagle koniec.
— Tomek spuścił się Wypełniając Ją Ciepłą SPERMĄ. Czuła jak zalewa JeJ wnętrze.
— Ziemia zadrżała. Burza to była, a może koniec świata. Ciemności spowiły wszystko dokoła. Wszystko przestało mieć znaczenie. Gęsia skórka pokryła JeJ skórę. Znieruchomieli oboje. Sczepieni w miłosnym uścisku osunęli się w głąb siebie. Piorun uderzył gdzieś blisko, tuż obok, powietrze wypełnił Zapach ozonu. Nie zareagowali. Nie było ich w tej chwili w stodole. Znajdowali się zupełnie gdzie indziej. Znajdowali się nigdzie. Dopiero po minucie opadli na kupkę siana ułożoną na klepisku. Wszystkie siły odeszły z nich jak powietrze z przekłutego balonu. Nie zdążyli powiedzieć nawet słowa, nie było potrzeby, wszelkie słowa byłyby nie na miejscu. Zasnęli. Nawet nie słyszeli szalejących piorunów i deszczu uderzającego w stodołę...


* KONIEC *

© Grzesio, 2021.

PoprzedniNastępny

` Strona Główna `